Zgodnie z obietnicą punktualnie o pierwszej w nocy z pierwszego na drugiego lutego dostałem do pobrania album. Od trzech tygodni katuję go na okrągło, i po około setce przesłuchań mogę stwierdzić: absolutne arcydzieło! Najlepszy album Saxon od czasu Lionheart i jeden z najlepszych w ogóle. Dużo, dużo lepszy od „zaledwie” dobrego Battering Ram. W dodatku: Zdecydowanie najlepszy album obecnego składu zespołu, najlepsza okładka od Inner Sanctum i jedna z najlepszych w ogóle.
Chyba jeszcze nigdy tak przyjemnie nie słuchało mi się nowego albumu zespołu z mojego absolutnego topu. Jako spójnej, satysfakcjonującej całości, od pierwszej do ostatniej sekundy. Najnowsze dzieło Saxon przynosi mi wszystko czego szukam w muzyce – pierdolnięcia, chwytliwych refrenów, fajnych melodii i inteligentnych tekstów.
Jeśli chodzi o teksty, to zdecydowanie są one mocną stroną albumu nie posiadającego stron słabych i wyrastają ponad saxonową średnią. Mamy tu parę perełek i dużo zgrabnie napisanych fraz. Każdy utwór opowiada jakąś ciekawą historię, nawet gdy mamy do czynienia z oklepanym tematem to został on potraktowany w taki sposób że aż chce się słuchać.
Niesamowite w Saxon jest to, że mimo pewnych schematów jakie przyjęli (np. instrumentalne intro, utwór tytułowy/singiel, parę szybkich kawałków, parę epickich, luźniejsze outro) wciąż potrafią zaskoczyć. Praktycznie każdy z ich ostatnich albumów czymś pozytywnie zaskakiwał (tu mamy Predator, na Battering Ram był Kingdom of the Cross, a na Sacrifice Made in Belfast).
Olympus Rising – Majestatyczne, podniosłe intro idealnie przygotowujące grunt pod mającą nadejsć petardę.
Thunderbolt – Po kilkuset w sumie przesłuchaniach numer mi się w ogóle nie znudził. Jeden z najlepszych utworów tytułowych Saxon.
Secret of Flight – Pierwsze skojarzenie: IRA – Mój Bóg. Chyba najlepszy tekst na całej płycie, o odwiecznej tęsknocie człowieka za przestworzami, z nośnym refrenem i fajnym zaśpiewem.
Nosferatu (Vampire’s Waltz) – Pierwsze skojarzenie: Deep Purple – Vincent Price. Bardzo klimatyczny utwór z sugestywnym tekstem (i perełką w postaci „Beneath the abbey vaults / We dance the vampire’s waltz”. Nośny refren który wchodzi za pierwszym razem.
They played rock n’roll – Jak już ktoś wspomniał, dużo bardziej przekonujący tribute niż ten Metalliki. A poza tym po prostu fajny, charakterystyczny numer.
Predator – Podczas kilku pierwszych przesłuchań drażnił mnie gościnny growl wokalisty Amon Amarth. Ale teraz oceniam to jako ciekawy smaczek który wypadł bardzo przekonująco. Sam numer bardzo konkretny, fajnie współgra z następnym.
Sniper – Pierwsze skojarzenie: utwór tytułowy z Sacrifice. Bardzo konkretny strzał z chwytliwym refrenem, jakby ciąg dalszy poprzedniego utworu.
Sons of Odin – Pierwsze skojarzenie Led Zeppelin – Kashmir, tudzież Dio – Holy Diver. Muzycznie i tekstowo mamy tu Saxon sięgających wyżyn epickości.
Wizard’s Tale – Kolejna epika, a w tekście nawiązanie do mojego ukochanego Mists of Avalon z Call to Arms.
Speed Merchants – bardziej udany brat-bliźniak Warriors of the Road z Sacrifice. Intro, tematyka, tempo – wszystko jest bardzo podobne. Z tą różnicą że tutaj solówka kładzie na łopatki.
Roadie’s Song – Pierwsze skojarzenie – 747 (Strangers in the night). Świetny tekst o życiu w trasie. Dużo lepszy numer niż te zamykające ostatnie albumy.
Nosferatu (Vampire’s Waltz) raw version – Jak sama nazwa wskazuje, wersja surowa, bez ozdobników. Jako że to jeden z moich ulubionych utworów na płycie, nie mam nic przeciwko jego dwukrotnemu przesłuchaniu. Fajny dodatek.
Jeśli chodzi o cenę płyty to rozsztrzał jest ogromny. Ja polecam kupno (bez)pośrednio od zespołu:
http://www.pledgemusic.com/projects/sax ... exclusives Są tam opcje na każdą kieszeń. Ja się szarpnąłem na tę już niedostępną za £200, czyli z wersją deluxe albumu na winylu i CD z autografami, limitowaną koszulką i kostkami, plus biletem wraz z meet and greet na dowolny koncert na trasie. W środę otrzymałem zamówiony pakiet, i ucieszyłem się jak dziecko.
Nie mogę się doczekać koncertu w Dreźnie 03.03. Będzie to już siódmy mój koncert Saxon, ale cieszę się jak bym miał ich widzieć po raz pierwszy. Saxon na żywo to niesamowita energia, spontaniczność i profesjonalizm, a przede wszystkim świetna zabawa. A po koncercie wystarczy odczekać godzinę przy busie zespołu by spotkać chłopaków. Nigdy nie odmawiają rozmowy, zdjęć, autografów i czego tam jeszcze, tylko cierpliwe znoszą niekiedy duże grupy fanów, nawet na sporym mrozie jak ostatnio w Warszawie. Parokrotnie miałem okazję dłuższej rozmowy z chłopakami i odniosłem wrażenie że są to normalni, fajni ludzie.