wikipedia pisze:Na ogół przyjmuje się, że techno powstało z post-dyskotekowej muzyki house, popularnej w Detroit i Chicago, w połowie lat 80. Za początek techno uważa się założoną w 1984 przez grupę kilkunastoletnich, głównie czarnoskórych DJ'ów, uczących się w średnich szkołach w Detroit, polową, nielegalną dyskotekę, pod namiotem, o nazwie "Techno City". DJ'e ci grali tam muzykę opartą na rytmach House, ale tworzoną na bazie wymyślonych przez siebie, całkowicie syntetycznych brzmień. Dyskoteka ta zyskała szybko bardzo liczne grono stałych bywalców, którzy zaczęli się do niej przenosić z bardziej tradycyjnych dyskotek. Po osiągnięciu takiego sukcesu wielu z tych DJ'ów zaczęło jeździć po całych Stanach Zjednoczonych i organizować podobne dyskoteki polowe pod innymi wielkimi miastami.
A Matter of Life And Death - oceny, wrażenia, recenzje!
Moderator: Administracja i Moderacja SanktuariuM
- likipiki
- -#Lord of the flies

- Posty: 3214
- Rejestracja: pt kwie 11, 2003 9:05 pm
- Skąd: Racibórz / Kraków
Re: A Matter of Life And Death - oceny, wrażenia, recenzje!
sory Nomad, że muszę zburzyć Twój światopogląd:
And it's a dirty job but someone's gotta do it...
Re: A Matter of Life And Death - oceny, wrażenia, recenzje!
dobra w różnościach jest temat... kończymy ten offtop.
Re: A Matter of Life And Death - oceny, wrażenia, recenzje!
oczywiście przy dźwiękach "America" RammsteinaCelestial pisze:Halo, George Bush? Może pójdziemy do McDonalda i pomodlimy się razem za USA. Boże pobłogosław Amerykanów i ich wspaniałą muzykę..;
Re: A Matter of Life And Death - oceny, wrażenia, recenzje!
obejrzałem wreszcie to DVD
Fajne nawet..ale szkoda, że nie ma napisów, byłoby mi łatwiej...
Caveman to gówniarz przy ironach
Nie widziałem go jeszcze nigdy. Fajna ta piosenka co śpiewają pod koniec wideo 
Wideo z DW super, lepszy teledysk niż ROBB hehe. Fajnie H się prezentuje. Galeria trochę dziwna, właściwie tez teledysk obrazki same lecą przy dźwiękach OOTS
Czyli w sumie są tak jakby 3 teledyski
... i akurat tych kawałków co najmniej lubię :laugh Dali by jakiegoś LoLa lepiej
Dobrze, że chociaż PIlgrim leci w menu.. 
Wideo z DW super, lepszy teledysk niż ROBB hehe. Fajnie H się prezentuje. Galeria trochę dziwna, właściwie tez teledysk obrazki same lecą przy dźwiękach OOTS
Czyli w sumie są tak jakby 3 teledyski
Re: A Matter of Life And Death - oceny, wrażenia, recenzje!
EvE napisał:Tu się trochę mylisz. W wywiadach mówili, że zdaja sobie sprawę ze swojej pozycji w świecie muzyki i wykorzystują to nagrywając płyty jakie im się podoba i na jakie mają ochotę. Mówili, ze mogliby nagrać znowu Numbera, ale po co, oni chcą coś innegochmielu pisze:Wiem odezwą się ludzie którzy powiedzą że koledzy z kapeli IM mają już tyle kasy że mogliby nie grac komercji, tylko co by to było?
Nie zrozumiałaś mnie, chodziło mi o to że niektórym artystą odbija od nadmiaru gotówki i wydają albumy które sprzedają się tylko dlatego że jest na nich wyryte sławne nazwicho, a muzyka zawarta na tych płytach jest słabiutka, próbuja zrobic coś zupełnie innego niż dotychczas i nie wychodzi im to za ładnie bo, chcieli nagrac nie komercyją płytkę. Przykładów jest wiele ale myślę że to nie jest miejsce by rozpisywac się na temat komercji, są od tego inne działy. Tutaj mamy zdaje się opisywac wrażenia z odsłuchów nowego materiału Maiden więc wyluzujcie Panowie i Panie. A tak na marginesie to co nie jest komercją?
