Wróciłem niedawno z koncertu i wielkim skrócie mogę powiedzieć - fantastycznie było.
W ogóle miało mnie tam nie być, ale na pociąg do domu się spóźniłem (dzięki Bogu) i musiałem jakoś wypełnić sobie wolny wieczór

Na szczęście bilety jeszcze były, choć luda niemało (ile do tego WFF-u wchodzi w ogóle?).
Normalsów (niestety!) widziałem tylko połowę, bo spóźniłem się nieco i żałuję, bo naprawdę fajnie grali. Wokal na początku drażnił trochę, ale jak sie przywyczaiłem to było bardzo ok. Niedługo pewnie jakiegoś longplaya sobie skombinuję.
Coma to pełny profesjonalizm. Nie widziałem ich wcześniej na zywo i nie wiedziałem czego się spodziewać. I powiadam: re-we-la-cja! Przyszedłem z zamiarem spokojnego oglądania i słuchania z dalszej części sali, a na trzecim kawałku już szalałem jak głupi. Mają coś niesamowitego w sobie, że potrafią w tak genialny sposób łączyć czadowość idealną do skakania, pogowania, miotania włosami, czy co tam kto lubi, z bardzo lirycznymi, poruszającymi momentami. I ten nieprawdopodobny klimat ich utworów... no potrafią oczarować publikę. Inna sprawa, że poziom koncertu to naprawdę pierwsza liga, zarówno pod względem muzycznym jak i wizualnym. Podobało mi się zachowanie Roguca na scenie, wie co ze sobą zrobić, gdy nie śpiewa - i w żadnym razie nie robi tego w sposób obciachowy (zresztą wie też co ze sobą zrobić gdy śpewa - vide końcówka schizofrenii). Reszta chłopaków też dawała radę, no ale wiadomo, że to Roguc robił tutaj za showmana. Fajne te jego gadki między utworami były, dowcipne i błyskotliwe.
Jeśli chodzi o muzykę, to było na 5+. Dobrze, że nie ograniczają się tylko do odgrywania numerów, ale też improwizują - wiadomo, że to tygryski lubią najbardziej, tym bardziej że super im to wychodzi. Druga rzecz, która jest bardzo pozytywna: publiczność skanduje "zbyszek! zbyszek!" - Coma gra Zbyszka. Na bisach skandują "sto tysięcy!" - Coma gra Sto tysięcy (a nie było tego w Krakowie z tego co widzę). Fajnie, mają ode mnie dużego plusa. Ogólnie poziomem wykonania jestem zachwycony.
No super koncercicho, co tu dużo mówić, nie spodziewałem się że aż tak dobrze się będę bawić. Gardło mam zdarte jak cholera (w ogóle nie miałem pojęcia że tyle ich tekstów na pamięć znam O_o ).
Sorry za ogólny chaos i błędy w tej relacji, ale jestem zmęczony i zdeka nawalony.
edit/ a, spomniało mi się jeszcze: oprócz Stu tysięcy, których w Karakowie nie było, zagrali też Zaprzepaszczone. Ale nie było Nie ma Joozka (jak dla mnie akurat mała strata

) i pewnie czegoś jeszcze, ale teraz nie kojarzę.