Napiszę od razu żeby było wiadomo co i jak : KONCERT FANTASTYCZNY !
Ale po kolei
Frekwencja : klub wypełniony gdzieś tak w 2/3. Tak na oko to może jakieś 600-700 osób. Czyli nie najgorzej.
Supporty :
Porta Inferi - łeeeeeee........ słabe, sztampowe, nudne. No sorry ale inaczej nie mogę. Jakoś mi się tak skojarzyło że wokalista to wygląda trochę jak Blaze Bayley. Zachowywał się na scenie również podobnie czyli jak "kozia dupa". Do tego stopnia wczuł się w rolę tejże "koziej dupy" że konferansjerkę to prowadził za niego gitarzysta. Śpiewał też lekko jak wspomniany jegomość. Tylko że ten wokalista to przypominał nie obecnego Blaze tylko tego sprzed 15 lat który udawał że jest Brucem Dickinsonem. Słabiusieńko jednym słowem.
Enforcer - jak ich zobaczyłem to mi się śmiać zachciało. Wokalista z perkusistą to 25 lat temu za sam wygląd by się do jakiegoś Poison dostali, basista wyglądał jak Malcolm Young a gitarzysta jak Phil Lynnot

Ciekawa mieszkanka, nie
No ale jak zaczęli grać to mi uśmiech politowania z twarzy zszedł a zastąpił go uśmiech że będzie dobrze. Scena była dla tych gości o jakieś 25 metrów za mała. Show przezajebiste, kupili ludzi w jednej chwili. Gonili tam i z powrotem, gitarzysta (Phil

) jedno ze swoim sol zagrał przyklejony do barierek, następne goniąc w fosie a kolejne ...... po prostu wśród ludzi.

Wskoczył w tłum, zagrał solo i wrócił na scenę. Prze kozak

Reszta muzyków nie pozostawała w tyle. Szkoda że Panowie z Porta Inferi sobie nie popatrzyli jak się gra prawdziwe koncerty tylko bratali się w tym czasie z fanami przy piwku. Mogli by się czegoś nauczyć. A gości z Enforcera to puścić przed 20 tysięczny tłum i dać im 45 minut. Efekt myślę może być jeden. Bardzo mi się podobało.
Gamma Ray.
Najpierw może secik :
Anywhere in the Galaxy
Men, Martians and Machines
The Spirit
Empathy
Fight
Gamma Ray
Money
A While in Dreamland
Land of the Free
Rebellion in Dreamland
Induction
Dethrone Tyranny
To the Metal
Somewhere Out in Space
Bisy :
Future World
Ride the Sky
Send Me a Sign
I Want Out
Przyjęcie ? Królewskie ! Jak tylko Hansen coś chciał powiedzieć to miał z tym spory problem. Skandowanie Gamma Ray nie miało końca. Muzycy od początku z bananami wypisanymi na twarzy. Po twarzy (i brzuchu

) Hansena powolutku widać zbliżające się 50 urodziny. Ale energii jak nastolatek. Podobał mi się kompletny luz u muzyków. Podobało mi się to że żywo reagowali na to czego domagał się tłum. Chociażby po Land of the Free szybciutko Kai obskoczył wszystkich muzyków i zdecydowali że zagrają teraz Rebellion in Dreamland który to początkowo miał być jednym z bisów. Bo na bis sobie umyślił Kai co innego. Ale o tym za chwilę..... Bardzo podobała mi się dłuuuuugaaaaa wersja Somewhere Out in Space którą zakończyli podstawowy program koncertu, wydłużona o popisy gitarzystów.
Na bis wyszli sobie kompletnie luzacko - Kai z piwem, Henjo z papierosem z pysku. Henjo zaczął sobie pogrywać w "Grocie Króla Gór", a Hansem mu wyciągnął papierosa z ust argumentując to tym że Henjo nie powinien palić bo to źle wpływa na jego głos

Niezrażony Henjo odpalił sobie kolejną fajkę

A zaraz po tym tak wyciął riff do Future World że buty spadają. Powinien sobie Michael Weikath pluć w brodę że 10 lat temu za mało pieniążków położył na stół i zamiast Henjo ma w zespole teraz jakieś drugo ligowego ni to gitarzystę, ni to modela, ni fotografa
Wracając do koncertu : bez zbędnego przedłużania leci Ride The Sky. Myślę sobie jak teraz poleci I Want Out to dostanę zawału. Ale się chłopaki nade mną zlitowały i odpalili Send Me a Sign. I zaczęli się żegnać tak na poważnie. Ale publika nie dawała za wygraną. Muzycy szybciutko się dogadali i jada dalej !!! Kai mówi że to coś ekstra za to że tyle na nich czekaliśmy. I jest : I Want Out.
Jak już pisałem : 120 minut. Zero oszczędzania się. Pełen luz i zabawa. Na następny koncert Gamma Ray walę w ciemno i Wam też to polecam
