Kilka dni już minęło od premiery, jednak nie za bardzo wcześniej miałam czas napisać recenzję. Ale przynajmniej miałam okazję dobrze się już osłuchać z nowym materiałem.
Jestem naprawdę bardzo zadowolona. Przed przesłuchaniem, wieczorem 15.07 przeczytałam kilka opinii na forum i wywołały one we mnie spore obawy, bo większość była niepochlebna, typu wyjątkowe gówno. Bałam się czegoś bardzo słabego, wyobrażałam sobie drugi The Angel and the Gambler albo coś milion razy gorszego od najsłabszych kawałków z ostatnich płyt, z piejącym Dickinsonem, zwiędniętymi gitarami i totalnie bez pomysłu i polotu. Natomiast otrzymałam coś, co mocno spodobało mi się już od pierwszych chwil! I nie jestem tym typem fanki, która skacze z zachwytu za każdym syfem tylko dlatego, że wyszedł z rąk ulubionego zespołu. Naprawdę przypadł mi do gustu od pierwszych sekund i całościowo od pierwszego przesłuchania.
Początkowe sekundy kojarzą mi się trochę z Fire Child z solowej twórczości Dickinsona (choć z kolei reszta FC, głównie refreny i wokal, kojarzy mi się bardziej z Out of the Shadows), a jednocześnie z If Eternity Should Fail za sprawą tego długo rozwijającego się wstępu (choć muzycznie to dwa światy). Za jego sprawą ten utwór pasuje mi na openera i nawet spekulowałam, że właśnie on będzie otwierał płytę.
Długość i tempo nietypowe na singla, w znaczeniu tego słowa, które kojarzy nam się z nim gdy je słyszymy: utwór krótki, zwarty i na temat - typowy konkretny strzał. Ale wiadomo, Ironi przyzwyczaili nas już do zupełnie innego stylu singli, u nich mogą być one trochę bardziej rozwleczone, mniej konkretne, jak również mało reprezentatywne dla całego albumu. The Writing on the Wall nie jest ani za szybki, ani za wolny. Po pierwszym przesłuchaniu wydawał mi się trochę zbyt rozwleczony przy końcu, ale to minęło po bliższym, dokładniejszym zapoznaniem się z muzyczną treścią, chociaż dalej uważam, że pomiędzy refrenami pod koniec mogłoby coś jeszcze być. Mogłoby, ale tak jak jest też jest świetnie, więc może jednak nie warto byłoby już nic zmieniać? Pozostaje tylko pytanie, jak tym razem singiel będzie się miał do płyty? Czy Ironi kontynuują trend z poprzednich lat i płyt, i wypchnęli na singiel "najsłabszy" utwór z płyty, czy może będzie jak w przypadku np. The Reincarnation of Benjamin Breeg, gdzie okazał się on jednym z najlepszych utworów na płycie? (Oczywiście wg mnie - cały ten tekst to tylko moja prywatna opinia. A Benjamin też był nietypowy jak na kawałek promujący płytę). Mam nadzieję, że to pierwsze lub żeby płyta była na tym samym poziomie. Wtedy będę bardzo zadowolona, chociaż przyznam, że tytuł płyty i piosenek mnie trochę przeraziły i wywołały obawy. Jednakże nie ma co gdybać chyba, skoro jeszcze nie słyszałam płyty. We wrześniu poznamy prawdę
Wcześniej pisaliście o tym, kto lubi np. El Dorado i Speed od Light, a kto lubi TWOTW - ja akurat lubię tę pierwszą, choć przyznam, że na The Final Frontier jest sporo lepszego materiału i nie jest w moim top płyty, a ze Speed miałam tak, że gdy go odsłuchiwałam pierwsze kilka razy w sierpniu 2015 to trochę mnie zawiódł, niby fajny, ale coś mnie w nim uwierało, nie mogłam przyzwyczaić się do zwrotek i najbardziej lubiłam ten motyw znany wcześniej jako chyba 13- lub 14-sekundowa zajawka, natomiast z czasem zaczęłam przekonywać się coraz bardziej i bardziej, aż finalnie bardzo go lubię, jednak nadal uważam za jedno z najsłabszych ogniw na albumie (ale to też może dlatego, że TBoS trzyma naprawdę wysoki poziom i jest tym, co idealnie trafia w moje gusta).
