The Final Frontier - opinie na temat nowego albumu Maiden
Moderator: Administracja i Moderacja SanktuariuM
Re: The Final Frontier - opinie na temat nowego albumu Maiden
Witam wszystkich,
To jest mój pierwszy post na tym forum. Nie planowałem uczestnictwa w forum Sanktuarium
jednakże po przesłuchaniu najnowszej płyty zainteresowały mnie opinie innych fanów a po przeczytaniu wypowiedzi odczułem potrzebe wypowiedzenia swojego zdania na temat najnowszych poczynań zespołu. Na wstępie powiem,że cięzkiej muzy słucham od około 10 lat.
Przechodziłem okesy fascynacji deathem,blackiem,hardrockiem, jazzem, flamenco i tak jak od samego początku kiedy byłem dzieciakiem Iron Maiden było moja kapelą No. 1 tak po tym czasie utwiedziłem sie w przekonaniu ,że jest to moja ulubiona kapela która jak najbardziej zasługuje na miano "żywej legedndy " jednak po przesłuchaniu TFF słowo które pierwsze przychodzi mi na myśl z ogromnym bólem serca to: porażka..
Musiałem sie zmuszać ,zeby przesłuchać ta płyte do końca bo raz mnie zanudzała raz drażniła.
Ktoś może powiedzieć " nie podoba sie to kurwa nie słuchaj i nie pierdol " i nie pisał bym własnie swoich przemyśleń gdyby nie wypowiedzi które tu przeczytałem gloryfikujące ten album a nawet porównujące do płyt z tal 80tych.. Ludzie czy wyście słuch stracili czy co jest granie ?! bo to jest poza moim zasięgiem. Ja rozumiem ,ze tak jak ja kochacie Iron Maiden ale czemu nie chcecie dopuścic do siebie ,ze Iron Maiden mogło popełnić porażkę ?Trzeba spojrzeć prawdzie w oczy a nie okłamywać samych siebie ,że z zespołem "świetośćią" jest dobrze ,jest źle a nawet bardzo. Ten album przedewszystim pozbawiony jest kreatywności, pełen nieczystego wycia Dickinsona,(który to śpiewa jakby mu ktoś kazał na siłe ; porównajcie sobie linie melodyczną wokalu z wcześniejszych płyt ,nawet z DoD , tu w każdym utworze śpiewa jakby bez pomysłu na wokal,w każdym utworze wycie bez ładu i składu ) a co najgorsze zawiera autoplagiaty : Coming Home - The Pilgrim , The Talisman - Legacy. I niech nikt mi tu nie mówi o żadnych nawiązaniach. Takie rażące podbieństwa nadają sie do nadania nazwy Legacy part II ( The Talisman) a nie udawania ,ze robi sie nowy utwór.. ja pierdole..
Przypomniała mi sie niedawno wypowiedz Harrisa po nagraniu DoD " jesteśmy z tej płyty cholernie dumni " i to własnie było słychac na tamtej płycie, zaanagażowanie,pasje choć już wtedy muzyczna kreatywnosc zaczeła słabnąć porównójąc z poprzednią płytą BNW - to jeszcze było czego słuchać z AMOLED podobnie
natomiast czy ktoś czytał wypowiedż po nagraniu tej płyty " chyba wyszło ok ? " bodajże Murraya .. dla mnie porównując tą wypowiedz z tą z DoD rzuca sie obraz braku przekoniania samych muzyków co do tego "dzieła" hmm..zrezygnowania ?
I niech mi nikt nie pisze "posłuchaj więcej razy ta płyte to ci sie spodoba", przesłuchałem już sporo i jak moje zdanie było krytyczne takie pozostanie.
Reasumując, powiem dosadnie Iron Maiden się skończyło , powiem więcej z bólem serca Iron Maiden zaczeło sie sprzedawać i ...szmacić.
Ja rozumiem ,że muzyk ma prawo sie wypalić artystycznie co jest często spotykanie i w zupełności normalne natomiast pytaniem jest co dany artysta zrobi w tym momencie. Czy stwiedzi ,że "to jest moment żeby zejść z honorem ze sceny" czy będzie nagrywał dalej na siłe bo wie ,że fanatycy i tak polecą z jęzorem na wierzchu po płyte nawet jak nagra na CD swoje odgłosy z klozetu. I niech mi nikt nie pieprzy bzdur ,że zaczeli grać bardziej progresywnie dlatego płyta może być trudniejsza w odbiorze to nie jest progres tylko regres..
