Strona 3 z 7
Re: TOP 50 płyt lata 80 - Vorgel
: śr lis 11, 2020 3:05 pm
autor: Zdan
Vorgel pisze: ↑śr lis 11, 2020 2:25 pm
Ostatnia płyta Death to po prostu naturalna konsekwencja tego w jakim kierunku zespół zmierzał. Ale o ile na Symbolic są po prostu melodyjne, zapamiętywalne utwory, na Sound of Perserverance ich nie ma. Nawet już zapomniałem te dwa, które uważałem za melodyjne
Sound faktycznie nie jest specjalnie hiciarska ani pełna melodii. Tzn. to nie jest jakiś black/thrash żeby to było głównie napierdalanie ale konstrukcja utworów jest tam raczej pełna zagrywek, riffów a nie wpadających w mózg melodii.
Re: TOP 50 płyt lata 80 - Vorgel
: śr lis 11, 2020 3:12 pm
autor: Vorgel
Na pewno jest bardziej skomplikowana technicznie niż wcześniejsze rzeczy, bo Chuck się muzycznie rozwijał. Natomiast moim zdaniem skończyły mu się już pomysły na dobre riffy i melodie. Stąd kombinowanie i cover Judasów.
Re: TOP 50 płyt lata 80 - Vorgel
: śr lis 11, 2020 3:19 pm
autor: Zdan
Ja z kolei bardzo lubię kombinowanie w jego wydaniu (co zadaje kłam temu, że lubię tylko napierdalanie i szroty brzmieniowe ale to insza inszość) - ponieważ tam technika jest użyta w bardzo sensowny sposób - do podkreślenia konstrukcji utworów oraz akcentowania riffowej masakry. A riffy są tam przednie.
Re: TOP 50 płyt lata 80 - Vorgel
: śr lis 11, 2020 3:22 pm
autor: Schizoid
Ja Sound uznaję za bardzo mocny materiał, choć nie jest to najlepszy krążek Death, bo ten tytuł dzierży Individual. Symbolic jakoś nigdy mnie nie chwyciło.
Re: TOP 50 płyt lata 80 - Vorgel
: śr lis 11, 2020 4:33 pm
autor: Vorgel
36. Testament – The Legacy (1987)
Pierwszy album Testamentu jaki poznałem to Practice What You Preach. Na pewno ruszył mnie utwór tytułowy, może jeszcze Greenhouse Effect, ale nie powiem, że stałem się fanem zespołu. Do Practice wróciłem później jak już polubiłem inne płyty i dopiero wtedy to zagrało jak należy. Niewątpliwie w tamtym okresie to było Legacy i krążek który się właśnie ukazał Souls of Black. Tych dwóch kaset mogłem słuchać na przemian przez dłuższy okres czasu i się nie nudziły. The Legacy to dość późny thrashowy debiut i w dodatku niezbyt oryginalny, chociaż takie stwierdzenie nie jest do końca sprawiedliwe. Bo zarówno Exodus jak Testament byli częścią thrashowej sceny z Bay Area na długo zanim zdobyli kontrakty płytowe. Exodus po prostu zdobyli kontrakt wcześniej. Materiał tutaj zawarty przypomina Exodus, co nie jest wadą, w tamtym czasie Exodus też byli w fantastycznej formie. Dużo takich kawałków, o których mogę powiedzieć, że mają kultowe riffy. Słychać, że te utwory były ogrywane na długo przed ich oficjalnym zarejestrowaniem.
Highlights: Over the Wall, C.O.T.L.O.D., First Strike Is Deadly, Do or Die, Alone in the Dark, Apocalyptic City
35. Running Wild – Death Or Glory (1989)
Tak z 27 lat temu ten album byłby pewnie w top 10, a może i top 5. Generalnie łykałem wtedy wszystko od Running Wild, ale Death or Glory i Port Royal w szczególności mną zawładnęły. Chociaż kompletnie zignorowałem zespół kiedy pierwszy raz zetknąłem się z jego twórczością. Kolega miał plakat oprawiony w ramkę, gdzie byli kolesie z Running Wild z szablami czy szpadami. Miał też płytę winylową Wild Animal, puścił to mnie i koledze, ale nie załapało. Tak naprawdę załapało jakieś dwa lata później i to zupełnie inna rzecz bo Gates to Purgatory. Wtedy już kolega z liceum powiedział, że to słaby album i żebym spróbował Under Jolly Roger i Port Royal. Rzeczywiście okazały się lepsze, ale wciąż lubiłem to wczesne Running Wild. A Death or Glory wziąłem jako po prostu następną kasetę do kolekcji. I ona mi się wydała od razu najlepsza z wszystkiego co do tamtej pory u piratów słyszałem. Już sam wstęp do Riding the Storm to jest przecież miazga. Jest dość majestatyczny, ale te harmonie zrobione są w sposób jakby rozpoczynało się jakieś potężne misterium. Co prawda był okres kiedy wolałem Port Royal, dziś jednak częściej wracam do tej płyty.
