Napisaliście takie fajne relacje, że nie mogę się zebrać, żeby sam coś napisać
Ogólnie - podobało mi się, koncert bardzo udany! Poniżej parę takich moich spostrzeżeń, które może pociągną dyskusję.
1. Jądro i brak fonów. Wbrew obawom (które tu od początku wygłaszałem) szło to sprawnie, wręcz bezproblemowo. W szczególności zdejmowanie. Natomiast jestem przeciwny ograniczaniu tego typu wolności po prostu w sensie ogólnym. Telefon to nie tylko gadżet, telefon to też między innymi środek ochrony osobistej. Próby gwałtu, jakieś naruszenia przestrzeni osobistej - smartfon pomaga się obronić, ściągnąć pomoc, zebrać dowody i mam tego przykłady w mojej ekipie znajomych. Natomiast problem z pewnego rodzaju "nadwykorzystywaniem" go i uzależnieniem od tego gadżetu oczywiście istnieje, natomiast w żadnym razie zabieranie go siłą (a tutaj tak to wyglądało, podobnie niektórzy chcą, żeby tak to wyglądało w szkołach), nie jest rozwiązaniem problemu, a przyznaniem się do niemocy.
Efekt natomiast był... OK. Daleko mi do ekscytacji, bo jestem takiej daty, że pamiętam czasy sprzed smartfonów i idealizowanie ich przez młodszych ludzi jest dla mnie przykładem zjawiska anemoia, czyli wzdychaniem do czasów, w których się nie żyło. Mnie też dziwią "filmowcy" na koncertach, ale mnie to aż tak nie przeszkadza, a czemu mam komuś tego bronić, skoro chce mieć takie pamiątki? Przyznam, że w jednej chwili poczułem brak fona - po koncercie ze znajomymi chcieliśmy strzelić sobie fotkę ze sceną w tle i to... "o k***a, no nie możemy!". Oczywiście to nic, nawet lepszym tłem był plakat przed Areną z informacją o "sold out".
No ale, jak też to bywa z takimi przepisami - na tzw. małych cwaniaczków się nie poradzi, przynajmniej kilka fonów było w użyciu. Co to rodzi u innych? Poczucie zażenowania? Politowanie, że jakiś as musi nawet tu cwaniakować? Wiecie, to takie parkowanie na miejscu dla niepełnosprawnych "tylko na chwilę". Niby szkodliwość żadna, a społeczny odbiór - słusznie - jest negatywny.
Także podsumowując - nie postrzegam tego już jako problem, ale ideowo jestem na "nie". Zdecydowanie wolałbym, gdyby przed koncertem Ghost było info (z dźwiękiem i typowym dla Ghost humorem), żeby telefony odstawić i być "tu i teraz". Część by się zastosowała, część nie, ale wrażenie ogólne byłoby inne. I to byłoby też w pewien sposób wychowawcze, a nie zamordystyczne.
2. Zabawne było, jak przed koncertem ludzie na płycie reagowali na błogosławieństwa "papieży" i "Jezusa" na trybunach prawo od sceny

Ogólnie fajny klimat, dużo przebrań, pozytywnie.
Inny wątek. Moja ekipa była trochę rozsiana po sali (zresztą ten wyjazd to w moim przypadku sontan w obliczu konieczności rezygnacji znajomych) i opisuję sytuację z sektora P, której sam nie widziałem. Tylko to jest zjawisko powszechne na koncertach. Na trybunach siedział koleś, który miał jakiś problem z nogami i poruszał się w sposób ograniczony, ale nie mógł stać. Dwie laski przed nim od pierwszego kawałka zaczęły tańczyć i skakać, więc z relacji słyszałem, że zamiast koncertu oglądał ich dupy. Nie wiem czy chciał, ale to miał przed oczami. Zrobiła się jakaś niepotrzebna napinka, bo on prosił, żeby usiadły i jak to bywa w takich sytuacjach, one kazały mu iść się je**ć i część ludzi była za nimi, a część ludzi była za kolesiem...
Kiedyś bym powiedział, że publiczność była energiczna, ale kurde, czy jak ktoś chce skakać cały koncert, to nie powinien być na płycie? Wiecie, takie coś jak empatia. Takie akcje są w sumie na koncertach regularnie i zmieniło mi się w tej kwestii, nie uważam tego, za coś pozytywnego.
Szczególnie jak mówimy, że przeszkadza komuś podniesiony telefon (co zrozumiałe) - no to jak musi przeszkadzać komuś, kto nie może stać cała podniesiona sylwetka?
3. No dobra, koncert. Wizualnie same och i ach. Ghost wciąż rośnie i jeżeli nie przestanie, to... Narodowy czeka

