To teraz czas na kilka słów recenzji ode mnie. Jaki był ten... weekend? Fantastyczny. Trzy świetne koncerty, miłe towarzystwo. Czego chcieć więcej (może poza lepszą drogą powrotną do domu)? Ale po kolei.
piątek, Katowice
Nie było łatwo się wyrobić wyjeżdżając po 14 z Warszawy i jeszcze odstawiając po drodze dzieci do dziadków, więc dotarliśmy dopiero na
Kruka (i niektórzy musieli na nas czekać

), który jak zwykle zagrał na wysokim poziomie. Jak to w przypadku Piotrka Brzychcego nie mogło zabraknąć coverów Blackmore'a. Cieszy duża ilość polskojęzycznych numerów w secie.
Koncert
Turbo bardzo przebojowy, rozpoczęty Ostatnim Wojownikiem, ale później poleciały głównie największe hity (zdjęcie setlisty wrzuciłem na koniec posta). Dobry dźwięk i dobra forma zespołu zapowiadały udany weekend. Publiczność raczej starsza (czułem, że zaniżamy średnią), ale przyjęcie było dobre.
sobota, Kraków
Ta impreza miała zupełnie inny charakter. Publiczność zdecydowanie młodsza niż w Katowicach, thrashowa robiła młyn i rozpiedziel od początku (w zasadzie dotarliśmy na Alastora, więc nie wiem co było wcześniej), jednego gościa ochrona wyrzuciła na początku Wolfspidera (a powinna wcześniej). Z oglądanych koncertów: Alastor - łaskawie pominę ten występ milczeniem,
Wolfspider - zdecydowanie wolę nową płytę niż stare, ostrzejsze kawałki, ale wszystkiego słuchało mi się dobrze. Cieszę się, że wreszcie udało mi się ich posłuchać. Jakby dotarli kiedyś do Warszawy, to pewnie się wybiorę. Jasiek Popławski bardzo fajnie na wokalu.
Turbo - tutaj koncert był zupełnie inny niż dzień wcześniej. Zaczęło się ostro - cały Ostatni Wojownik. Po tytułowym utworze, zmęczony smrodem heavy metalu, przeniosłem się na balkon do Krusejdera i wróciłem na dół dopiero na koniec. Poza Wojownikiem znowu poleciały największe hity, ale raczej ich ostrzejsza część. Po outro Wojtek z Tomkiem wrócili na scenę i zagrali/zaśpiewali jeszcze Jaki Był Ten Dzień. W stosunku do setlisty, którą udało mi się podpatrzeć były dwie zmiany - doszły dwa utwory, m.in. Mówili Kiedyś, a zniknęło Jaki Był Ten Dzień, który ostatecznie i tak usłyszeliśmy (przynajmniej ci, którzy nie wyszli z sali od razu po puszczeniu outro).
niedziela, Staszów
Do Staszowa pojechaliśmy po drodze do domu, zakładając, że koncert się nie wyprzedał. Udało nam się kupić dwa bilety z boku w pierwszym rzędzie. To był szok, koncert był siedzący. Publiczność wiekowa. Myślę, że większość była w wieku moich rodziców.
Steel Velvet zagrał poprawny koncert, ale bez fajerwerków. Ich poprzednie koncerty wspominam zdecydowanie lepiej. Z drugiej strony przyjęcie mieli raczej chłodne. Skromne brawa po utworach, wszyscy siedzą w bezruchu - my z żoną oczywiście machaliśmy łbami i rękami, drąc ryje, ale jakoś nie zdecydowaliśmy, żeby jako pierwsi stanąć bezpośrednio przed sceną. Dopiero na ostatnim numerze wpadło tam kilku miejscowym metali-ziomali, więc do nich dołączyliśmy. A dostaliśmy od chłopaków taki set (sorki, że nie ostry):
Na
Turbo już porządnie staliśmy pod sceną, śpiewając i machając głowami. Koncert podobny do pierwszego. Poniżej "wspólna" setlista: wojownik + oryginalny wydruk to lista z Katowic, korekty były grane w Staszowie. Jak już pisaliśmy z Sardim wcześniej nie zagrali z tego tylko Bogini Chaosu. Fajnie, że wstawili Smak Ciszy, bo nie miałem jeszcze okazji słyszeć go na żywo. Z dźwiękiem niestety nie było idealnie. Słychać było nieźle, ale lewy głośnik buczał (jak przeniosłem się na środek sceny przestało mi to przeszkadzać) i kilka razy przerwał granie. Na osobne zdanie "zasłużyła" publiczność. Jakim trzeba być !$#*%^&, żeby nie ruszyć dupy z krzesła nawet jak zespół się kłania po koncercie. Dopiero jak Turbo wróciło na bis i zaczęło grać Dorosłe Dzieci, to większość wstała. Chociaż trafiło się dwóch gości, którzy twardo siedzieli w pierwszym rzędzie do samego końca i drugiego zejścia zespołu ze sceny.
Jakieś 15 minut po wyjściu publiczności zespół wyszedł z garderoby i można było zamienić parę słów, zrobić sobie fotkę i zdobyć autograf. Bardzo miłe było jak Struszczyk przywitał moją żonę stwierdzając, że widzi ją trzeci dzień z rzędu "pod barierką"

A poza tym spotkanie z zespołem zaowocowało m.in. takimi pamiątkami:
Pozdrowienia dla Lando, Krusejdera i Sardiego. I do zobaczenia na kolejnych koncertach (nie tylko Turbo).
EDIT: Na koniec jeszcze ciekawostka, bo właśnie spojrzałem na swoje bilety z Katowic i Krakowa - kupowane w środę przed koncertami. Na bilatach z Katowic mam napisane "miejsce stojące 47" / "miejsce stojące 48", a na biletach z Krakowa "miejsce stojące 1002" / "miejsce stojące 1003".