Było mega, cieszę się z koncertu tym bardziej, że decyzję o wyjeździe podjąłem spontanicznie i niedawno.
Widziałem wszystko, prócz The Soulburnes (słyszałem tylko ostatni kawałek), kiedy to piłem z kolegą spokojnie piwo na zewnątrz Spodka.
Animations - jak ich widziałem z rok temu we Wrocławiu, to grali taki prog metal, cięższy Dream Theater. Na MH Fest zaprezentowali muzę w stylu bliższym goteborskiemu melodyjnemu death metalowi, z jakimś ułomkiem rzucającym kurwami i tekstami macho-impotenta za mikrofonem. Z tego zgiełku wyłaniały się czasem ciekawe dźwięki, ale wolałem wcześniejsze wcielenie zespołu.
The Soulburners - ten jeden kawałek bardzo fajny, trzeba się z nimi zapoznać heh.
Mech - bardzo zapatrzeni w klimaty Ozzy / Black Label Society, co momentami zakrawało na parodię. Mimo zmęczenia, bawiłem się jednak przednio, publika chyba też. Zaskoczył udział Styczyńskiego z Dżemu, choć nie popisał się specjalnie.
Tank - naprawdę przyzwoity koncert, fajne, rasowe heavy granie. Momentami problemy z wokalem, ale nadrabiali atmosferą. Ciesze się, że w końcu Doogiego zobaczyłem i usłyszałem. Materiał głównie z ostatniej płyty.
Vader - nigdy nie byłem wielkim fanem, ale odkąd na drugim wieśle jest Pająk z Esqarial, to dałbym się pokroić za ten zespół. Koncert był bardzo dobry, a mógłby być doskonały, jakby gitary brzmiały bardziej wyraziście i soczyście. Zgodnie stwierdziliśmy z kolegą, że w Petera wstąpiła jakaś nowa energia. Kolejny nowy skład kapeli - debiut brytyjskiego bębniarza, który ma chyba 20 - 21 lat, a graniem wymiatał, choć było czuć, że chyba jeszcze nie do końca rozwinął skrzydła.
Exodus - pierwszy raz ich widziałem i chcę jeszcze. Nie wiem za bardzo co grali, bo nie znam ich dyskografii, ale robią to z pasją, która się udziela. Bardzo konkretna i dopracowana muzyka, pozbawiona niechlujstwa, świetnie się tego słuchało.
Morbid Angel - dla mnie absolutna rewelacja, misterium a nie koncert. Fantastyczne brzmienie, do tego dramaturgia i feeling. Czułem, że tak kapela stoi o oczko wyżej, od innych deathowych zespołów, które widziałem na żywo. Byłem na kolanach. Dziwiłem się bardzo negatywnym komentarzom niektórych ludzi, którzy siedzieli w pobliżu. O ile rozumiem, że można nie lubić takiej czy innej muzyki (z różnych powodów), ale żeby odmawiać im z tego powodu umiejętności czy szacunku... to trzeba być głuchym chyba. Albo być inż. Mamoniem ;d
JP - ekstra. Cały koncert to był highlight

. Bawiłem się doskonale, chyba lepiej niż na IM w Pradze. Nic więcej nie dodam, prócz tego, że szkoda, że to pewnie ostatnia okazja do zobaczenia ich na żywo. Choć kto wie...
Ogólnie właściwie o każdym z zespołów mam do powiedzenia coś dobrego, więc festiwal uważam za bardzo udany. Jeszcze więcej takich składów by się chciało! Zastrzeżenie właściwie jedno - nierówne nagłośnienie. Było świetne (JP, MA), ale też średnie lub wręcz słabe (Animations, momentami Vader).