Szajba pisze:ta oczywiscie

wali glamem to zdjęcie na kilometr

Wali, ale im jeszcze można wybaczyć

Na szczęście był to tylko tkai epizod i Romek i chłopaki się tak więcej nie nosili. Pewnie naoglądali się dziewczyn z fińskiego Hanoi Rocks na wspólnej trasie w 1985 roku i wzięło ich na styl uwczesnych gwiazd rocka. Chwała za to, że tylko to odbiło sie na moment na ich wizerunku, a nie na muzyce, bo kur*a Kata w wersji polskiego Hanoi Rocks czy Poison sobie nie wyobrażam. No ni **uja
dependo pisze:Co do Turbo... muszę wylać trochę żółci. Turbo to jednak wiocha. Nie wydali chyba ani jednej płyty, na której nie byłoby jakichś wyraźnych elementów wsi. Muzycznie najlepszy "Ostatni wojownik" jednak razi pretensjonalnością, niezła "Kawaleria szatana" to popis literackiej grafomanii, ostatnie 2 płytki to już chyba Wilkowyje - jednak zdecydowanie wolę zbyt patetycznego i łzawego "Strażnika światła".
Opinia jak najbardziej zasłużona, mimo, że słucham Turbo to myślę o nich czasem jak o jakiś festyniarzach. Te wszystkie ich metamorfozy, troche to jest dla mnie solą w oku, a raczej w uchu.
dependo pisze:może nieźle na tym tle prezentują się płytki "Dead End" czy "One Way", chociaż kompozycyjnie mogło być lepiej. Do tego słabe brzmienie.
Brzmienie jak brzmienie. W Polsce w 1990 roku ciężko było o lepsze. Weźmy dla porównania taki "Are You A Rebel?" Acid Drinkers, pierwsze Quo Vadis czy innego Wolf Spidera. Kompozycyjnie nie jest tak źle, bo powiedziałbym raczej, że całkiem dobrze. Chodzi mi w gruncie rzeczy o "Dead End", bo "One Way" na wielu płaszczyznach niestety kuleje i tym samym nie jest już nawet w połowie tak dobre. Może to wina ciągłych zmian personalnych? Może ciągła pogoń za sukcesem poza granicami naszego kraju? Nie wiem.... Jedynym minusem lp "Dead End", tak jak i z resztą wszystkich poprzednich płyt Turbo i innych polskich kapel tamtego czasu w ogóle, jest zbyt wyczuwalne, słyszalne wzorowanie się na zachodnich kapelach. Niestety. Bo tak myślę, że "Dead End" to bardzo dobra i co najsmutniejsze bardzo dzisiaj niedoceniona, zapomniana, wręcz olana płyta

Litza jak i reszta spisali się bardzo dobrze pod dowództwem Wojtka. Wokal jest jak należy, energii tyle co potrzeba, warsztat tez niczego sobie. Można nawet dziś przeczytać w starych Thrash'em Allach z 1990 roku wydawanego przez Mariusza Kmiołka, że płyta miała miała bardzo dobre przyjecie w Skandynawii, Francji, Austrii, Czechosłowacji. Dobrze pisali o niej w niemieckim Metal Hammerze. Wielka kariera Turbo poza granicami Polski wydawałaby się stać otworem w 1991 roku, ale.... No właśnie, coś sie popsuło i jak zwykle nic z tego nie wyszło. Co było powodem dzisiaj nie wiem. Momentami zachodzę w głowę, nawet kiedyś podczas koncertu Sodom, Assassin, Holy Moses i Fatal Embrance we wrocławskiej hali ludowej pytałem o to samego Wojtka Hoffmana, który przecież na początku lat 90tych sam twierdził, że "Dead End" to najlepsza i najlepiej wyprodukowana płyta Turbo
Przypomniałem mu o tym, ale o samym fakcie niespełnionych marzeń i oczekiwań związanych z płytą "Dead End", karierą na zachodzie za dużo nie powiedział. Skwitował, że "po prostu tak jakoś wyszło i tyle"

. Może też wina leżała w dużym stopniu po stronie Dziuby i jego Metal Mindu? Echhh. Można tak sobie teraz dzisiaj o tej 1 w nocy gdybać, zastanawiać się w nieskończoność do 9tej rano... Tak czy owak płytę bardzo lubię, może nie tak jak jakieś Kreatory czy Sepultury, ale kiedyś na prawdę dużo "Dead End" katowałem.
O Kacie z Katowic pisałem już nie raz w innym temacie. W kilku słowach można napisać dodać tylko, że kult jakich na naszej ziemi na prawdę mało i tyle. Kostrzewski to nieprzeciętny, nietuzinkowy, wspaniały, przekonywujący tekściarz i kiedyś wyjeb*ny wokalista, bardzo zaangażowany w to wszystko co robił, bardzo poruszający, ekspresyjny i wywołujący u mnie sporo ciarek, dreszczy jak i refleksji. Kapela ma u mnie 666 punktów na 10! Wielki szacunek za to co kiedyś robili, za to jak wielkie piętno odcisnęli na polskiej scenie rockowej i metalowej. Kat wielki na wieki!