Re: The Book Of Souls
: ndz cze 28, 2015 3:15 pm
Pojawił się wątek albumu Final frontier w kontekście domysłów przy okazji nowego wydawnictwa, to też coś dorzucę.
Jak dla mnie Final frontier to dobry album, ale nie jest w ścisłej czołówce w moim rankingu całego dorobku. Jednak kilka utworów bardzo mi się podoba, jak Isle of Avalon (dobre partie gitarowe i wokalne, niezłe melodie a szczególnie ten charakterystyczny klimat), The talisman (gdzie po cichym spokojnym początku nagle pojawia się ściana dźwięku – mocnych gitar i perkusji – piękna sprawa, ponadto bardzo ciekawy refren) czy też utwór zamykający płytę (sporo się tam dzieje: ładny wstęp, dobre rozwinięcie i potem kilka różnych chwytliwych melodii różnie zagranych – ogólnie niezły łomot; plus do tego trochę „środków artystycznych” (klamra spinająca, oddźwięk wiatru – dla wzbogacenia nagrania)). Polubiłem też The alchemist, chociaż mógłby być nieco bardziej skomplikowany muzycznie a przede wszystkim powinien mieć cięższe gitary. Reszta utworów też niczego sobie, bo Starblind z charakterystycznym połamanym stylem oraz pięknym refrenem, bo Mother of mercy z zaskakującym dla mnie ogólnie brzmieniem i stylem (ma coś ten utwór charakterystycznego w sobie), bo The man who would be king z pięknym intro i ciekawymi partiami gitarowymi w środku (chociaż ma też trochę fragmentów monotonnych).
I nie chciałbym, aby The book of souls był zbliżony akurat do Final frontier, no chyba że do tych najciekawszych momentów z albumu z 2010 roku. Myślę, że nowy materiał to bardziej będzie miks tego, co mieliśmy od zespołu od roku 2000. Ale czy na pewno? Ilość i długość utworów może to sugerować, ale to nie jest chyba wystarczająca podstawa do tego, by to przesądzać.
Jak dla mnie Final frontier to dobry album, ale nie jest w ścisłej czołówce w moim rankingu całego dorobku. Jednak kilka utworów bardzo mi się podoba, jak Isle of Avalon (dobre partie gitarowe i wokalne, niezłe melodie a szczególnie ten charakterystyczny klimat), The talisman (gdzie po cichym spokojnym początku nagle pojawia się ściana dźwięku – mocnych gitar i perkusji – piękna sprawa, ponadto bardzo ciekawy refren) czy też utwór zamykający płytę (sporo się tam dzieje: ładny wstęp, dobre rozwinięcie i potem kilka różnych chwytliwych melodii różnie zagranych – ogólnie niezły łomot; plus do tego trochę „środków artystycznych” (klamra spinająca, oddźwięk wiatru – dla wzbogacenia nagrania)). Polubiłem też The alchemist, chociaż mógłby być nieco bardziej skomplikowany muzycznie a przede wszystkim powinien mieć cięższe gitary. Reszta utworów też niczego sobie, bo Starblind z charakterystycznym połamanym stylem oraz pięknym refrenem, bo Mother of mercy z zaskakującym dla mnie ogólnie brzmieniem i stylem (ma coś ten utwór charakterystycznego w sobie), bo The man who would be king z pięknym intro i ciekawymi partiami gitarowymi w środku (chociaż ma też trochę fragmentów monotonnych).
I nie chciałbym, aby The book of souls był zbliżony akurat do Final frontier, no chyba że do tych najciekawszych momentów z albumu z 2010 roku. Myślę, że nowy materiał to bardziej będzie miks tego, co mieliśmy od zespołu od roku 2000. Ale czy na pewno? Ilość i długość utworów może to sugerować, ale to nie jest chyba wystarczająca podstawa do tego, by to przesądzać.