Wreszcie po tygodniu od premiery a po dwóch od wycieku płyty do sieci mam w swoich rękach Final Frontier . Powstrzymałem się od odsłuchu wcześniej więc jak się można domyślać ciśnienie miałem maksymalne (koncert na szigecie jeszcze je podbił) żeby wreszcie się z tym pieroństwem zapoznać.
Po pierwszym odsłuchu moje wrażenia co do kolejnych kawałków są następujące -
- Satellite 15...The Final Frontier :
Utwór dobry , zdecydowanie przebił wcześniejsze openery z AMOLAD i DOD. Do Wicker Mana nie dobił ale może to tylko sentyment. Jedna , może głupia uwaga - chociaż bez efektów z teledysku utwór brzmi oczywiście lepiej to jednak przy ostatnim refrenie w wersji na klipie po ośmiu powtórzeniach "final frontieer" był taki fajny odgłos "HAAA" (czy coś w tym stylu

przed kolejnym wejściem Bruca Fajnie to brzmiało i nadawało dynamiki kawałkowi , niestety teraz jest czysto .
-El Dorado:
Mi się zawsze podobał a wiem , że jest tu powszechnie niezbyt lubiany .
Nie jest to siła sugestii jak to ktoś tam pisał , że sobie wmiawiam ,że Maiden to nie może być złe . Mój znajomy np z którego żaden jest fanatyk zaraz po wydaniu przez długi czas non stop słuchał tego utworu w samochodzie .
-Mother of Mercy :
Chwycił mnie ! Wydaje się być znakomity . Niby dramatyczy utwór o wojnie ale w ogóle nie w stylu zniecierpianego przeze mnie AMOLAD . Bliżej mu do X-Factor.
-Coming Home :
Po przeczytaniu opinii i porównaniu przez kogoś do Out of the Shadows bałem się , że będziemy mieli powtórkę z monumentalnej chały. Jednak numer wydaje się spoko . Pamiętam naprawdę zajebiste riffy na początek i koniec , w środku fajna ballada a la Dickinson solo. Czyli nie zbędny jak ktoś sugerował .
-The Alchemist :
Miał być killer ze 100% zawartością Maidenów w Maidenów. I jest.
-Isle of Avalon :
Tu się zaczyna ta progesja której tak się wzdrygałem . Dobrze zapamiętałem ten utwór , więcej na razie nie mam do powiedzenia
-Starblind :
Połamane riffy i skojarzenia z Infinite Dreams . Czyli tu kopiują samych siebie , jednak słuchało się naprawdę fajnie .
The Talisman i Man Who Would be King: z tych utworów nic nie zapamiętałem po pierwszym razie . Nie zrobiły na mnie wrażenia ani nie wywołały grymasu twarzy .Zobaczymy po czasie .
When The Wind Blows - Ło Matko jedyno, jako piękno kołysanko jest. Parafrazując post borysa .
Co do brzmienia i produkcji to się nie wypowiadam , bo się nie znam . Dla mnie jest w porządku . Dickinson brzmi miernie , cała reszta kapeli bez zarzutu.
Ogólnie się cieszę z albumu bo nie jest to drugi A Matter of Life And Death czyli jest progres a nie regres . Po El Dorado liczyłem na luzacki album w stylu No Prayer lub Fear , teraz już wiem że czegoś takiego nigdy już nie zrobią . Pogodziłem się z obecnym ich stylem i chcę żeby nagrywali dalej . Póki co to tyle ode mnie jak się osłucham bardziej to coś napiszę .
PS. Teksty są zdecydowanie na plus . Choć ten do When The Wind Blows to szczerze średnio mi pasuje do kawałka jak i do samego IM ale z drugiej strony chłopaki się starzeją . No cóż ...byłbym naiwny gdybym oczekiwał tekstu nawiązującego do Star Wars
