voivod' pisze:Natomiast co do starych płyt Behemoth to uważam że dzisiaj należy je rozpatrywać wyłącznie w kategoriach humorystycznych. Późniejsze albumy lubię.
Bez przesady. Ostatnio wrzuciłem sobie "Grom", "And The Forests Dream Eternally" i "Sventevith" i mimo, że black metalu tego norweskiego za dużo nie słucham to te rzeczy wydaje mi się brzmią tak jak powinny w tamtym czasie. Zwłaszcza "Sventevith". Wiem jak dziś te płyty są czy też mogą być postrzegane przez ich dzisiejszych czternastoletnich fanów, ale nawet teraz myślę maniakom starego Carpathian Forest, Darkthrone czy wczesnego Satyricon albo nawet Immortal to powinno przypaść do gustu. Szczerze mówiąc te płyty wydają mi się o wiele bardziej świadome i szczere niż te późniejsze Demigody i Zośki. Na tych starych materiałach słychać zapał, zadowolenie z tego co robili, z tego, ze grają muzykę taką jak ich ulubione kapele, w przeciwieństwie do tego co jest na "Demigod" np. W pewnym momencie odnoszę wrażenie zaczął się jakiś wyścig, uganianie się za pozycją na scenie i poza nią, no i muzyczne niemalże plagiaty.
Dziś jak już gdzieś na tym forum wcześniej pisałem Behemoth odnalazł się bardziej z tym co robili po 1999 czy 2000 roku, ma swoją tożsamość myśle. Nie ma w tym już tyle Nile i Morbid Angel co na "Zos Kia Cultus", "The Apostasy" i "Demigod". Ale wbrew temu ta kapela mnie nie bierze, nie ciągnie, ani tym bardziej nie zachwyca. Nigdy tak nie było i juz raczej nie bedzie. Wole 666 razy bardziej włączyć "Ithyphallic" czy "Those Whom The Gods Detest" Nile (o jakiejkolwiek płycie Morbid Angel nie wspominając [bez tego ostatniego gó*na]), który w baaardzo dużym stopniu położył grunt i uformował szkielet tej kapeli z Gdańska. Wole tamto albo inne rzeczy, którymi zajmuję się Zbychu z Behemoth (Azarath, Damnation, Witchmaster) bo nie ma w tym tego nadęcia, jakiegoś muzycznego zabiegana o cokolwiek, udowadniania komuś czegoś. Po prostu prostsza (jeżeli można tak powiedzieć o Nile

) muzykę waląca prosto w ryj. Bez zbędnego kolorowania, prężenia się i mądrzenia.
Adrian S.O.S. pisze:A u mnie ostatnio At The Gates
At The Gates lubię, najbardziej "The Red In The Sky Is Ours". Wiem, że większość zachwyca się najbardziej melodyjnym i przystępnym "Slaughter Of The Soul" (który co by nie mówić jest dobrym materiałem), ale ja jednak wole jedynkę. Znacząca dla mnie grupa generalnie, chociaż w moim rankingu