Najlepszym dla mnie potwierdzeniem swojej opini jest wypowiedz samego Dickinsona,który
na zarzut ,że El Dorado jest słabe odparł ,że to przez to ,że słuchał na iPodzie..
Co ma kurwa piernik do wiatraka ? To typowe bezczelne i zwyczajnie debilne próbowanie zamknięcia ust osobie która słusznie dostrzegła ,ze El Dorado jest żadne. Ja równiez mam zbocznie na punkcie jakości dzwięku ale nawet TFF na zestawie HiEnd za 200tys niezyska u mnie nic..
Nie mam ochoty rozdrabiać się na takie "detale" jak kwestia solówek czy realizacji nagrania bo to już zostało przmaglowane na tym forum jak widziałem. Chciałem
porozmawiąć o całokształcie i stosunku zespołu do fanów bo jak widze porównania tej płyty do SiT to ja sie za głowe łapie i biore takie wypowiedzi za sorry niedorzeczne.
Założe się gdyby jeden z mniejszych hitów z BNW (choć swietny numer) Mercenary
znalazł sie na tej płycie stałby sie najlepszym numer na tym rekordzie.
Po ostatniej płycie spodziewałem sie rychłego końca Ironów ,ze względu na naturalne wypalenie twórcze,które zaczeło następować ale nigdy w życiu ,że mój kochany band zacznie robić fanów w chuja wydając płytę zrobioną na siłe na odwal wiedząc ,że i tak posłuszni fani ją kupią więc zarobią na niej korcie.... a jeszcze mniej,ze frontman będzie beształ próby słusznej krytyki :/ bardzo to przykre dla mnie i ze smutkiem to pisze ale czytając te wszystkie marzycielskie komentarze uznałem,że trzeba zaznaczyć swój punkt widzenia bo zaczęła sie robić jakaś ułuda..
Jeśli ktoś poczuł sie urażony tą wypowiedzią to przepraszam nie to miałem na celu.
Wiem ,że cięzko jest pogodzić sie z upadkiem gwiazdy tymbardziej zrozumieć ,ze Ci których muzyke kochamy próbują oszukiwać ale na to wychodzi. Cóż trzeba to zaakceptować (jak np upadek Metallici) i iść do przodu. Ja już to zrobiłem i szczerze
polecam tym zaślepionym w tę płytę .
To jest mój pierwszy post na tym forum. Nie planowałem uczestnictwa w forum Sanktuarium
jednakże po przesłuchaniu najnowszej płyty zainteresowały mnie opinie innych fanów a po przeczytaniu wypowiedzi odczułem potrzebe wypowiedzenia swojego zdania na temat najnowszych poczynań zespołu. Na wstępie powiem,że cięzkiej muzy słucham od około 10 lat.
Przechodziłem okesy fascynacji deathem,blackiem,hardrockiem, jazzem, flamenco i tak jak od samego początku kiedy byłem dzieciakiem Iron Maiden było moja kapelą No. 1 tak po tym czasie utwiedziłem sie w przekonaniu ,że jest to moja ulubiona kapela która jak najbardziej zasługuje na miano "żywej legedndy " jednak po przesłuchaniu TFF słowo które pierwsze przychodzi mi na myśl z ogromnym bólem serca to: porażka..
Musiałem sie zmuszać ,zeby przesłuchać ta płyte do końca bo raz mnie zanudzała raz drażniła.
