Widziałem ich w tym roku zarówno w Metro w Chicago (klub na 1000 osób), gdzie nie grali NEM czy Sandmana, jak i na obu koncertach w SF. Krótko - ten zespół to koncertowa petarda.
Wszyscy malkontenci twierdzący, że nie było gości specjalnych (a co, może marzyła Wam się Miley Cyrus w NEM?

), sety były za krótkie itp. powinni walnąć się w łeb. Po pierwsze - od początku zespół zapowiadał inne podejście do obchodów XXXX-lecia niż dekadę temu w Filmore. Nikt nie neguje, że tamte koncerty były wyjątkowe, ale też nikt o zdrowych zmysłach nie oczekiwał powtórki. Meta rzeczywiście skróciła już chyba na stałe swoje koncerty z 18-19 do 16 numerów - grają teraz bite 2h (kiedyś po 2:20-2:30h). James sam przyznał w niedzielę ze sceny, że chętnie zagraliby dłużej, ale ich ciała nie są już w takiej kondycji jak kiedyś. Faceci mają blisko po 6 dych na karku, a do rocznicowych koncertów włożyli masę przygotowań - tygodnie prób, w tym zagrane na próbę pełne koncerty w czwartek i sobotę (czyli de facto grali 4 dni dzień po dniu 2h sety).
Ja absolutnie kupuję marketingowo ten zespół. Nie dość, że grają ciekawe setlisty i co rusz wrzucają jakieś smaczki, to jeszcze potrafią zorganizować jednorazowe specjalne eventy dla fanów - tak jak S&M2 2 lata temu i teraz MTF, nie wspomnę już o koncertach klubowych w 2016, 2017 i w tym roku. Jako część "Metallica Family" (jakkolwiek nie przepadam za tym określeniem) czujesz, że zespół słucha Twojego głosu i stara się sprostać niełatwym oczekiwaniom fanów, a także czasem mocno ich zaskoczyć - jak chociażby graniem "Fixxxera" po latach lobbowania przez fanów.
Wracając do weekendu w San Francisco - usłyszeć na żywo takie perełki jak "Bleeding Me", "Wasting My Hate", "Fixxxer", "Dirty Window" czy "Trapped Under Ice" nie zdarza się często. Sama produkcja koncertów również stała na najwyższym możliwym poziomie (świetne intro do AC/DC i "Ecstasy", świetne animacje do poszczególnych kawałków). Poza tym to był wielki, 4-dniowy event - któremu towarzyszyła masa innych imprez takich jak koncerty dzieci Mety, tastingi whisky Blackened (można też było kupić flaszki podpisane przez całą kapelę

), zloty fanów itp. Największym pozytywnym zaskoczeniem był dla mnie koncert Wedding Band (solowy projekt Kirka i Roba) w legendarnym Filmore. Panowie po skończeniu setu Mety do 3 w nocy grali klasyki rocka, metalu czy... disco, bawiąc się przy tym świetnie.

Właśnie tego luzu brakuje mi w zespołach pokroju Maiden, ale w tym temacie nie zamierzam wkładać kija w mrowisko.
Wszystkiego najlepszego, Metaliko cud muzyko - i obyście grali te kolejne 40 lat, jak zapowiedział ze sceny Kirk.
