2,5 godziny snu za mną, więc mogę napisać parę słów na temat zdobywania Berlina.
Ruszyliśmy przed 10 rano, w 4 osoby z 1 biletem z eventimu oraz 3 na wydruku pdf, który musieliśmy jeszcze wymienić w kasie na prawdziwe bilety. Na miejscu byliśmy ok 17, dwie godziny przed otwarciem bramek i zajęliśmy miejsce na początku kolejki obok Rosjan, Włochów i Czecha

Niestety okazało się, że kasę otwierają dopiero o 19 (tak samo jak bramki). Musieliśmy opracować plan B - Barsiarz wziął bilet z eventimu, Dzosef pilnował miejsca na początku kolejki, a ja z koleżanką zajęliśmy miejsce w kolejce do kasy (zaraz za sympatycznym Ruskiem). Gość w kasie pojawił się 18:45, ale skubaniec wyczekał z otwarciem do 19, a tymczasem bramki otworzyły się 5 minut wcześniej. Barsiarz ruszył z misją zajęcia 4 miejsc na barierkach, a tymczasem przy kasie pojawiły się schody. Koleś (najpierw w języku najeźdźców, a potem po naszym proteście po angielsku) stwierdził, że nie ma (chyba jednego) z naszych biletów na liście. Strasznie się zagotowaliśmy, ale na szczęście nasz burzliwy protest skłonił go do wydania nam 3 biletów (plus z całej sytuacji: mamy bilety kolekcjonerskie). Biegiem ruszyliśmy do Dzosefa a potem na barierki i... udało się, 4 miejsca z boku na szczycie wybiegu, na dodatek w miejscu najbliższym sceny

Barierki opanowane przez przyjezdnych Polacy, Rosjanie, Włosi. Niemcy w mniejszości (przynajmniej wzdłuż wybiegu). Dodatkowo przez większość koncerty na pompowanej koronie wisiała polska flaga z data koncertów od 2005 roku (o ile dobrze dojrzałem).
Sam koncert świetny. Większość z Was była w Warszawie lub Pradze, więc ograniczę się do różnic:
- dźwięk moim zdaniem trochę słabszy niż na poprzednich koncertach, wokale gorzej słyszalne
- Kiske w słabszej formie, w końcówkach wyciągnięć było słychać, że się męczy, wydawało nam się, że Deris śpiewał więcej niż poprzednio, Kiske nie wyszedł w ogóle podczas Perfect Gentleman
- w Eagle Fly Free Kiskemu nie działał mikrofon, ale publiczność sobie poradziła

po skończonym kawałku Kai wyniósł mu nowy mikrofon, dał gitarę i Kiske zagrał i zaśpiewał Love Me Tender, a międzyczasie go ustawili - przez resztę bisów był już świetnie słyszalny
- publiczność dużo bardzie żywiołowa niż w Czechach (ale nie tak jak w Warszawie), Niemcy zrobili nawet niezłe pogo naprzeciwko nas
- brak Tale That Wasn't Right
- krótsza zabawa z publicznością w I Want Out
- Kiske i Hansen od razu zauważyli flagę Dzosefa z dotychczasowymi (i przyszłymi) datami na tej tresie i potem bardzo często stawali przed nami i łapali kontakt - a na koniec Hansen dał kostki do rąk

- dodatkowo dwie kostki Saschy rzucone w naszą stronę
- na następny koncert niemieckiego zespołu w Niemczech robimy flagę ENGLISH PLEASE
Po koncercie wróciliśmy z dwoma balonami. Ludzie w metrze się pytali skąd to mamy. Na parkingu stoczyliśmy nierówną walkę z zapięciem balonu, bo dwa napompowane do bagażnika nie chciały wejść. Po ok. 15 minutach i użyciu noża, pilnika, piły i śrubokrętu udało się spuścić powietrze i ruszyliśmy do domu. Zdążyłem wrócić zanim dzieci się obudziły do przedszkola, ich reakcja na wielką dynię w salonie (do mieszkania też się namęczyłem, żeby ją wepchnąć) - bezcennna

(dzięki Dzosef za zostawienie dyńki).
Podsumowując: było warto, dla Pumpkins United to trasa roku.