Pozdrawiam
-
Dani Filth
- -#Long distance runner

- Posty: 863
- Rejestracja: pn sie 28, 2006 7:34 pm
Re: A Matter of Life And Death - oceny, wrażenia, recenzje!
Ciekawe kiedy Harris i spółka dostaną wreszcie Nobla ?? :beer
Nemesis...as one we stand!!
Re: A Matter of Life And Death - oceny, wrażenia, recenzje!
Recenzja z Metal Hłamera:

No noNie mam pojęcia dlaczego tak wielu fanów krytykuje ostatnie dokonania Iron Maiden. Na wstępie pragnę zaznaczyć, że ja zdecydowanie nie należę do tej grupy i zarówno "Brave New World" jak i "Dance Of Death" podobają mi się w całości. I tak samo jest w przypadku ich najnowszego dzieła (myślę, że nie przesadzam nazywając w ten sposób nową płytę Ironów) - "A Matter Of Life And Death".
O takiej płycie trudno jest wręcz powiedzieć bądź napisać coś złego. Przyznam szczerze, że odsłuchując materiał po raz pierwszy (miało to miejsce w siedzibie EMI Poland) dałem się uwieść magii zaklętej w tej muzyce. I wiem, że to uczucie będzie towarzyszyć mi zawsze w momencie słuchania tego krążka.
72 minuty i tylko 10 utworów. Łatwo więc wyliczyć sobie średnią trwania każdego z kawałków. Zresztą można było się spodziewać, że Ironi podążą właśnie w tym kierunku - w kierunku kompozycji złożonych, epickich. To wszak ukochane przez Steve'a Harrisa klimaty.
Spróbuję teraz przelać na papier to co usłyszałem tego deszczowego dnia ale uwierzcie mi - nie będzie to łatwe... Trudno jest bowiem mówić o muzyce przez duże "M". Takiej muzyki trzeba po prostu posłuchać i cieszyć się nią indywidualnie...Bo żadne słowa nie są w stanie oddać jej potęgi i piękna...
"Different World" - tak nazywa się otwierający album numer. Łatwy do przewidzenia jest to początek, bowiem kawałek jest krótki, szybki i treściwy. Tak Maiden ma w zwyczaju rozpoczynanie swoich płyt. Riff prowadzący jest zdecydowanie hard rockowy, refren może ciut mniej melodyjny niż np. "Wicker Man" ale i tak jest to numer, który świetnie będzie sprawdzał się na koncertach. No i te gitarowe solówki...
"These Colours Don't Run". Wstęp może kojarzyć się trochę z albumem "Virtual XI". Wielu fanów krytykowało ten album, wraz z "The X Factor" głównie za to, że nie śpiewał tam Bruce Dickinson. Do muzyki nikt się raczej nie czepiał. Na nowym dziele Ironów można odnaleźć wiele elementów z tamtych płyt - choćby długie intra i lekko niepokojący (acz nie tak jak w przypadku "The X Factor" dość mroczny) klimat, rozbudowane aranżacje, dużo zmian tempa... Już we wstępie tego utworu swój kunszt jako basista prezentuje nam po raz kolejny Steve Harris. Również Nico McBrain nie pozostaje w tyle i na najnowszym albumie to właśnie perkusja brzmi tak jakoś niesamowicie świeżo, jakby trochę inaczej niż dotychczas acz oczywiście cały czas w charakterystycznym dla Nico stylu. Mam nadzieję że nikt nie zacznie rzucać we mnie kamieniami jak stwierdzę iż w pewnym momencie słuchając utworu "These Colours Don't Run" poczułem tak jak gdybym przeniósł się w czasie do okresu "7th Son Of A 7th Son"... Świetny riff, bardzo ładna partia klawiszy (dyskretna acz słyszalna) i charakterystyczny wokal Bruce'a, który śpiewa bardzo "koncertową" frazę mogącą kojarzyć się z "Your Time Will Come" ze wspomnianego już wcześniej "Wicker Man". Koniec utworu jest już zdecydowanie mroczniejszy - tu już kłania się "The X Factor".