trochę za innymi szwedami. Zawsze wolałem się katować pierwszymi dwoma płytami Unleashed, Grave, Entombed, Nihilist, trochę mniej Dismember, Carnage i At The Gates właśnie. In Flames czy Dark Tranquillity nigdy nie lubiłem. Za melodyjne to dla mnie. Bardziej mi się z jakimś pedalskim defikiem kojarzy niz z tym szwedzkim death metalem. Nawet takie Hypocrisy mnie nigdy nei zachwycało, chociaż lepsze o wiele to dla mnie aniżeli te dwa wcześniejsze twory.
Co do później wychodzących rzeczy z udziałem Lindberga poza wspomnianym The Crown, którego tak raczej średnio lubię i mało słucham (miałem gdzieś tam kiedyś na kasecie z mystica "Deathrace King" oraz na cd "Eternal Death" i "Crowned In Terror"), wolałem bardziej Lock Up albo d-beatowy Disfear.
Na wieść o nowej płycie jakoś sie nie rozpływam z radości, bo wiadomo jak to jest z tymi nowymi płytami schodzących sie po 15stu latach kapel. Ale, zobaczymy. W zasadzie nic co wyszło do tej pory z pod ręki Tomasa Lindberga szmirą nie zajeżdżało z tego co słyszałem.
Adrian S.O.S. pisze:Obituary
Tu to nie mam za dużo o czym pisać, bo akurat Obituary to pieprzona klasyka i tyle. Co tu jeszcze dodawać ? Dla mnie kiedyś i chyba do tej pory ze względu na płyty do "Back From The Dead" jedna z ważniejszych metalowych kapel. Na pewno dla mnie najlepszy spadkobierca po Celtic Frost. Lepszy od Samael, Darkthrone....
Tak jak w szkole podstawowej "Slowly We Rot", "Cause Of Death" i "The End Complete" były dla mnie rzeczami podstawowymi razem z jakimiś "Blessed Are The Sick", "Tomb Of The Mutilated", "Leprosy", "Dawn Of Possession" na czele, to też takowymi pozostają do dziś.
Ja pier*ole, jak ja pierwszy raz usłyszałem głos John'a Tardy'ego to mnie pozamiatało na wszystkie strony świata. Do tego ta muza sącząca się z głośników, cały ten zabójczy bez słabego kawałka materiał ze "Slowly We Rot"! Dla dwunastolatka to było coś! Druga płyta z James'em Murphy'm na gitarze - poezja. Klip do kawałka "Turned Inside Out" nagrany z MTV na wideo i puszczany w nieskończoność. Potęga sama w sobie. Dla mnie nie było po czym zbierać. Zaj*bisty zespól z zaj*bistych czasów!
Generalnie podstawowa kapela tamtej sceny razem Deicide, Morbid Angel, Death, Cannibal Corpse, Malevolent Creation, Autopsy, Immolation.... Z resztą jak pisałem, dzisiaj też z wielką przyjemnością wracam do starych płyt Obituary, z ogromną frajdą oglądałem ich parę lat temu w Krakowie kiedy grali razem z Grave i Patholoy. Nowych płyt za bardzo obsłuchanych nie mam po za "Frozen In Time", który zaj*bistego wrażenia na mnie nie zrobił. Ale może kiedy wezmę sie za te ostatnie płyty Obituary i mam nadzieje, ze się chociaż trochę polepszy
Dejavu pisze:co myślicie o nowym albumie Decapitated?
Decapitated też jakoś zawsze był mi obojętny. Miałem na cd kiedyś "Nihility" i "Winds Of Creation". Słyszałem jakieś poszczególne utwory na któryś tam składankach z dwóch kolejnych. I mogę napisać tyle, że niby na pierwszy rzut uchem wszystko tam jest bez zarzutu, ze wszystko sie zgadza, bo dobre techniczne death metalowe granie, ale mimo to ciut za mało tam czegoś własnego, czegoś bardziej różnorakiego, jakiejś odmienności. Bo sam warsztat nie wystarczy. Dlatego Decapitated był dla mnie zawsze kolejną zwyczajną kapela death metalową tych czasów. Bo ile w samych stanach zjednoczonych narobiło się takich grup, które technicznie wypie*dalają takie historie, ze w głowie się kreci, ale wbrew temu nic z tego ciekawego tak na prawdę nie wynika, głównie z braku pomysłu na muzykę i braku pomysłu na siebie.
Nowa płyta? Gdyby nie to, ze o tym napomknąłeś to bym pewnie jeszcze długo po to nie sięgał

Widziałem ich ostatnio na jednym festynie w Aleksandrowie Łódzkim, ale nie wiedziałęm co jest z nowej a co z poprzedniej

Generalnie wrażenia bardzo mieszane po tym gigu.
Teraz słuchałem całych 5 kawałków najpierw z wydanego w 2011 "Carnival Is Forever", a później znalazłem tylko "Instinct" i "Exiled In Flesh" z ostatniej płyty. I powiem, ze wolałem już słuchać Decapitated z tych starszych materiałów. Dziś o wiele bardziej rażą mnie w uszy takie wokale i ten groove, którego w Decapitated się szczerze mówiąc nie spodziewałem. Często (zwłaszcza na tych numerach z "Carnival Is Forever") słyszę gdzieś tam Meshuggah czy nawet jakby przyśpieszony Slipknot momentami co robi tylko na minus w moim odczuciu. Nie wiem, ale musiałbym posłuchać całej od deski do deski tej nowej płyty. Choć po tych dwóch kawałkach nie rokuje to jakoś dobrze na całość, bo ja wole o wiele bardziej klasyczne historie niż to w jakim kierunku Decapitated obecnie zmierza.... Ale może się mylę.