Ktoś może powiedzieć " nie podoba sie to kurwa nie słuchaj i nie pierdol " i nie pisał bym własnie swoich przemyśleń gdyby nie wypowiedzi które tu przeczytałem gloryfikujące ten album a nawet porównujące do płyt z tal 80tych.. Ludzie czy wyście słuch stracili czy co jest granie ?! bo to jest poza moim zasięgiem. Ja rozumiem ,ze tak jak ja kochacie Iron Maiden ale czemu nie chcecie dopuścic do siebie ,ze Iron Maiden mogło popełnić porażkę ?Trzeba spojrzeć prawdzie w oczy a nie okłamywać samych siebie ,że z zespołem "świetośćią" jest dobrze ,jest źle a nawet bardzo. Ten album przedewszystim pozbawiony jest kreatywności, pełen nieczystego wycia Dickinsona,(który to śpiewa jakby mu ktoś kazał na siłe ; porównajcie sobie linie melodyczną wokalu z wcześniejszych płyt ,nawet z DoD , tu w każdym utworze śpiewa jakby bez pomysłu na wokal,w każdym utworze wycie bez ładu i składu ) a co najgorsze zawiera autoplagiaty : Coming Home - The Pilgrim , The Talisman - Legacy. I niech nikt mi tu nie mówi o żadnych nawiązaniach. Takie rażące podbieństwa nadają sie do nadania nazwy Legacy part II ( The Talisman) a nie udawania ,ze robi sie nowy utwór.. ja pierdole..
Przypomniała mi sie niedawno wypowiedz Harrisa po nagraniu DoD " jesteśmy z tej płyty cholernie dumni " i to własnie było słychac na tamtej płycie, zaanagażowanie,pasje choć już wtedy muzyczna kreatywnosc zaczeła słabnąć porównójąc z poprzednią płytą BNW - to jeszcze było czego słuchać z AMOLED podobnie
natomiast czy ktoś czytał wypowiedż po nagraniu tej płyty " chyba wyszło ok ? " bodajże Murraya .. dla mnie porównując tą wypowiedz z tą z DoD rzuca sie obraz braku przekoniania samych muzyków co do tego "dzieła" hmm..zrezygnowania ?
I niech mi nikt nie pisze "posłuchaj więcej razy ta płyte to ci sie spodoba", przesłuchałem już sporo i jak moje zdanie było krytyczne takie pozostanie.
Reasumując, powiem dosadnie Iron Maiden się skończyło , powiem więcej z bólem serca Iron Maiden zaczeło sie sprzedawać i ...szmacić.
Ja rozumiem ,że muzyk ma prawo sie wypalić artystycznie co jest często spotykanie i w zupełności normalne natomiast pytaniem jest co dany artysta zrobi w tym momencie. Czy stwiedzi ,że "to jest moment żeby zejść z honorem ze sceny" czy będzie nagrywał dalej na siłe bo wie ,że fanatycy i tak polecą z jęzorem na wierzchu po płyte nawet jak nagra na CD swoje odgłosy z klozetu. I niech mi nikt nie pieprzy bzdur ,że zaczeli grać bardziej progresywnie dlatego płyta może być trudniejsza w odbiorze to nie jest progres tylko regres..
Najlepszym dla mnie potwierdzeniem swojej opini jest wypowiedz samego Dickinsona,który
na zarzut ,że El Dorado jest słabe odparł ,że to przez to ,że słuchał na iPodzie..
Co ma kurwa piernik do wiatraka ? To typowe bezczelne i zwyczajnie debilne próbowanie zamknięcia ust osobie która słusznie dostrzegła ,ze El Dorado jest żadne. Ja równiez mam zbocznie na punkcie jakości dzwięku ale nawet TFF na zestawie HiEnd za 200tys niezyska u mnie nic..
Nie mam ochoty rozdrabiać się na takie "detale" jak kwestia solówek czy realizacji nagrania bo to już zostało przmaglowane na tym forum jak widziałem. Chciałem
porozmawiąć o całokształcie i stosunku zespołu do fanów bo jak widze porównania tej płyty do SiT to ja sie za głowe łapie i biore takie wypowiedzi za sorry niedorzeczne.
Założe się gdyby jeden z mniejszych hitów z BNW (choć swietny numer) Mercenary
znalazł sie na tej płycie stałby sie najlepszym numer na tym rekordzie.