Trzeci na płycie utwór, blisko 10-cio minutowy "Brighter Than A Thousand Suns" rozpoczyna się niczym rzecz z solowych płyt Dickinsona. Za moment wchodzi mocny riff i bardzo ładnie brzmiąca gitara - uwielbiam te typowo "Ironowskie" melodie... Zresztą kto ich nie uwielbia? Ponownie interesująco bębni Nico. Ten kawałek to już zdecydowany popis Bruce'a i kto zarzucał mu spadek formy wokalnej powinien zastanowić się nad tym co mówi. Typowa dla Dickinsona melodyka, kiedy śpiewa: "Out Of The Darkness- Brighter Than A 1000 Suns" nie może się nie podobać. Mniej więcej w połowie tempo utworu wzrasta, Ironi grzeją tu jak rzadko kiedy. To niewątpliwie jedna z najlepszych rzeczy na całym albumie- kawałek jest bardzo złożony, wręcz progresywny. I znowu przywodzący mi na myśl okres "7 th Son..."
"The Pilgrim" to już rzecz zdecydowanie na uspokojenie - jedyne ( jedyne?) pięć minut, szybko i konkretnie. Ale i tak dzieje się tu bardzo wiele - słysząc początek, wydaje mi się że Dickinson (który znów daje tu niezłego czadu) za moment zaśpiewa: "Moonchild, Take My Hand Tonight!", riff przywodzi mi na myśl hard rockowe rzeczy z "No Prayer For The Dying" ewentualnie z "Fear Of The Dark" , w pewnym momencie pojawiają się delikatne orientalizmy w stylu "Nomad" z "Brave New World" a sam finał to znów jakby nawiązanie do pierwszej płyty z Blaze'm. Oj dzieje się, dzieje na nowym krążku Żelaznej Dziewicy.
Długie i spokojne intro rozpoczyna ośmiominutowy "The Longest Day". Mimo iż numer jest stosunkowo długi , na pewno świetnie sprawdzi się na koncertach z racji swojego niezwykle melodyjnego i co tu dużo gadać - chwytliwego refrenu. I znów mamy do czynienia z nagromadzoną ilością urzekających gitarowych melodii, po raz kolejny genialnie gra Nicko.
"Out Of The Shadows" to chyba jedyny na albumie spokojniejszy kawałek. Czy jednak można go nazwać typową balladą? Owszem, początek może kojarzyć się odrobinę z "Wasting Love" , są fajnie zaaranżowane gitary akustyczne, jest łatwy do zapamiętania refren. Ale mimo wszystko jest on dosyć dynamiczny.
Kolejnym utworem na płycie jest singlowy "Reincarnation Of Benjamin Breeg". Właściwie nie wyróżniający się niczym szczególnym spośród reszty, utrzymujący wysoki poziom całości. W tym utworze warto zwrócić uwagę na prowadzący riff, który może przywodzić na myśl dokonania Deep Purple.
"For The Greater Good Of God" to mój kolejny obok "These Colours Don't Run" faworyt z "A Matter Of Life And Death". Przyciąga uwagę doskonała partia basu Steve'a i świetne melodie. Moja skojarzenia znów wędrują w okolice "Somewhere In Time" i "7 th Son..." , po raz kolejny kapitalnie śpiewa Bruce. Im bliżej końca, tym nowy album Iron Maiden robi się ciekawszy. „Lord Of Light", przedostatni utwór, mimo iż także długi (8 minut), jest jednak stosunkowo prostszy od swojego poprzednika. Znów spokojne intro, delikatna , jakby rozbujana typowo maidenowska gitara a potem riff niczym z pierwszych wydawnictw zespołu. Moje pierwsze skojarzenie to "Prowler". Na koniec bardzo następuje fajne przyśpieszenie. Zamykający album, 10-cio minutowy "The Legacy" to już prawdziwe arcydzieło. Akustyczny wstęp, spokojny śpiew Dickinsona... Po chwili gitara akustyczna milknie i zdawać by się mogło, że za moment utwór rozpędzi się. Jednak nic takiego się nie dzieje i znów słyszymy akustyki. Nagle wchodzi gitara elektryczna ale za to jak! Przez moment wsłuchiwałem się w ten fragment jak zaczarowany i ciężko było mi się otrząsnąć. Tego nie da się opisać - powiem tylko, że stosunkowo prosta zagrywka nadaje ostatniemu utworowi iście symfonicznego rozmachu i nieziemskiej wręcz potęgi! W dodatku w pewnym momencie pojawia się klasyczny hard rockowy riff i ciekawie zaaranżowana linia wokalna. Prawdziwe arcydzieło! Utwór kończy się oczywiście podobnie jak się rozpoczął - spokojnie, akustycznie... A ja stoję jak wmurowany i nie wiem co powiedzieć. 72 minuty uczty dla ucha. Dla niektórych być może to za duża dawka, na pewno znajdą się też tacy, którzy ośmielą się "A Matter Of Life And Death" mieszać z błotem. Ja jednak z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że to jedna z najlepszych płyt w dyskografii Dziewicy. Iron Maiden po raz kolejny udowadnia, że jest naprawdę Największy! I oby panował nam jak najdłużej...