Highlights: Cała płyta, jak dla mnie to takie ich greatest hits. Oczywiście zawsze najbardziej pasował mi utwór tytułowy. Polubił go nawet kolega nie fan metalu.
Re: TOP 50 płyt lata 80 - Vorgel
: śr lis 11, 2020 5:00 pm
autor: Zdan
Całościowo to chyba najlepszy RW choć ja wielką miłością darzę pierwsze dwa.
Re: TOP 50 płyt lata 80 - Vorgel
: śr lis 11, 2020 5:03 pm
autor: Vorgel
Pamiętam, że też w liceum zostaliśmy przy szkolnym radiowęźle sami, gdyż kolesie którzy mieli go obsługiwać nagle zaczęli się o coś kłócić. Skończyło grać co tam nastawili, no więc postanowiliśmy przygrzać Victim of States Power z dedykacją dla... księdza. I tylko nie widziałem min ludzi na korytarzach.
Re: TOP 50 płyt lata 80 - Vorgel
: śr lis 11, 2020 5:06 pm
autor: Zdan
Victim of States Power zawsze był jednym z moich ukochanym numerów w całym heavy metalu. Esencja!
Re: TOP 50 płyt lata 80 - Vorgel
: śr lis 11, 2020 7:36 pm
autor: Vorgel
34. Kiss – Unmasked (1980)
Ten album nie był dobrze przyjęty przez fanów Kiss kiedy się ukazał. Zespół próbował powtórzyć platynowy sukces poprzednika, ale mimo sporego potencjału na przeboje praktycznie wszystkich tu utworów, nie udało się osiągnąć takiego statusu. Co prawda dwa miesiące po wydaniu płyta pokryła się złotem, ale wyżej już nie poszło. Swoim marketingowym zwyczajem panowie powrócili do koncepcji zatrudnienia ponownie Boba Ezrina, który zrobił płytę Destroyer. Efektem był jeszcze chłodniej przyjęty album, ale o ile dzisiaj Unmasked nie uchodzi już za płytę aż tak kontrowersyjną, wielu nie może przekonać się do następnego Music from The Elder. Co zagrało tu, co nie zagrało tam? Unmasked nie jest albumem kombinowanym w sensie jakichś eksperymentów mających odnaleźć ich w nowych czasach. Jest zbiorem rockowych, czasem hard rockowych piosenek i tak naprawdę niczym więcej. A czy potrzeba czegoś więcej od Kiss? Chociaż parę riffów pchających Kiss w dekadę lat 80 się tu znalazło, jak choćby w Is That You? czy Naked City. No ale na Dynasty też przecież były (np. w Magic Touch). Unmasked słucha się bardzo dobrze, bo nikt tutaj nie chce nikogo oszukać. Produkcja jest naprawdę doskonała, a utwory maksymalnie dopracowane. W sumie zdjąłbym jedynie Torpedo Girl, chyba najsłabszy kawałek Ace'a w karierze. Ale pozostałe 10, naprawdę super sprawa.
Highlights: Is That You?, Naked City, What Makes the World Go 'Round, Tomorrow, She's So European, Easy as It Seems
33. Saxon – Innocence is No Excuse (1985)
Trochę dłuższy tekst o tym, dlaczego nigdy nie zostałem wielkim fanem Saxon.