Po ostatniej płycie spodziewałem sie rychłego końca Ironów ,ze względu na naturalne wypalenie twórcze,które zaczeło następować ale nigdy w życiu ,że mój kochany band zacznie robić fanów w chuja wydając płytę zrobioną na siłe na odwal wiedząc ,że i tak posłuszni fani ją kupią więc zarobią na niej korcie.... a jeszcze mniej,ze frontman będzie beształ próby słusznej krytyki :/ bardzo to przykre dla mnie i ze smutkiem to pisze ale czytając te wszystkie marzycielskie komentarze uznałem,że trzeba zaznaczyć swój punkt widzenia bo zaczęła sie robić jakaś ułuda..
Jeśli ktoś poczuł sie urażony tą wypowiedzią to przepraszam nie to miałem na celu.
Wiem ,że cięzko jest pogodzić sie z upadkiem gwiazdy tymbardziej zrozumieć ,ze Ci których muzyke kochamy próbują oszukiwać ale na to wychodzi. Cóż trzeba to zaakceptować (jak np upadek Metallici) i iść do przodu. Ja już to zrobiłem i szczerze
polecam tym zaślepionym w tę płytę .
Re: The Final Frontier - opinie na temat nowego albumu Maiden
Taurus, nawet się nie wysilę na komentarz. Za dużo k...., a za mało sensu.
- Dark_noldor
- -#Prodigal son

- Posty: 44
- Rejestracja: śr sie 18, 2010 6:02 pm
- Skąd: Kraków
Re: The Final Frontier - opinie na temat nowego albumu Maiden
To są Twoje odczucia i tak jak ja szanuję Twoje zdanie (chociaż szczerze mówiąc mogłeś okrasić je nieco bardziej przystępnym słownictwem:P ) tak Ty powinieneś uszanować to że inni inaczej odbierają to co Ironi teraz robią. Nie wiem dlaczego dziwi Cię że inni mają inne zdanie niż Ty - jedni słuchają Eminema inni Dimmu Borgir...i nie sądzę żeby jedni byli w stanie zrozumieć drugich "jak można tego słuchać" (Choć zdarzają się pewnie wyjątkiTaurus pisze:Ludzie czy wyście słuch stracili czy co jest granie ?! bo to jest poza moim zasięgiem. Ja rozumiem ,ze tak jak ja kochacie Iron Maiden ale czemu nie chcecie dopuścic do siebie ,ze Iron Maiden mogło popełnić porażkę ?Trzeba spojrzeć prawdzie w oczy a nie okłamywać samych siebie ,że z zespołem "świetośćią" jest dobrze ,jest źle a nawet bardzo.
Reasumując - masz swoje zdanie - ok, wyraź je, po to miedzy innymi tu jesteś
Pozdrawiam i życzę miłego słuchania przynajmniej tych płyt które lubisz
Noldor, blood is on yours hands
Re: The Final Frontier - opinie na temat nowego albumu Maiden
... zawsze można przechowywać w oryginalnym opakowaniu tj. w tym wytłaczanym przezroczystym plastiku.
Re: The Final Frontier - opinie na temat nowego albumu Maiden
Heh... znam to. Ja miałem takie same odczucia po A Matter..., więc rozumiem co chcesz przekazać. Też byłem totalnie załamany owym albumem i mimo wielu prób, nie trawię go do dziś. Dla mnie to po prostu słaba płytaTaurus pisze:po przesłuchaniu TFF słowo które pierwsze przychodzi mi na myśl z ogromnym bólem serca to: porażka..
Musiałem sie zmuszać ,zeby przesłuchać ta płyte do końca bo raz mnie zanudzała raz drażniła.
Spokojnie, sądzę że jest tu wiele osób, które również chłodno przyjęły ten album. Wiele z tych osób wypowiedziało się również na ten temat, tylko w bardziej syntetyczny sposób ujęli swą opinię. Napisali po prostu że płyta jest nudna i gówniana.Ja rozumiem ,ze tak jak ja kochacie Iron Maiden ale czemu nie chcecie dopuścic do siebie ,ze Iron Maiden mogło popełnić porażkę ?Trzeba spojrzeć prawdzie w oczy a nie okłamywać samych siebie ,że z zespołem "świetośćią" jest dobrze ,jest źle a nawet bardzo.