Adam Brzeziński 5
Re: A Matter of Life And Death - oceny, wrażenia, recenzje!
No jeden mądry koleś się znalazł. Piwko mu :beer
Re: A Matter of Life And Death - oceny, wrażenia, recenzje!
Widać, że fan
Ciekaw jestem, jak zrecenzują płytę jacyś "znawcy" muzyki... Ja będę się twardo upierać przy swoim: płyta jest po prostu fantastyczna. Amen (enter?).

Aces High cpt. Dickinson!
Re: A Matter of Life And Death - oceny, wrażenia, recenzje!
heh. Nie da się ukryć ,że naprawdę gość ,który niezależnie co wyaliby ironi uznałby to za klasyk
Nigdy nie byłem fanem MH
Re: A Matter of Life And Death - oceny, wrażenia, recenzje!
Nie będę powielał opinii poprzedników, tj. nadmiernego, progresywnego
, basu, piejącego Dicka, bo tu nie ma cow ięcej mówić. Do listy dodałbym głupie perkusyjne zrywy jak na początku Out of the shadows lub Lord of light. Niczemu to nie służy. I to w zasadzie wsio.
Different world - przekonałem się do utworu. Piejce jakoś mniej mi przeszkadzają, choć nadal widzę ten utwór w roli krótkiego oddechu jak Fallen angel. Ale nieźle jest.
These colors don't run - straszliwie nijaki. Poczynając od wstępu rodem z Don't look to the eyes of a stranger, po refren, który znacznie więcej by zyskał, gdyby nie badziewny weń riff. Kuriozum - wyjątkowo jak na tę płytę bardzo dobry śpiew przy rozwolnieniu, aż prosi się o jakąś galopadę.
Brighter than a 1000s suns - za dużo refrenu, głupi patataj we środku, progresywne nudzenie. Ponownie nic ciekawego.
Pilgrim - pokraczny numer. Bardzo ładne zwrotki+mostek i refren, o którym nie potrafię nic powiedzieć. Żadnych emocji we mnie nie wzbudza. Pioseńka na plus jednakoż.
Longest day - ot tego momentu jak dla mnie zaczyna się płyta. Kapitalny utwór. Świetny klimat, pierwotnie myślałem, że się gdzieś zatracił. Ale się tylko trochę przekształcił do innej formy. Nawet i zryw perkusyjny ma swoje uzasadnienie. Najlepszy numer na płycie. Paschendale może mu cyce lizać.
Out of the shadows - kolejny dobry utwór. Ładna ballada bez zbędnych przedłużań i progresywnych basów. Może cosik brakuje mocniejszego kopa rodem z Tears of the dragon, ale dobrze jest.
Benjaminek - n/c
For the greater good of god - kolejny znamienity kawał i kolejne progresywne basy nijak nie pasujące do całości. Numer 2 na płycie. Mimo typowo brave'owego jednolinijkowego refrenu nie czuć wymęczenia nim. Ciekawa autokonsumpcja w postaci riffu z Judgment of heaven, ale mało mi to przeszkadza. Ładnie się prezentuje, co ważne.
Lord of light - trochę nijakie. Jak się na dobre rozkręcił, to koniec zaraz. Sprawia wrażenie jakiegoś demo version, który został pokrojony niepotrzebnie.
Legacy - utwór świetnie udaje coś więcej, niż sam jest. Poza wokalem we wstępie i refrenem nie ma nic nowego, a 3-minutowy wstęp zapowiada coś niewiadomo jakiego. Choć sam w sobie to świetny utwór, trochę tej nietypowości jednak przemyca. Dobre zakończenie płyty.
Nie ma nic o solówkach, bo mnie jakoś specjalnie nie porwały. Nie ma ocen do utworów, bo i sam nie potrafiłbym tego zrobić. Nawet i ocenić płytę mi ciężko. Zatem wymijające 7/10.
Different world - przekonałem się do utworu. Piejce jakoś mniej mi przeszkadzają, choć nadal widzę ten utwór w roli krótkiego oddechu jak Fallen angel. Ale nieźle jest.