Starsza o parę lat kuzynka miała plakat Saxon w pokoju, gdzieś z połowy lat 80. Puszczała mi też Saxon kiedy zaczynałem słuchać metalu, lecz nie tylko mnie to nie porwało, ale w dodatku wyciągałem kasetę z zespołem na M i nią wymachiwałem jako dowodem na to, iż metalu to się takiego słucha. Tak naprawdę słuchałem też lżejszych rzeczy jak np Def Leppard, ale tym się akurat nie chwaliłem, bo popisać się trzeba było tym, co mi się wydawało najostrzejsze. Dość wcześnie wsiąkłem w thrash, bo kiedy poznawałem metal to ta jego odmiana była na topie. Do Saxon powróciłem na początku lat 90. Któregoś dnia byłem w sklepie muzycznym pytając o Flotsam and Jetsam czy Metal Church, sprzedawca zagadnął coś w rodzaju "a nowego Saxon nie chcesz"? Nie zdążyłem nic odpowiedzieć, a facet wyciągnął kasetę z pudełka i puścił na dobrym sprzęcie. Trafiło na Altar of the Gods. To był album Solid Ball of Rock. No i byłem kupiony. Tyle, że inne utwory już mnie tak nie porwały. Przynajmniej w tamtym momencie. Odświeżyłem sobie ten album jakoś przypadkowo rok później przed wakacjami, kiedy Ironi wydali Fear of the Dark i to w sumie była lekka i przyjemna płyta i takiego czegoś wtedy potrzebowałem. Tak mnie siekło, że kupiłem wówczas nowość Forever Free. Też mi się podobało, chociaż nie aż tak jak Solid. Kiedy po wakacjach poszedłem do liceum dowiedziałem się, że Saxon to tylko wczesne płyty, Wheels of Steel, Denim and Leather, to się liczy i to jest prawdziwie heavy metalowe Saxon. Cóż, dlaczego tego wcześniej nie znałem? Pożyczyłem przegrane kasety, było na nich i Wheels i Denim, Strong Arm of the Law i jakaś koncertówka, ale brakowało dokładnego opisu. Dwie "dziewięćdziesiątki". Jak odpaliłem to całe Wheels of Steel to myślałem, że skisnę. Absolutne kanciaste granie, gdzie im tam do Judasów czy Ironów? W dodatku muzyka jak dla mnie -może tutaj kogoś zaszokuję, ale co tam- w małym stopniu była heavy metalem. Brzmiało to bardziej jak prostacka wersja Deep Purple. Owszem 747 czy See the Light Shining były nawet ok. Denim and Leather bardziej przypasowało, ale gdzie temu do I'm on Fire czy Altar of the Gods? Natomiast bardzo dobrym trafem okazała się koncertówka, bo to było coś wyraźnie nowszego. Jak się później okazało Greatest Hits Live (które miałem w oryginale lata później i które finalnie okazało się dłuższe niż to co tam było na tej przegranej kasecie). Jak usłyszałem Rock and Roll Gypsy to chciałem mieć album z tym utworem. To jest to! To jest rock and roll. Udało mi się ustalić, że płyta nazywa się Innocence is No Excuse, łba sobie uciąć nie dam, ale nie jest wykluczone, że ten album zignorowałem parę lat wcześniej u kuzynki. Innocence is No Excuse, kiedy już zdobyłem po wielu poszukiwaniach (w Krakowie w sklepie muzycznym zaraz koło rynku), to prawdę mówiąc tak z połowa albumu mnie nie ruszała, ale reszta to było właśnie to, czego chciałem słuchać. Dzisiaj leży mi prawie wszystko za wyjątkiem Give It Everything You've Got. Nie cierpię tego rodzaju rytmiki w rocku. Ewentualnie kupuję to u Van Halena. Zamiast tego mogli dać Live Fast Die Young, które mam na remasterze, a które jest fantastyczne. Wielkim fanem Saxon nigdy nie zostanę. Dla mnie przed tym albumem zespół nie istnieje, a utwory z Wheels of Steel i pozostałych wczesnych płyt brzmią lata świetlne lepiej na Greatest Hits Live niż na swoich macierzystych krążkach.
Highlights: Wszystkie (+ Live Fast Die Young) za wyjątkiem Give It Everything You've Got. Dwa najlepsze to z pewnością Rock and Roll Gypsy i Broken Heroes (ten ostatni dobry na obecne czasy "where are they now?").
