Dobra, kawa wypita w Kielcach na podróż powrotną wciąż mnie trzyma, więc napiszę relację i z drugiego koncertu.
Wyjazd do Kielc nie był do końca planowany. W zasadzie to zdecydowały nasze córki. Nowa płyta dobrze im podeszła. W drodze do Kielc przesłuchaliśmy 2 razy utworów, które powinny być zagrane i na koniec znały wszystkie niezbędne refreny
Klub zaskakująco mały jak na tak duże miasto. Było w miarę pełno. Zdecydowanie więcej pijanych starych i średniostarych metali niż w Lublinie (tam po piwo było daleko). Rzekłbym, że nawet trochę bydła (pojedyncze sztuki), chociaż samo pogo raczej we własnym gronie i nie jakieś agresywne w stosunku do pozostałych uczestników koncertu. Największe na Cały czas. Ciekawa sytuacja miała miejsce pod koniec, gdy chłopaki zaczęli grać "Do domu" jeden gość (konkretnie najebany) stracił przytomność. Dla niego zdecydowanie nadszedł czas na pójście do domu, ale chyba szybko tam nie wróci, bo jak się ocknął to ponoć zrobił się na tyle agresywny, że w miejsce karetki zamówiono mu radiowóz
Teraz o samym koncercie. Najpierw highlighty. Świetną robotę wykonał Konrad. Przy takim małym klubie i ustawieniu głośników (miałem prawie nad głową) obawiałem się, że będzie trochę ściany dźwięku, zwłaszcza, że chłopaki (Wojtek) lubią być głośno ustawieni. Tymczasem było głośno, ale bardzo selektywnie. Dobrze słyszalne zarówno w tłumie jak i bezpośrednio na barierce. Druga rzecz to oczywiście nowe numery. Ależ one są dobre koncertowo, a duety Tomka z Bartkiem - miodzio. Dostaliśmy 5 nowych numerów (widziałem, że już do sprawdzenia na amerykańskim portalu), więc przyzwoicie. Szkoda, że nie było jeszcze "Przyjdź do mnie", ale w świetle dalszych rozmów należy się cieszyć, że było "aż" tyle. Set w stosunku do Wrocławia był trochę przerobiony, ale w trakcie koncertu dalej się pozmieniał. Co ważne nie było żadnych wykreślanek w trakcie grania, tylko podmianki utworów. Odniosłem wrażenie, że chodziło o kwestie wokalne i utwory zostały zmienione na mniej obciążające. Na koniec po "Dzieciach" miało być "Sztuczne", ale Tomek stwierdził, że nie da rady, więc Wojtek wpadł na pomysł, że zagrać... "Smak ciszy". Spotkało się to z moim gorącym protestem, który chyba został zauważony, bo widziałem, że się śmiali
Z dodatkowych "eventów" było sto lat dla chłopaków, a także dla jakiegoś ziomka z publiczności, który miał urodziny i Bogusz wręczył mu podpisaną płytę. Powiedział też, że cieszy go pełny klub na niedzielnym koncercie, bo zwykle mają one słabszą frekwencję oraz wspomniał o jakimś pojebanym (dopisek autora) małżeństwie z Warszawy, które było na 3 koncercie w ten weekend. Bardzo miło
Po koncercie chłopaki oczywiście wyszli do publiczności. Dzisiaj pojawili się bardzo szybko. Udało się też wymienić z Boguszem kilka uwag na temat sposobu układania seta w celu promocji nowego albumu, ale... no po prostu nie doszliśmy chyba do porozumienia w tej kwestii. Mam nadzieję, że jeszcze mnie wpuszczą na jakiś koncert.
Ogólnie bardzo fajny weekend. Żeby nie wiem jak mnie irytowały ich sety, to po prostu nic nie poradzę, że dobrze się bawię na ich koncertach. No i spoko, że zawsze po są dla publiczności i cierpliwie ogarniają foteczki, podpisiki i pogadać można. Widać, że to cieszy ludzi, bo kolejeczki zawsze długie stoją.
Tym razem nikt nic nie złapał, bo nikt nic nie rzucał
PS. Wyszło, że to było nasze 50. Turbo, a młodych 11.
PS2. W drodze do domu nowa płyta grała na zapętleniu.