Re: 10-11/10/2024 - Nick Cave & The Bad Seeds - Łódź/Kraków
: pt paź 11, 2024 1:45 am
Wróciłem chwilę po 1 do domu. Niesamowity koncert. Solidne 9,5/10 i tak mi się podobało, że nawet grubaska w chórku mi nie przeszkadzała, a ja nie mam tolerancji dla grubasek (mógłbym za to przeprosić, ale nie chce).
Cave nagrywa bardzo dobre albumy, ale z tych utworów wyciąga jeszcze więcej na żywo. To jest właśnie to czego oczekuję od dobrego gigu. Żeby mnie to po prostu dobrze bawiło i niestety, ale coraz rzadziej mam takie odczucia. Zaliczając rocznie wiele koncertów mam często takie wrażenie, że ktoś zagrał poprawnie, zwyczajnie, OK. A tutaj mam po prostu "wow" i gębę na ziemi. Wrażenie robią nie tylko te aranżacje, set, produkcja, liczba ludzi na scenie, Warren rzucający sie na lewo i prawo ze skrzypcami lub gitarą (bałem się, że umrze w trakcie tego koncertu), ale oczywiście też to jak Cave bawi się z publicznością. Nie musi dawać autografów w trakcie występu, nie musi być tak żywiołowy. Mógłby odjebać te piosenki w zwyczajny sposób, bez ich przedłużenia i potem zniknąć po 1 bisie. A jednak tak nie robi, jest duszą tego widowiska, uwodzi publikę, jest w tym naturalny i wg mnie jest on wart każdej jednej złotówki w bilecie. Dużo w kazdym razie czuć emocji oglądać taki koncert na zywo. Przynajmniej ja tak czułem. Jeśli ktoś ma dziś opcję bycia w Krakowie, a się waha to absolutnie nie powinien. Idzćie na ten gig i cieszcie uszy i oczy, łapcie takie perełki koncertowe, póki jest czas i możliwość.
Sam występ to bardzo dobry set, zrównoważony, choć powszechnie znany - gra to samo na każdym koncercie. Wiele osób wyszło po The Weeping Song, bo myśleli, że koniec, ale wiadomo było, że jeszcze będzie Into My Arms. Ja stałem blisko sceny, ale własnie przed Into My Arms podszedłem jeszcze bliżej, bo ludzie już dezerterowali. Trochę mi zabrakło Stagger Lee, bo ten kawałek to petarda, ale cóż. Ta trasa go nie obejmuje. Może kiedyś Cave wróci do grania tego utworu na żywo.
Parking pod AA za 50 złotych polskich (kurwy jebane), ale nawet dobrze stanąłem i chyba tylko niecałe 25 min kiblowałem w korku. Wjazd i wyjazd z Łodzi to jak zawsze dramat. Co za miasto.
Cave nagrywa bardzo dobre albumy, ale z tych utworów wyciąga jeszcze więcej na żywo. To jest właśnie to czego oczekuję od dobrego gigu. Żeby mnie to po prostu dobrze bawiło i niestety, ale coraz rzadziej mam takie odczucia. Zaliczając rocznie wiele koncertów mam często takie wrażenie, że ktoś zagrał poprawnie, zwyczajnie, OK. A tutaj mam po prostu "wow" i gębę na ziemi. Wrażenie robią nie tylko te aranżacje, set, produkcja, liczba ludzi na scenie, Warren rzucający sie na lewo i prawo ze skrzypcami lub gitarą (bałem się, że umrze w trakcie tego koncertu), ale oczywiście też to jak Cave bawi się z publicznością. Nie musi dawać autografów w trakcie występu, nie musi być tak żywiołowy. Mógłby odjebać te piosenki w zwyczajny sposób, bez ich przedłużenia i potem zniknąć po 1 bisie. A jednak tak nie robi, jest duszą tego widowiska, uwodzi publikę, jest w tym naturalny i wg mnie jest on wart każdej jednej złotówki w bilecie. Dużo w kazdym razie czuć emocji oglądać taki koncert na zywo. Przynajmniej ja tak czułem. Jeśli ktoś ma dziś opcję bycia w Krakowie, a się waha to absolutnie nie powinien. Idzćie na ten gig i cieszcie uszy i oczy, łapcie takie perełki koncertowe, póki jest czas i możliwość.
Sam występ to bardzo dobry set, zrównoważony, choć powszechnie znany - gra to samo na każdym koncercie. Wiele osób wyszło po The Weeping Song, bo myśleli, że koniec, ale wiadomo było, że jeszcze będzie Into My Arms. Ja stałem blisko sceny, ale własnie przed Into My Arms podszedłem jeszcze bliżej, bo ludzie już dezerterowali. Trochę mi zabrakło Stagger Lee, bo ten kawałek to petarda, ale cóż. Ta trasa go nie obejmuje. Może kiedyś Cave wróci do grania tego utworu na żywo.
Parking pod AA za 50 złotych polskich (kurwy jebane), ale nawet dobrze stanąłem i chyba tylko niecałe 25 min kiblowałem w korku. Wjazd i wyjazd z Łodzi to jak zawsze dramat. Co za miasto.