Re: TOP 50 płyt lata 80 - Vorgel
: czw lis 12, 2020 4:57 pm
autor: Vorgel
32. Europe – Out of This World (1988)
Mam ogromny sentyment do tej płyty, podobnie jak do wcześniejszej, bardziej znanej. Ale jak tylko dorwałem Out of This World, tej słuchałem po prostu więcej, dużo więcej. Dostałem w roku ukazania się od rodziny, która akurat wróciła z Holandii oryginalną płytę winylową. To było tuż przed rozpoczęciem roku szkolnego, czyli dość niedługo po tym jak ten album wyszedł. Radości nie było końca. Pierwsza moja oryginalna płyta zespołu rockowego. Jeszcze w tym samym roku kupiłem kasetę, żeby słuchać na walkmanie (w sumie nie wiem już dlaczego nie przegrałem z płyty), gdzie pajac który to nagrywał uciął końcówki większości utworów. Tak czy owak dzisiaj kiedy włączam ten album już z CD to 30 lat znika od pierwszego utworu, w tempie rosnącego długu RP. To też jeden z takich krążków, gdzie te 12 utworów mogę śmiało nazwać wiązanką hitów, bo dosłownie wszystko jest tutaj chwytliwe i łatwo wpadające w ucho. Ciekawostką na pewno jest ballada Open Your Heart, bo to druga jej wersja. Pierwsza znajduje się na Wings of Tomorrow z nieco innym tekstem.
Highlights: Cała płyta.
31. Aerosmith – Pump (1989)
Kiedy ten album się ukazał, był bardzo popularny także u nas. Dwa teledyski można było zobaczyć w naziemnej świeżo post PRLowskiej telewizji. Oczywiście Love in an Elevator i Janie's Got a Gun, oba były na polskiej liście przebojów. Nie cierpiałem wtedy Aerosmith. Chociaż Love in an Elevator jeszcze jakoś mi się podobał, to ten drugi to był koszmar. Moim zdaniem nie jest to po prostu płyta dla wczesnych nastolatków, tym bardziej zafascynowanych heavy metalem. Pierwszą kasetę Aerosmith jaką kupiłem to było Get a Grip 4 lata później. Wtedy też wróciłem do Pump, ale to nie był jeszcze ten czas. Na Aerosmith trzeba spojrzeć daleko od perspektywy grupy hard rockowej. Owszem, to jest hard rock, ale gdzieś tam zakorzeniony w amerykańskiej tradycji boogie, czyli trzeba złapać odpowiedni klimat. Pump to album fantastycznie wyprodukowany, z wieloma ciekawymi wstawkami instrumentalnymi, idealnie przycięty jako całość, gdyż trwa zaledwie 47 minut, a nie ciągnie przez ponad godzinę jak następca. No i nie ma tutaj tandetnej ballady, z których słynął zespół. Do miana ballady owszem może aspirować What It Takes, ale nie jest to taka popelina jak Crazy czy Amazing. Cóż dodać. Idealny album na lato.
Highlights: Love in an Elevator, Monkey on My Back, Janie's Got a Gun, The Other Side, My Girl, Voodoo Medicine Man
Re: TOP 50 płyt lata 80 - Vorgel
: czw lis 12, 2020 5:07 pm
autor: Zdan
Dla mnie Europe to tylko dwa krążki tak naprawdę - Wings Of Tomorrow oraz blues-rockowy Bag of Bones (ze wskazaniem jeszcze czasem na jedynkę).
Re: TOP 50 płyt lata 80 - Vorgel
: czw lis 12, 2020 5:10 pm
autor: Deleted User 2259
Świetny album Aerosmith, u mnie właściwie od zawsze ten band pojawiał się w moim domu. Tak wiec sentyment ogromny.
Re: TOP 50 płyt lata 80 - Vorgel
: czw lis 12, 2020 5:10 pm
autor: Vorgel
Tej drugiej odsłony Europe nie trawię w ogóle. Chociaż podoba mi się solówka w utworze Bag of Bones.
Re: TOP 50 płyt lata 80 - Vorgel
: czw lis 12, 2020 5:14 pm
autor: Vorgel
Invader pisze: ↑czw lis 12, 2020 5:10 pm
Świetny album Aerosmith, u mnie właściwie od zawsze ten band pojawiał się w moim domu. Tak wiec sentyment ogromny.
A zachowywali się jakoś przyzwoicie? Czy tylko chlanie i ćpanie?
Re: TOP 50 płyt lata 80 - Vorgel
: czw lis 12, 2020 5:16 pm
autor: Deleted User 2259
Zespół? przyzwoicie oczywiście, pierwsze płyty to te z lat 70. Ojciec jeszcze miał winyla Toys, którego dostał od kolegi z USA.