W sumie dla tej części wypowiedzi, postanowiłem skomentować Twój post. O ile zgadzam się, że The Talisman ma podobieństwa do Legacy, dlatego do mnie ten kawałek kompletnie nie trafił (za dużo podobieństw i sposobu kompozycji zastosowanego na AMOLAD, którego jak już wspomniałem nie trawię), o tyle Coming Home nie ma dla mnie żadnego elementu wspólnego z The Pilgrim. Nawet sobie kilka minut temu przesłuchałem oba utwory. Fragment po fragmencie i serio nie znajduję nic co by choć trochę uzasadniało autoplagiat. Są w innym tempie, inne zagrywki, inny wokal. Serio, nie wiem gdzie Ty tu jakieś podobieńśtwa widzisz. Może wskaż konkrentne fragmenty, bo ja nic nie znajduje. Chyba że chodzi Ci o typowe Maidenowe riffy, ale w takim razie zespół popełnia autoplagiat od 20 lat.Coming Home - The Pilgrim , The Talisman - Legacy. I niech nikt mi tu nie mówi o żadnych nawiązaniach. Takie rażące podbieństwa nadają sie do nadania nazwy Legacy part II ( The Talisman) a nie udawania ,ze robi sie nowy utwór.. ja pierdole..
Miałem to samo z AMOLAD i też mnie nie przekonało kilkadziesiąt przesłuchań w różnych odstępach czasu.I niech mi nikt nie pisze "posłuchaj więcej razy ta płyte to ci sie spodoba", przesłuchałem już sporo i jak moje zdanie było krytyczne takie pozostanie.
Tego fragmentu nie rozumiem natomiast. Na czym niby ma polegać zeszmacenie? Nie zaczęli grać popu, nie próbowali podrobić Tokio Hotel, więc gdzie tu szmacenie się? Albo sprzedawanie się... wyjaśnij na czym polega? Bo jeśli przez sprzedawanie się rozumiesz, że nagrali słabą dla Ciebie płytę, to chyba wiele zespołów, nawet tych undergroundowych, których płyty Ci nie podeszły, się sprzedało.Reasumując, powiem dosadnie Iron Maiden się skończyło , powiem więcej z bólem serca Iron Maiden zaczeło sie sprzedawać i ...szmacić.
Zależy jak dla kogo.Założe się gdyby jeden z mniejszych hitów z BNW (choć swietny numer) Mercenary
znalazł sie na tej płycie stałby sie najlepszym numer na tym rekordzie.
Poczytaj uważniej, bo negatywnych komentarzy jest sporo na forum i nie jesteś jedyny w krytyce.bardzo to przykre dla mnie i ze smutkiem to pisze ale czytając te wszystkie marzycielskie komentarze uznałem,że trzeba zaznaczyć swój punkt widzenia bo zaczęła sie robić jakaś ułuda..
Bo Meta to się skończyła na Nevermind, potem już tylko Panie nudaaaaa...(jak np upadek Metallici)
To nie demokracja, ale własność prywatna, produkcja i dobrowolna wymiana są źródłem dobrobytu.
Re: The Final Frontier - opinie na temat nowego albumu Maiden
Wiesz Tautrs ( tak na wstępie - witamy!), tłumaczę sobie rzeźnicki język Twej pory - niezadowoleniem. Masz prawo do złości - lecz, jeśli TA płyta Ci się nie spodobała, słuchaj wielu poprzednich. Ja w dużej mierze traktuję ten krążek jak "eksperyment", Maiden tyle już zrobili, że nie muszą niczego udowadniać. W przeciwieństwie do takiej Metallicy nigdy nie nagrali z wyrachowaniem pioseneczki pop w hard rockowych piórkach, grają to co w danym momencie im się podoba a koncertowo są.... GENIALNI. Byłem, widziałem i... nie mam słów.
To jednak zawsze będzie ten stary, dobry Iron Maiden nie ważne, czy chodzi o stare płyty czy te nowsze, zawsze ich rozpoznam. Po czasie nowy album tylko zyskuje... no i świetnie sobie radzi na rynku a nie jest to "radiowy album".
Szanuję Twoje zdanie, ale - chyba za ostro reagujesz.
To jednak zawsze będzie ten stary, dobry Iron Maiden nie ważne, czy chodzi o stare płyty czy te nowsze, zawsze ich rozpoznam. Po czasie nowy album tylko zyskuje... no i świetnie sobie radzi na rynku a nie jest to "radiowy album".
