Kocham solową twórczość Dickinsona! Jestem jej ogromną fanką odkąd tylko zaczęłam słuchać, czyli jakoś od chyba 2012 roku. Wielbię każdą płytę, każda jest na swój sposób wyjątkowa i pasuje do innych etapów i sytuacji w moim życiu czy okoliczności. Bardzo podoba mi się nie tylko muzyka, ale i teksty. Uważam, że naprawdę dojrzałe albumy to były Accident of Birth, Chemical Wedding i Tyranny of Souls. Wcześniej mam wrażenie, że Bruce szukał swojej drogi, próbował różnych stylów. A może po prostu wtedy miał ochotę na taką, a nie inną muzykę, jak to było w przypadku wydania pierwszej płyty, bo był zmęczony metalem i chciał stworzyć coś lżejszego. To tylko moje odczucie, nie bijcie

Skunkworks też uważam za dojrzałą płytę, ogólnie wielbię ją mocno, a ostatnio znów mam na nią fazę, jednak była nagrana z takich, a nie innych powodów. Mimo to znajduje u mnie szczególnie uznanie, jest dla mnie wyjątkowa.
Pokrótce ocenię każdą z płyt, może kiedyś napiszę bardziej szczegółowe recenzje.
Tattooed Milionaire - bardzo lekka, przyjemna płyta. Idealna do słuchania w podróży, zwłaszcza na wakacje lub w innych przyjemnych okolicznościach. Coś w tym musi być, bo kiedyś paru osobom dałam do posłuchania kilka piosenek z niej, oczywiście nie komentując nic, i stwierdzili to samo

Bardzo lubię teksty piosenek Gypsy Road i Born in '58, traktuję je jakoś wyjątkowo.
Ulubione utwory: Tattooed Milionaire, Born in '58, Gypsy Road, All the yound dudes (lepszy ten cover niż oryginał!), Son od a gun, Zulu Lulu, Hell on whells.
Ocena: 9/10
Balls to Picasso - to płyta jak dla mnie trochę nierówna, jakby nie miała jednolicie zdefiniowanego stylu: część z nich jest utrzymana w bardzo podobnym, specyficznym klimacie, ale kilka utworów zupełnie się wyłamuje. Niemniej jednak bardzo ją lubię, ogólnie Dickinson nie ma słabych płyt. Teksty w większości są ciekawe. Z tej płyty też pochodzi najbardziej znany utwór Bruce'a solo. Całościowo jednak płyta nie zachwyca mnie mocno, nie szaleję na jej punkcie, ale ma kilka perełek, które kocham.
Ulubione utwory: 1000 points of light, Tears of the Dragon, Change od heart, Gods of war, Sacred cowboys, Hell no.
Ocena: 7,5/10
Skunkworks - płyta nagrana tylko po to, żeby odciąć się od przeszłości i pokazać, że już się ma gdzieś metal i Ironów. No cóż. Ja jednak nie będę wychodzić poza względy muzyczne. Kocham ten album całym sercem, uwielbiam w nim prawie wszystko. Warto wspomnieć tutaj, że okładka jest po prostu CUDOWNA!!! Totalnie mnie zauroczyła, bardzo pasuje do mojego charakteru, no wielbię ją! To jedna z najlepszych podkładek płyt, jakie widziałam. W dodatku świetnie pasuje do zawartości. Muzyka bardzo wpisuje się w jej klimat. A może na odwrót

Od lat szaleję na punkcie paru utworów ze Skunkworks niezmiennie mocno. Ta płyta wprawia mnie w taki jednocześnie refleksyjny i relaksujący nastrój. Kojarzy mi się z wieloma rzeczami, wiele moich wspomnień jest z nią związanych. Nie wiem, czemu tak dużo ludzi ma awersję do tej płyty, ktoś wyżej pisał, że jest nudna. Ja chłonę ją jak gąbkę, trafia do mnie absolutnie wszystko! Co prawda mniej podobają mi się dwa utwory, ale dalej wszystko tworzy znakomitą, spójną całość godną podziwu. Słuchając jej często nachodzi mnie na rozmyślania, jak to nazywam, włącza mi się tryb filozofa

