No i po OFFie. Festiwal był udany - bardzo dobrze zorganizowany, dobra lokalizacja, nie było obsuw ani żadnych większych problemów, a widziałem podobną ilość ciekawych dla mnie zespołów co na Openerze - tylko za połowę ceny i ogólnie przy mniejszym wysiłku. To mój drugi OFF i muszę powiedzieć że wyrasta on na najciekawszy polski festiwal. No więc po kolei:
W piątek najbardziej podobał mi się koncert
Atari Teenage Riot - co za moc, co za energia!!! Mega koncert, aż sobie kupiłem ich ostatnią płytę. Szkoda że byli tak późno, gdy już wszyscy padaliśmy z nóg. Świetny koncert dali również
Chromatics - namiot był wypełniony na maxa (zapewne również dzięki temu że padał deszcz

) i mimo upalnej atmosfery w środku bawiłem się świetnie. No i śliczna wokalistka

Parę minut przed końcem jednak wyszedłem, żeby zająć miejsce przy barierkach na
Death in Vegas. Był to mój wyczekiwany nr 1 całego festu i do tej pory nie wierzę, że Rojek sprowadził ich do Polski. W zesżłym roku rozważałem nawet wybranie się na nich do Francji, nie wierząc że kiedyś zawędrują w nasze rejony. Chłopaki zagrali koncert bardzo dobry, chociaż miejscami byłem zdziwiony - zawiodłem się na ich, zdawałoby się, największych hiciorach: "Dirge" czy "Aishy", natomiast wymiotły kawałki w wersji studyjnej średnie jak "Rekkit" czy "Death Threat". Nie było takiej miazgi jak się spodziewałem, raczej po prostu porządny koncert.
Mazzy Star dało koncert w swoim stylu, czyli bardzo spokojnie i marzycielsko - ale pod koniec trochę się już nudziłem. Trochę miało to już posmak odgrzewanego kotleta. Widziałem też
Converge - kompletnie nie moja muzyka, ale dałem im szansę i widziałem ok. 30 minut koncertu, po czym poszedłem na
Demdike Stare - taki jakby mroczny ambient, bardzo klimatyczny. Podobało mi się.
Trochę szkoda że tak wcześnie dali Obscure Sphinx bo chciałem ich w końcu zobaczyć, ale tak wcześnie nie daliśmy rady przybyć na festiwal. Ogólnie pierwszy dzień uważam za najlepszy, większość koncertów trzymała poziom i nie było tak, że nie mam na co iść. W sobotę już tak różowo nie było
Zaczęliśmy od łączonego koncertu
Tides From Nebula i Blindead - świetna sprawa, chłopaki grają na światowym poziomie i mam nadzieję że to nie będzie koniec ich współpracy. Potem trochę
Apteki i przeszło godzina nudy, w oczekiwaniu na
Baroness... które dało tak słaby koncert że aż uszy bolały. Myślałem że gdy ludzie ostatnio wołali na nich "Nickelbaroness" to przesdadzali, okazało się - że zupełnie nie. Po 20 minutach już co chwilę spoglądałem na zegarek ze zniecierpliwieniem. Potem nic ciekawego aż do
Thurstona Moore'a który dał dobry koncert, chociaż nie znam ani jego solowej twórczości ani Sonic Youth więc ciężko mi coś więcej powiedzieć. Tak samo słabo znam
The Stooges ale chyba nikt kto był, nie może powiedzieć że Iggy Pop nie rządzi. Dali energiczny koncert po którym było że panom wciąż się chce. Chociaż nie zostałem do końca (żałuję, bo ponoć grali "Passengera") i poleciałem zająć barierki na
Spectrum - space rockowym zespole Pete'a Kembera z Spacemen 3. Oj było warto - dali zdecydowanie koncert dnia, zmiażdżyli zarówno brzmieniem jak i doborem setlisty. Chciałoby się trochę więcej piosenek z "Forever Alien", no ale nie narzekam

było mega, kosmiczne brzmienie z płyt zostało oddane w pełni, w dodatku Pete wyszedł po koncercie i podpisał mi dwie płyty.
W niedzielę byliśmy już bardzo zmęczeni, w dodatku był to najsłabszy dzień więc pojawiały się nawet rebelianckie głosy żeby sobie już odpuścić

jednak w końcu się zdecydowaliśmy wybrać, chociaż o późniejszej godzinie niż w piątek i sobotę. Na wyróżnienie zasługują:
Kanał Audytywny który dał dobry koncert nawet mimo problemów technicznych oraz
Swans którzy mieli świetne nagłośnienie i ogólnie - dobre brzmienie. Chociaż tak po godzinie zaczęło być już trochę monotonnie i się zmyliśmy do domu. Jednak bohaterem dnia okazał się być ktoś zupełnie inny:
Henry Rollins ze swoim stand-upem. Nie śpiewał, tylko opowiadał - o swoim życiu, przemyśleniach, rzucił parę anegdotek z koncertów Black Flag. I robił to w naprawdę świetny sposób, zabawił publiczność lepiej niż większość "grających" zespołów na feście. Jak ktoś będzie miał kiedyś okazję to zobaczyć, to polecam.
Jakbym miał zrobić topkę występów OFFa to byłoby tak:
1. Spectrum
2. Atari Teenage Riot
3. Death in Vegas
4. Chromatics
5. Henry Rollins
Jeśli za rok będzie podobny skład to jestem na 100%