I teraz nie wiem, czy to dobrze

Pamiętam jak ponad 10 lat temu stał jak słup soli w papieskim wdzianku, w dziennym świetle i... to też miało swój urok. Zmiana jednak jest niesamowita. Muzycznie? Wspaniale! Dźwięk OK! Zbyt wiele słabych w tym względzie koncertów słyszałem, żeby marudzić. Energia na scenie, energia pod sceną - nie ma się do czego przyczepić.
4. Setlista jak dla mnie bardzo dobra. Minimalna reprezentacja "Impery", która jest raczej kapiszonem (z tego co widzę w necie to jednak opinia całkiem sporej części ludzi), dużo klasyków z "Meliory". Czy bym coś zmienił? Tak, jak każdy. Mogłoby być więcej przede wszystkim NOWEJ PŁYTY, która jest FENOMENALNA i tylko zyskuje z kolejnymi odsłuchami! Ja bardzo lubiłem początki Ghosta, gdy był to nie tylko mniejszy, ale też inny zespół, więc nie pogniewałbym się na solidniejszą reprezentację w szczególności debiutu. Ale po co marudzić, było świetnie.
5. Moje zadowolenie wynika też z faktu, że nauczyłem się już patrzeć na Ghost jak na inny zespół niż ten, którym był 10 lat temu. Zgadzam się z opiniami, że nie ma tu już majestatyczności, nie ma mistycyzmu. Jest sztuczność, oczywiście wkalkulowana i zakładana. To jest taka mroczna Doda, tylko z inną symboliką. Walenie po oczach zajebistością i blichtrem. Po raz pierwszy miałem wrażenie, że Tobias męczy się tym "paieżowaniem", jest to zminimalizowane do rzeczy, które być muszą.
No przecież musi być papież, bo ludzie będą marudzić... no dobra, to go nawet podniesiemy, niech mają i spierdalają! "Year zero", "He Is" to takie klasyki, od których pewnie uwolni się co najwyżej na chwilę, więc z musu - są. Ale Tobias to teraz inny koleś, skojarzenia ze wspomnianą Dodą nie są u mnie przypadkowe, bo kiedyś wylądowałem na jej koncercie halowym i szoł było spore, efektowne i sztuczne. Ten brak spontanu, udawana relacja pomiędzy ludźmi na scenie - trochę mnie to kłuje, ale przecież nie może to być zarzutem w przypadku zespołu, który nastawia się na spektakl od "a" do "z", a muzycy na scenie z założenia wcielają się w role. Chociaż te udawane napięcia przy "Year Zero"... no ile można?!

Wiecie, nie chodzi mi o drugą skrajność, nie o takie coś, jak ma Pearl Jam, że jak Gossard pobrudzi spodnie jajecznicą, to wieczorem ludzie widzą na plamę po jajecznicy na jego spodniach, ale tu mamy już teatr i plan na 100%, tymczasem chociaż ten pierwiastek niepewności w rock/metalu jest całkiem fajny.
6. Bez pełnej maski śpiewa lepiej! Te jego pełne uśmiechy to też ostateczny cios w jakiś tam mistycyzm i mrok... ale pasują do tej muzyki, w szczególności nowszych piosenek.
Journeyman666 rzucił fajny wątek - czy Tobiasowi się znudziło? Moim zdaniem może być tak, jak w przypadku wielu z nas. Wszedł na drogę, z której ciężko mu teraz zejść. Ludzie chcą szatana, mistycyzmu, mroku, a teksty na ostatniej płycie, zakładając, że są w jakimś stopniu szczere, zdradzają coraz większą obawę i zagubienie. To już jednak inny wątek.