Re: TOP 50 płyt lata 80 - Vorgel
: czw lis 12, 2020 5:16 pm
autor: Vorgel
No to jak był jeszcze kolega z USA, to super.
Re: TOP 50 płyt lata 80 - Vorgel
: czw lis 12, 2020 5:35 pm
autor: widman
To już wiadomo, że zespół klasa jak z USA.
Re: TOP 50 płyt lata 80 - Vorgel
: czw lis 12, 2020 5:43 pm
autor: pz
Zdan pisze: ↑czw lis 12, 2020 5:07 pm
Dla mnie Europe to tylko dwa krążki tak naprawdę - Wings Of Tomorrow oraz blues-rockowy Bag of Bones (ze wskazaniem jeszcze czasem na jedynkę).
Wings jak najbardziej, ale z nowych ale Last Look at Eden.
Re: TOP 50 płyt lata 80 - Vorgel
: czw lis 12, 2020 5:52 pm
autor: Vorgel
30. Overkill – Under the Influence (1988)
Przejściowy album dla zespołu i to zarówno pod względem brzmienia, niektórych kawałków jak i wokalu Blitza. Perkusja jeszcze niepodrasowana triggerami co będzie cechą charakterystyczną wszystkich następnych krążków, utwory mają w sobie coś pierwotnego, mam tu na myśli nawiązanie do klasyki metalu w Hello From the Gutter i End of the Line, gdzie wyraźnie słychać wpływy debiutu Iron Maiden, no i Blitz jeszcze nie jedzie tak Brianem Johnsonem jak na późniejszych płytach. Chociaż oczywiście są tutaj rzeczy, które wyróżniają ten album od poprzednich. Jest lepiej wyprodukowany, więcej tutaj riffów, mniej z kolei melodii. Są już oznaki tego, co działo się w tamtym czasie w thrashu i co dotykało każdy zespół, który mierzył się z tym gatunkiem u schyłku dekady lat 80. Następny, The Years of Decay może ma więcej zapamiętywalnych momentów, ale jest mniej równy. Tutaj w 48 minut przedstawiono dość spójną filozofię wciąż mimo wszystko w old schoolowym brzmieniu.
Highlights: Shred, Hello from the Gutter, Drunken Wisdom, End of the Line, Overkill III (Under the Influence)
29. W.A.S.P. – The Headless Children (1989)
Na pewno mniejszy mam sentyment do tej płyty W.A.S.P. niż do debiutu, ale co tu się oszukiwać, ten album podoba mi się bardziej, nie mówiąc już o tym, że jest to o wiele dojrzalsza płyta. Poruszone są poważniejsze tematy, no i muzycznie też więcej się dzieje. The Neutron Bomber na przykład, mój osobisty faworyt na albumie, poświęcony jest Ronaldowi Reaganowi, który w 1989 roku przestał być już prezydentem USA, a który zdaniem wielu komentatorów miał dążyć do konfrontacji nuklearnej z ZSRR (co zresztą było kompletną bzdurą). W każdym razie podoba mi się określenie 'pyrotechnical wizard of doom". Chętnie tak bym nazwał zespół tribute to W.A.S.P.. Później Lawless tłumaczył, że to nie o Reaganie, a o piromanie z północno - wschodniej części USA o imieniu Ronny. Tak czy owak, genialny kawałek. Zamykający album Rebel in the F.D.G. to natomiast idealne podsumowanie dekady dekadentyzmu. Fucking Decadent Generation.
Highlights: The Heretic (The Lost Child), The Headless Children, Thunderhead, Mean Man, The Neutron Bomber, Maneater, Rebel in the F.D.G.
Re: TOP 50 płyt lata 80 - Vorgel
: czw lis 12, 2020 6:05 pm
autor: Geri666
pz pisze: ↑czw lis 12, 2020 5:43 pm
Zdan pisze: ↑czw lis 12, 2020 5:07 pm
Dla mnie Europe to tylko dwa krążki tak naprawdę - Wings Of Tomorrow oraz blues-rockowy Bag of Bones (ze wskazaniem jeszcze czasem na jedynkę).
Wings jak najbardziej, ale z nowych ale Last Look at Eden.
Last Look at Eden to chyba ich najlepszy krążek. W końcu hard rock z krwi i kości, a nie ganianie z brokatem na twarzy i śpiewanie dla mokrych nastolatek.