No dobra, wracam do tematu TWoTW. Zakochałam się w motywie przewodnim, który przewija się przez cały utwór. Naprawdę porwał mnie, strasznie mi się podoba i sprawia, że nie mogę usiedzieć spokojnie. Bardzo podobają mi się solówki i cała linia melodyczna. Kupił mnie ten kowbojsko- pustynny klimat. Niby utwór jakby trochę mało maidenowy, w tym sensie, że jest to trochę coś innego niż znamy z wcześniejszych dokonań, ale jednocześnie melodie są bardzo maidenowe. Może inaczej - nie było wcześniej tego typu klimatu, tak jak przed 16 płytą nie było motywu-klimatu Majów ze Speed of Light (choć cała piosenka nie miała z nimi za wiele wspólnego) oraz tego z If Eternity Should Fail. Dobrze, że w wersji audio nie ma tej przeciągniętej końcówki i utwór kończy się już w tym momencie, w którym powinien. Mimo wszystko całość ja bardzo szybko i nawet te ponad 7 minut mija w mgnieniu oka, tak, że na ślepo bym powiedziała, że trwa 4-5 minut.
Wokal Dickinsona jest tutaj dużo lepszy niż na większości The Final Frontier, dobrze, że nie jest taki piejący. Bruce nie powinien śpiewać wysoko, bo zdecydowanie nie brzmi to dobrze. Jednak w paru momentach lekko zawodzi, mógłby zejść trochę niżej, zwłaszcza na fragmencie "Can you see the riders on the storm? Can you see them riding? Can you see them riding?" trochę mnie to razi. No ale i tak jak na wiek, wyeksploatowanie i przebytą chorobę brzmi naprawdę bardzo dobrze. Albo po prostu bardzo lubię jego barwę głosu i automatycznie przymykam oko na niedociągnięcia - a trzeba pamiętać, że żadnym specem od technicznej strony nie jestem. Strasznie mi się podobają końcówki refrenów, jak Bruce wyśpiewuje frazę "ride on next to you" - za pierwszym razem lubię tego lekkiego pazura, a na koniec barwa głosu jest fenomenalna, taka, jak bardzo lubię.
Chyba jeszcze nikt nie komentował tekstu. Mi się on również bardzo spodobał, czuć tutaj rękę Dickinsona, a jego teksty zawsze do mnie przemawiają.
Teledysk, hmm. Nie lubię animowanych teledysków i takiego stylu, totalnie nie moje klimaty, nie mój styl. Z tego typu wynalazków spodobał mi się tylko (ku mojemu własnemu zaskarżeniu!) klip do Speed of Light. Jednak doceniam i szanuję za stworzenie spójnej, nawet ciekawej historyjki. Kicz na całego, ale czy to nie z tego słyną Maideni?
Okładka kompletnie mi się nie podoba. Uważam ją za okropną porażkę, najsłabszy punkt tego radosnego obrazka pod tytułem nowy singiel Iron Maiden. Nie trafił do mnie styl grafiki i ten Edek jakiś taki... Nie edkowy. Nijaki. Szczerze mówiąc, w ogóle mi się to nie kojarzy z tym zespołem. Mimo wszystko mało mnie to boli, bo nie słucham przecież okładki tylko muzyki. I na obrazek wcale nie muszę patrzeć. Najbardziej liczy się dla mnie treść muzyczna.
Reasumując, jest dobrze. A nawet bardzo dobrze. Ironi mają w swojej dyskografii lepsze utwory, ale porównywanie tego z innymi jest trochę bez sensu, bo ciężko mi zestawiać ze sobą piosenki o różnych klimatach, bo każdą lubię za coś innego i w inny sposób do mnie trafia, tak samo jak uwielbiam Empire of the Clouds, If Eternity Should Fail, The Alchemist, Journeyman, Strange World i Como Estais Amigos i każdą oceniam na 10/10, mimo, że każda się różni od siebie. The Writing on the Wall również dostaje ode mnie najwyższą notę. Ciągle mam ochotę go słuchać. Przez te parę dni już naprawdę wiele razy gościł na moich odtwarzaczach i na pewno szybko nie pójdzie w odstawkę.
Z niecierpliwością czekam na premierę płyty.