Byłem, widziałem.
Po kolei czyli frekwencja : szału nie było, zresztą jak się można było spodziewać. Na samym Whitesnake to może Spodek w połowie był zapełniony. Jak były 4 tysiące ludzi to zupełnie wszystko.
Niestety nie widziałem występów J.D. Overdrive, Kruka oraz The Answer. Wszedłem do Spodka jak produkował się Alcatrazz. I ogólnie słabo to wyglądało. Graham Bonnet który kompletnie nie wygląda jak Graham Bonnet, zespół który niemiłosiernie okaleczył na koniec dwa numery Rainbow ("All Night Long" i "Since You Been Gone") dopełniały obrazu nędzy i rozpaczy. Kompletnie mi się nie podobało.
Potem TSA. Panowie stateczni (z wyjątkiem Nowaka) ale grali z ogniem. Szkoda tylko że co widzę TSA to w kółko mordują jedne i te same numery. Ale skoro się płyty wydaje w odstępach 10 letnich to się materiału nie ma skąd nabrać. Ale występ solidny. Mogło się podobać. Grali równą godzinkę, bez przerw, bez dłużyzn. Podobało mi się.
Wiadomo jednak na co wszyscy ludzie tego wieczora do Spodka przyszli.
Wpierw secik, standardowy jeżeli chodzi o tą część trasy.
Bad Boys
Give Me All Your Love
Love Ain't No Stranger
The Deeper The Love
Steal Your Heart Away
Forevermore
Doug Aldrich / Reb Beach solo
Can You Hear The Wind Blow
Love Will Set You Free
Drum Solo
Is This Love
Fool For Your Loving
Here I Go Again
Burn / Stormbringer
Still Of The Night
Zaczęli punktualnie o 21:30. Grali dokładnie 112 minut.
Pierwsze co rzucało się w oczy to Brian Tichy

Wydawało się że facet za chwilę rozniesie cały zestaw perkusyjny !!! Gra, żongluje, rzuca cały czas pałeczkami. Głównie dzięki niemu początek w postaci Bad Boys oraz Give Me All Your Love miał takiego kopa że szok. Po tych dwóch numerach Coverdale się wita z ludźmi i wypija "banie" przy sporym aplauzie. Mógłbym go oczywiście podejrzewać że ma tam nalane nie wiadomo co ale potem można było zauważyć jak przy solówkach przy Burn ewidentnie przechyla kolejny kieliszek który mu podał techniczny za perkusji. Do tego jeszcze odsyłam do bloga basisty Michaela Devina który opisuje dokładnie jak Panowie rządzili przez tydzień na Ukrainie. Po "tradycyjnym polskim przywitaniu" odpalają kolejne dwie petardy czyli Love Ain't No Stranger oraz The Deeper The Love. Publika już kupiona można zatem troszkę nowości zapodać. Myślałem że atmosfera lekko padnie ale skąd. Jeszcze bardziej energicznie niż na ostatniej płycie zabrzmiał Steal Your Heart Away (z kapitalnym wstępem Aldricha), jeszcze potężniej numer tytułowy Forevermore. Potem wspólne solo pary Doug Aldrich / Reb Beach , kolejne numery i nastąpiło to co chyba każdego ujęło. Solo na perkusji. Ale jakie

To co Tichy wyczyniał przechodziło ludzkie pojęcie. Całe solo trwało chyba z 15 minut. Grał pałeczkami, potem rękami, potem znowu pałeczkami. W pewnym momencie cały zestaw zaświecił się mu jak choinka, do tego perkusista zaczął grać "świecącymi" pałeczkami co dawało kapitalny efekt. Podrzucał te pałeczki, mało którą łapał ale to szczegół. Jeszcze nigdy nie widziałem żeby ktoś dostał taki aplauz za solo perkusyjne

Nie mogło się to solo nie podobać.
Po tym jak wrócił cały zespół zaczęło się przedstawianie jego członków przetykane fragmentami różnych hiciorów. I tak mogliśmy usłyszeć cytaty chociażby z Rock Me Baby, całkiem spory fragment Sunshine Of Your Love czy Eye Of The Tiger. Bardzo fajnie to wyszło bo podane z ogromnym luzem. A potem niemal bez żadnych już przerw zestaw obowiązkowy czyli Is This Love, Fool For Your Loving, Here I Go Again, Burn / Stormbringer oraz Still Of The Night. Niestety ale ten ostatni numer kompletnie położony przez Coverdale`a. David ogólnie cały koncert śpiewał nieźle ale końcówka go chyba już zmęczyła. Co warte podkreślenia Panowie nie bawili się w żadne schodzenie na bisy, grali bez żadnych przerw.
Ogólnie to cieszę się że Whitesnake widziałem. Nie było może tak dobrze jak 3 lata temu w Stodole ale było dobrze

Można by narzekać że nie zagrali tego czy tamtego ale po co ? Coverdale rozgadany, żartował, zagadywał, dawał się wykazać publiczności.
Szkoda tylko że Hard Rock Heroes Festiwal to tak naprawdę był koncert Whitesnake z suportami. Szkoda że nie sprowadzono jakiejś nazwy która przyciągłaby do Spodka jeszcze trochę ludzi.
PS. Jak poszedłem podczas koncertu TSA do WC to wśród widzów widziałem Piotra Luczyka (zapytał by go ktoś czy on jeszcze coś z tym KATEM zrobi czy pozwoli żeby dalej Kostrzewski z Lothem szargali nazwą). Koło stoiska z gadżetami można było sobie również zrobić zdjęcie z Grahamem Bonneten. Kolejki specjalnej nie było ale się nie skusiłem.