Ostatnio mogę słuchać paru kawałków z niej cały czas. Nic nowego właściwie, bo dość często mam ochotę na te płytę albo poszczególne utwory i zawsze trzymałam je blisko siebie. Wspaniała warstwa tekstowa, trafia do mnie tak samo jak oprawa muzyczna i okładka. Głos Dickinsona również bardzo mi się tutaj podoba. Jest inny niż np. na Tattooed Milionaire, ale równie świetny i równie bardzo pasuje do klimatu płyty, tworząc integralną część. Świetnie, że płyta ma aż 13 utworów, chociaż są one krótkie, ale konkretne.
Ulubione utwory: Inside the machine, Innerspace, Strange Death in Paradise, Octavia, Faith, Solar confinement, Dreamstate, Back from the edge, Spacer race, Meltdown.
Ocena: 10/10
Accident of Birth - pierwszy z trio lub duetu najbardziej chwalonych albumów Bruce'a. Powrót do heavy metalu po "dryfowaniu" po różnych stylach. Płyta najbardziej przypominająca Ironów, chociaż dalej całkiem inna. Dojrzała płyta o ciekawym klimacie. Mocno melodyjna i te melodie tutaj dominują. Podobają mi się teksty i utwory. Czy to najlepsza płyta Dickinsona wg mnie? Raczej nie, ale wysoko. Bardzo ją lubię, chociaż nigdy nie zżyłam się z nią tak bardzo, jak z paroma innymi. Z niej pochodzi chyba mój ponadczasowo ulubiony utwór Dickinsona solo "Man of sorrows" (ogólnie wiele jego utworów kocham bardzo mocno i od lat, ale ten traktuję bardzo szczególnie) - prawdziwy diament wśród muzyki. Są też utwory, które kiedyś podobały mi się dużo bardziej, z czasem jednak mój entuzjazm do nich lekko zmalał, np. Taking to Queen (kiedyś kochałam, teraz tylko lubię). Mam wrażenie, że obecnie nie słucha mi się tej płyty już z tak wielką przyjemnością jak kiedyś, chociaż jest w niej coś wyjątkowego, może to, że to chyba od tej płyty lub kilku kawałków z niej zaczęła się moja przygoda z Dickinsonem solo (były to chyba The Magician, Omega, Man of sorrows i Jerusalem z Chemicala).
Ulubione utwory: Man of sorrows, The ghost of Cain, The Magician, Darskide of Aquarius, Starchildren, Road to Hell, Omega.
Ocena: 8/10
Kurde, ocenę ma niższą niż lekki rockowy Tattooed Milionaire

Jednak tamtego albumu całościowo słucha mi się lepiej, ten trochę z czasem lekko stracił w moich oczach, co nie znaczy, że go nie doceniam albo nie lubię. Płyt Bruce'a nie da się porównać do siebie, bo to jak porównywanie metalu z rapem - w jednym i drugim mogą być super utwory i każdy może się podobać w inny sposób. Jeśli porównywać, to tylko trzy ostatnie płyty do siebie, bo one są w miarę podobne, natomiast np. takiego Tattooed Milionaire albo Skunkworks nie mam do czego odnieść.
Chemical Wedding - druga z najlepiej ocenianych płyt Dickinsona wśród fanów. Czytałam opinie, że to jeden z najlepszych metalowych albumów wszechczasów. Mi osobiście bardzo się podoba, oceniam go wyżej niż Accident of Birth. Jest trochę bardziej mroczny, cięższy i tajemniczy od poprzedniczki, a także trochę mniej melodyjny. Tak jak w przypadku Accident jest tutaj coś magicznego, jednak podoba mi się bardziej od niego, mimo, że bardziej ponury. Jest tu też więcej piosenek, które okropnie lubię, chociaż na poprzedniej jest ulubiony Man of sorrows.
Ulubione utwory: Book od Thel, Jerusalem, Trumpets of Jericho, Chemical Wedding, The Alchemist, Gates of Urizen, The Tower.
Ocena: 10/10
Tyranny of Souls - również bardzo dobra płyta, umieściłabym ją chyba pomiędzy Accident of Birth a Chemical Wedding. Jedynie brakuje jej takiego killera jak Man of sorrows. Kilka utworów z niej darzę szczególnym sentymentem. Przepiękne ballady, chociaż to norma u Dickinsona. Płyta dość "agresywna" momentami, ale i uspokajająca. Bardzo lubię.
Ulubione utwory: Kill Devil Hill, Abducion, River of no Return, Navigate Seas of the Sun, Soul intrudes, A Tyranny of Souls, Devil on the Hog.
Ocena: 9/10
Oczywiście Dickinson to nie tylko podstawowe utwory z powyższych płyt, bo było tego o wiele, wiele więcej, np. Broken, Silver Wings, Winds of Change, No way out, No way out - to be continued, Eternal, Darkness be my friend, Acoustic Song, The Breeding House, Cadillac Gas Mask, Re-Entry, Rescue Day, R101.
Ma też na koncie super covery innych piosenek, np. The Zoo, Perfect strangers, Delilah, Behind Blue Eyes, Bohemian Rhapsody (jego część - bomba) albo Beast in the light z Tribuzy.
Przy okazji wątku o Dickinsonie wrzucę dwa z moich rysunków okładek płyt - naprawdę strasznie mi się one podobają, Accident i Skunkworks przebijają okładki Maidenów (chociaż ta pierwsza jednak nie wszystkie Maidenów).