Re: Big Survivor komentarze
: wt lut 12, 2019 1:45 pm
Do kiedy 2006?
Polski Fan Klub Iron Maiden
https://sanktuariumfc.org/forum/
Wildfire jest bardzo dobra. Zaraz po tym jak wyszła kupiłem i słuchałem na okrągło. Podejrzewam że naraże się tu co niektórym ale uważam ich ostatni krążek Wildfire za najlepszą płytę w dorobku tego zespołu.Felcio pisze: ↑pn lut 11, 2019 11:57 pmDestroyer 666 po wydaniu dema z 1994 roku Six Songs with the Devil i ep Violence Is the Prince of This World stał się symbolem i wykładnią dla całej rzeszy zespołów black i thrash metalowych, które debiutowały po 1995 roku. A ich pierwszy album wydany w 1997 Unchain the Wolves był niedoścignionym wzorem, albumem, który robił setkom muzyków black i thrash na świecie jako klęcznik. Niezaprzeczalnie wyjątkowy zespół, który otworzył furtki wszystkim młodym zespołom, które chciały grac thrash i black metal w starym stylu, ale jednocześnie chciały zrobić coś nowego. Ostatnia płyta Wildfire tylko potwierdza ich klase.LukaSieka pisze: ↑pn lut 11, 2019 11:32 am Destroyer 666 był na trzech koncertach w Polsce, w 2016 roku i dwa były wyprzedane. Na Metalmanii w zeszłym roku tez pod sceną było konkretnie. Widać było na jaką kapele w dużej mierze ludzie czekali. Jeden z najlepszych koncertów tamtego dnia.
A czy Destroyer 666 to nic nie znaczący zespół? . Tu bym polemizował, bo większa cześć zespołów ze sceny black/thrash wywodząca się z drugiej połowy lat 90tych, aż do teraz sie nimi inspiruje, ale generalnie ani thrash ani black metalu nie wymyślili, więc pewnie nic ten Destroyer 666 nie znaczy
.
A poza oczywistymi skojarzeniami typu Manilla Road i Black Sabbath, dostrzegł z was ktoś wpływy Jethro Tull na Mythical & Magical ?AncientMariner pisze: ↑pn lut 11, 2019 6:40 pmPrzyznam się bez bicia że Pagan Altar traktowałem do tej pory troche po macoszemu. Znałem pierwsze dwie płyty ale wydawały mi się zawsze tylko jakby kopią Black Sabbath i zespołów grających w tym stylu. Wczoraj zapusciłem sobie Mythical & Magical i mnie rozwaliło. Ta płyta jest perfekcyjna. Jest na niej wszystko to co uwielbiam w starym epickim heavy metalu. Ciekawy jest fakt ze na tej płycie jest wszystko to co grał Cirith Ungol albo Manilla Road po trzeciej płycie. Jest tyle fantastycznych momentów, jest idealnie wyważona, jest bezbłędna. Samhein, The Cry of the Banshee, The Sorcerer i The Erl King to moje ulubione tracki. Od wczoraj słuchałem 6 razy tej płyty. Genialny krążek! Puszczałęm też sobie trzy albo cztery utwory z następnej płyty The Room of Shadows, ale słychać, że wrócili na niej totalnie do stylu z dwóch poprzednich płyt. Jest zdecydowanie o wiele bardziej doomowato i sabbathowato. Na razie zostanę przy Mythical & MagicalLukaSieka pisze: ↑sob lut 09, 2019 10:39 pm Najdziwniejszy jest fakt, że gdyby nie Pagan Altar to nie byłoby takich kapel jak Manilla Road, Cirith Ungol, Witchfinder General, Witchfynde, Count Raven. Przynajmniej nie w takiej postaci... Tak czy siak mam nadzieje, że w przyszłych rocznikach też wejdą chociaż do pierwszej dziesiątki, bo na pewno na to zasługują.
