Scorpions - całkiem "przyjemny" koncert. Bardzo długi set, goście specjalni (Hermann Rarabell, Uli Jon Roth, Michael Schrenker). Ogólnie nie jestem wielkim fanem tej kapeli i takiego grania, ale podobało mi się. Moim "michałkiem" tego występu był utwór "Holiday", który strasznie lubię
Nevermore - no cóż... niestety spory niedosyt pozostał. Po świetnym występie na Metalamanii w Spodku, spodziewałem się czegoś podobnego. Niestety, nie było tak dobrze - zwalony set. Nevermore zagrało wszystkie najwolniejsze swoje utwory. A co ciekawe nie zagrali świetnego "The Heart Collector". Ostatni "Born" tylko poprawił ogólne wrażenie... a mogło być tak pięknie

Później spotykamy większośc kapeli w namiocie prasowym i fotki z nami zrobili sobie (

) m. in. Warrel Dane i Jeff Loomis
Soilwork - mała scena i małe problemy z nagłośnieniem. Ogólnie wszystko było za głośno i urywało... hmm.. cokolwiek

Nie dało rady wytrzymać przy barierce. Woleliśmy oszczędzić nasze uszy na kolejne koncerty. Słuchaliśmy koncertu z dalszej odległości i "czytaliśmy"

niemieckiego Metal Hammera
Children of Bodom - "wypasiona scena", a na niej samochody i jakieś beczki. Jak je zobaczyłem, to od razu powiedziałem do Krzyśka, że będą z nich ognie... i tak było. Rewelacyjne światła i ... jak dla mnie, to było troszkę za cicho. Nieznacznie brakowało mocy w tej muzyce. Stare kawałki świetnie, a im nowsze, tym słabiej. Ogólnie na plus...
Primal Fear - pierwszy koncert który mnie pozamiatał. Ogień z ognia

Początek o... 2 w nocy, na małej scenie. A koncert pierwsza klasa. Oczywiście zainstalowaliśmy się w komplecie przy barierce

z polską flagą. Dwa razy dostaliśmy solidne pozdrowienia ze sceny od Matta i Ralfa

Nawet Ania pstryknęła fotkę, jak Ralf patrzy na nas

A sam koncert, od pierwszego do ostatniego dźwięku kapitalny. "Metal is Forever" i pozamiatane
Metal Church - to mój 3 kontakt z tą kapelą i 2 raz w pełnym słońcu. Nie mają coś oni szczęścia do grania na festiwalach

Ale nie zmienia to faktu, że występ sam w sobie znakomity. Zagrali podobnie jak w Czechach na MoR, ale mi bardziej się podobało. Po koncercie spotykamy całą kapelę w ogródku piwnym i są fotki
Arch Enemy - samotnie atakuję do barierki i po kilku utworach, znajduję się w jedynym słusznym miejscu

Koncert rewelacyjny! Znakomity set i sound. Jak dla mnie to palce lizać

"We Will Rise", "Nemesis", "My Apocalypse"... no co tu dużo mówić, co utwór to killer. Jeden z lepszych występów na WOA. No i na deser zdjęcia z Angelą
Fear Factory - zagrali 5 minut po Arch Enemy, na sąsiedniej scenie. Logistyczny majstersztyk (

) i podczas tego koncertu również melduję się przy barierce. Lekko nie było, ale dało radę

Pierwszy raz widziałem FF na koncercie. Generalnie zachwytu nie było, ale nie było też źle. Ogólnie na plus. Najlepsze momenty, to utwory "Replica", "Obsolete" i "Edgecrusher".
Gamma Ray - no tutaj to już nasza popisowa akcja z barierką

no ale jak 4 zgrane osoby kombinują, to wiadomo, że wszyscy sobie poradzą

Generalnie świetny występ, znakomity set i wiele radości na scenie. Kilka klasyków Gammy i brawurowo odegrany "I Want Out". Bardzo dobry koncert, jeden z lepszych na WOA. Przed koncertem miała miejsce prezentacja nowego DVD zespołu (2 utwory) i konferencja prasowa. Po niej bezproblemowo robimy sobie fotki z całą kapelą
Whitesnake - zupełnie nie moja bajka i trochę się nudziłem

Na MoR przynajmniej miałem co robić (bo rozbijaliśmy namioty

)... a bardziej serio, to nie było jakoś tragicznie źle. Spokojnie mozna popatrzeć i posłuchać... chociaż szału nie było
Motorhead - pierwszy raz widziałem ten zespół na scenie i szczerze mówiąc nic specjalnego. Lemmy jakby nieobecny, coś tam pod nosem mruczał między utworami. Utowry generalnie zlewają się w jedno bzyczenie

Oczywiście nie zabrakło kultowego "Ace of Spades". Mnie bardzo ucieszył kawałek "Killed by Death"

Niezłe też "We Are Motorhead", "Overkill". Ogólnie koncert bez historii.
fragmentami:
Hellfueled - scena w namiocie. Wytrzymałem ze 3 utwory... beznadziejny dźwięk, wszystko zlewało się w jedną ścianę dzwięku. Ogólnie porażka na całej lini...
Finntroll - heh grali w trzeci dzień, od 0:45. Zmęczenie już było takie, że miałem odpuścić sobie ten koncert. Wróciliśmy na pole namiotowe, coś zjedliśmy itp. No i zdecydowałem się jednak na chwilę pójść pod scenę. Dodatkowo Czarek bardzo chciał zobaczyć ten zespół. Byliśmy 5-6 utworów i akurat trafiliśmy na mój ulubiony "Trollhammaren"

Dużo ogni na scenie i fajne granie... szkoda, że zabrakło sił na więcej...
Emperor - 3-4 kawałki... i jeden wielki zieeeew... zupełnie nie moja bajka. Nic ciekawego nie znalazłem w tej muzyce.
Celtic Frost - podobnie jak wyżej... no chyba nawet było gorzej niż na występie Emperor.
W ogródku piwnym przy "biurze prasowym" ponadto spotykami: Sabina Classen z Holy Moses, Gus Chambers z Grip Inc., Marcel Schirmer z Desruction. Zamieniamy kilka słów i robimy sobie fotki. Chambers chwilkę się z nami przekomarza i nie chce żeby mu przeszkadzać... oczywiście po chwili z uśmiechem i radością pozuje do fotek. Na drugi dzień mijamy się z nim w ogródku piwnym i Gus wita nas: "Poland! How Are You?"

Strasznie sympatyczny facet

Natomiast "Schmier" zaprosił nas na koncert do... Warszawy