These colors don't run - straszliwie nijaki. Poczynając od wstępu rodem z Don't look to the eyes of a stranger, po refren, który znacznie więcej by zyskał, gdyby nie badziewny weń riff. Kuriozum - wyjątkowo jak na tę płytę bardzo dobry śpiew przy rozwolnieniu, aż prosi się o jakąś galopadę.
Brighter than a 1000s suns - za dużo refrenu, głupi patataj we środku, progresywne nudzenie. Ponownie nic ciekawego.
Pilgrim - pokraczny numer. Bardzo ładne zwrotki+mostek i refren, o którym nie potrafię nic powiedzieć. Żadnych emocji we mnie nie wzbudza. Pioseńka na plus jednakoż.
Longest day - ot tego momentu jak dla mnie zaczyna się płyta. Kapitalny utwór. Świetny klimat, pierwotnie myślałem, że się gdzieś zatracił. Ale się tylko trochę przekształcił do innej formy. Nawet i zryw perkusyjny ma swoje uzasadnienie. Najlepszy numer na płycie. Paschendale może mu cyce lizać.
Out of the shadows - kolejny dobry utwór. Ładna ballada bez zbędnych przedłużań i progresywnych basów. Może cosik brakuje mocniejszego kopa rodem z Tears of the dragon, ale dobrze jest.
Benjaminek - n/c
For the greater good of god - kolejny znamienity kawał i kolejne progresywne basy nijak nie pasujące do całości. Numer 2 na płycie. Mimo typowo brave'owego jednolinijkowego refrenu nie czuć wymęczenia nim. Ciekawa autokonsumpcja w postaci riffu z Judgment of heaven, ale mało mi to przeszkadza. Ładnie się prezentuje, co ważne.
Lord of light - trochę nijakie. Jak się na dobre rozkręcił, to koniec zaraz. Sprawia wrażenie jakiegoś demo version, który został pokrojony niepotrzebnie.
Legacy - utwór świetnie udaje coś więcej, niż sam jest. Poza wokalem we wstępie i refrenem nie ma nic nowego, a 3-minutowy wstęp zapowiada coś niewiadomo jakiego. Choć sam w sobie to świetny utwór, trochę tej nietypowości jednak przemyca. Dobre zakończenie płyty.
Nie ma nic o solówkach, bo mnie jakoś specjalnie nie porwały. Nie ma ocen do utworów, bo i sam nie potrafiłbym tego zrobić. Nawet i ocenić płytę mi ciężko. Zatem wymijające 7/10.
Re: A Matter of Life And Death - oceny, wrażenia, recenzje!
MH pisze:"Different World (...)No i te gitarowe solówki..."
Re: A Matter of Life And Death - oceny, wrażenia, recenzje!
niormalnie gilotyna, a conajmniej szubienicazygfryd pisze:Lord of light - trochę nijakie. Jak się na dobre rozkręcił, to koniec zaraz. Sprawia wrażenie jakiegoś demo version, który został pokrojony niepotrzebnie.
Re: A Matter of Life And Death - oceny, wrażenia, recenzje!
Poraz kolejny mówię: szykuj się do reinkarnacji, Benjaminie Breeg! :guns :rocx
Aces High cpt. Dickinson!
Re: A Matter of Life And Death - oceny, wrażenia, recenzje!
no ale w sumie po przemyśleniu sprawy i przypomnieniu sobie czego słuchasz mogłem sie spodziewać że taki UTWÓR nie dotrze do Ciebie
wybaczam, już i tak jesteś wystarczająco poszkodowany jakimś manowarem i helloweenem - obejdzie sie bez szubienicy

Re: A Matter of Life And Death - oceny, wrażenia, recenzje!
O dziękuję laskawco, mój ty Bożyszcze! Nie godzien jestem lizać Twych stóp.
Re: A Matter of Life And Death - oceny, wrażenia, recenzje!
<szubienica mode on> Lord of Light po prostu nie da się słuchać przez to wycie w środku utworu. Czekam na wyrok i wymierzenie mi odpowiedniej kary <szubienica mode off>
Re: A Matter of Life And Death - oceny, wrażenia, recenzje!
łachudry z Was i tyle :closed
Re: A Matter of Life And Death - oceny, wrażenia, recenzje!
Nom. Mnie też to przywaliło po oczachsyzygy pisze:MH pisze:"Different World (...)No i te gitarowe solówki..."