Zdecydowanie. Słyszę tam też Wishbone Ash na przykład.Felcio pisze: ↑czw lut 14, 2019 1:21 pmA poza oczywistymi skojarzeniami typu Manilla Road i Black Sabbath, dostrzegł z was ktoś wpływy Jethro Tull na Mythical & Magical ?AncientMariner pisze: ↑pn lut 11, 2019 6:40 pmPrzyznam się bez bicia że Pagan Altar traktowałem do tej pory troche po macoszemu. Znałem pierwsze dwie płyty ale wydawały mi się zawsze tylko jakby kopią Black Sabbath i zespołów grających w tym stylu. Wczoraj zapusciłem sobie Mythical & Magical i mnie rozwaliło. Ta płyta jest perfekcyjna. Jest na niej wszystko to co uwielbiam w starym epickim heavy metalu. Ciekawy jest fakt ze na tej płycie jest wszystko to co grał Cirith Ungol albo Manilla Road po trzeciej płycie. Jest tyle fantastycznych momentów, jest idealnie wyważona, jest bezbłędna. Samhein, The Cry of the Banshee, The Sorcerer i The Erl King to moje ulubione tracki. Od wczoraj słuchałem 6 razy tej płyty. Genialny krążek! Puszczałęm też sobie trzy albo cztery utwory z następnej płyty The Room of Shadows, ale słychać, że wrócili na niej totalnie do stylu z dwóch poprzednich płyt. Jest zdecydowanie o wiele bardziej doomowato i sabbathowato. Na razie zostanę przy Mythical & MagicalLukaSieka pisze: ↑sob lut 09, 2019 10:39 pm Najdziwniejszy jest fakt, że gdyby nie Pagan Altar to nie byłoby takich kapel jak Manilla Road, Cirith Ungol, Witchfinder General, Witchfynde, Count Raven. Przynajmniej nie w takiej postaci... Tak czy siak mam nadzieje, że w przyszłych rocznikach też wejdą chociaż do pierwszej dziesiątki, bo na pewno na to zasługują.
No właśnie, bo już myślałem, ze tylko ja tam słyszę Jethro Tull w niektórych kawałkach i Wishbone Ash.Zdan pisze: ↑czw lut 14, 2019 2:16 pmZdecydowanie. Słyszę tam też Wishbone Ash na przykład.Felcio pisze: ↑czw lut 14, 2019 1:21 pmA poza oczywistymi skojarzeniami typu Manilla Road i Black Sabbath, dostrzegł z was ktoś wpływy Jethro Tull na Mythical & Magical ?AncientMariner pisze: ↑pn lut 11, 2019 6:40 pm Przyznam się bez bicia że Pagan Altar traktowałem do tej pory troche po macoszemu. Znałem pierwsze dwie płyty ale wydawały mi się zawsze tylko jakby kopią Black Sabbath i zespołów grających w tym stylu. Wczoraj zapusciłem sobie Mythical & Magical i mnie rozwaliło. Ta płyta jest perfekcyjna. Jest na niej wszystko to co uwielbiam w starym epickim heavy metalu. Ciekawy jest fakt ze na tej płycie jest wszystko to co grał Cirith Ungol albo Manilla Road po trzeciej płycie. Jest tyle fantastycznych momentów, jest idealnie wyważona, jest bezbłędna. Samhein, The Cry of the Banshee, The Sorcerer i The Erl King to moje ulubione tracki. Od wczoraj słuchałem 6 razy tej płyty. Genialny krążek! Puszczałęm też sobie trzy albo cztery utwory z następnej płyty The Room of Shadows, ale słychać, że wrócili na niej totalnie do stylu z dwóch poprzednich płyt. Jest zdecydowanie o wiele bardziej doomowato i sabbathowato. Na razie zostanę przy Mythical & Magical
Muszę się z kolegą zgodzić, dołożyłbym jeszcze Virtual XI, ale jeśli chodzi o całość dyskografii to dla mnie nowe Maiden - czytaj po 2000 roku - to niestety nudne płyty. Nie słuchałem ich sto lat, na półce sobie leżą i rozmawiają z kurzem.
Tak jak napisałeś "co kraj, to obyczaj". Bo dla mnie "Kiss Of Death" jest niemiłosiernie mocna. Dałem ją na drugim miejscu u siebie. A "A Matter Of Life And Death" nie ma do tej płyty kompletnie startu. Mimo, że uwielbiam Iron Maiden to uważam ją za jedną ze słabszych płyt obok "The Final Frontier" i "Dance Of Death".Cold pisze: ↑pt lut 15, 2019 10:05 pm "co kraj, to obyczaj".
Trudno jednak pojąć, że przeciętna i raczej wyjałowiona z pomysłów (poza świetnymi Trigger i Going Down oraz do strawienia balladą God Was Never...) "Kiss Of Death" ekipy Lemmy'ego to płyta przewyższająca AMOLAD z takimi killerami jak: Kolorki, Brighter Than..., For The Greater... czy The Legacy.