Szanuję Twoje zdanie, ale - chyba za ostro reagujesz.
Re: The Final Frontier - opinie na temat nowego albumu Maiden
Bez przesady, gdyby nie skudtyczny początek, który taki sam nie jest, nikt by tego utworu następnym Legacy nie nazywałTatrus pisze:Talisman - Legacy. I niech nikt mi tu nie mówi o żadnych nawiązaniach. Takie rażące podbieństwa nadają sie do nadania nazwy Legacy part II ( The Talisman) a nie udawania ,ze robi sie nowy utwór.. ja pierdole..
Co do reszty to:
[/quote]RALF pisze:Wiesz Tautrs ( tak na wstępie - witamy!), tłumaczę sobie rzeźnicki język Twej pory - niezadowoleniem. Masz prawo do złości - lecz, jeśli TA płyta Ci się nie spodobała, słuchaj wielu poprzednich. Ja w dużej mierze traktuję ten krążek jak "eksperyment", Maiden tyle już zrobili, że nie muszą niczego udowadniać. W przeciwieństwie do takiej Metallicy nigdy nie nagrali z wyrachowaniem pioseneczki pop w hard rockowych piórkach, grają to co w danym momencie im się podoba a koncertowo są.... GENIALNI. Byłem, widziałem i... nie mam słów.
Re: The Final Frontier - opinie na temat nowego albumu Maiden
Taurus, too long, didn't read 
Re: The Final Frontier - opinie na temat nowego albumu Maiden
Ostatnio zauważyłem lekki spadek WTWWB, nadal bardzo mi się podoba, ale nie wiem czy zaliczyłbym go do ścisłej czołówki... The Talisman też leciutko spadł, ale może trzeba się w niego wsłuchać porządnie, żeby ten utwór odpowiednio "załapać", z kolei Starblind lekko w górę poszedł, bardziej mi się podoba, ale i tak w dalszym ciągu jest to jeden ze słabszych utworów na tej płycie....
Re: The Final Frontier - opinie na temat nowego albumu Maiden
Witam,
Wczoraj napisałem tutaj swoje spostrzerznia na temat nowej płyty, dziś patrzę i nie ma mojego posta.
Czy na tym forum panuje jakaś cenzura ? że można się wypowiadać tylko w pozytywnych barwach o nowej płycie ?
Wczoraj napisałem tutaj swoje spostrzerznia na temat nowej płyty, dziś patrzę i nie ma mojego posta.
Czy na tym forum panuje jakaś cenzura ? że można się wypowiadać tylko w pozytywnych barwach o nowej płycie ?
Re: The Final Frontier - opinie na temat nowego albumu Maiden
Nikt tu cenzury nie uprawia. Post zamieściłeś w innym temacie
viewtopic.php?t=9222&postdays=0&postord ... 0806c732a3
viewtopic.php?t=9222&postdays=0&postord ... 0806c732a3
To nie demokracja, ale własność prywatna, produkcja i dobrowolna wymiana są źródłem dobrobytu.
Re: The Final Frontier - opinie na temat nowego albumu Maiden
Ok thnx, pomyliło mi się, pierwszy dzień na forum, może sie zdarzyć ;P
Re: The Final Frontier - opinie na temat nowego albumu Maiden
Na ostatnich 2 płytach Ironi nagrali 7 kawałków epickich
-Brighter than a 1000 Suns
-Longest Day
-For the Greater Good of God
-The Legacy
-Isle of Avalon
-The Man Who Would to be King
-When the Wild Wind Blows
jak dla mnie to lekka przesada, co za dużo to niezdrowo ,wolałem gdy na albumie znajdował się jeden starannie dopracowany długi utwór który stawał się ozdobą płyty (Rime, Alexander,Seventh Son,Sign of the Cross) ,zresztą uważam ,że niestety żaden z tych utworów nie równa się tym klasykom, najbliżej jest The Legacy ale też nie ten poziom, niestety utwory mają coś takiego ,że zawierają fantastyczne momenty ale też i takie które sprawiają ,że utwór się dłuży ,to niedobra tendencja którą widać na dwóch ostatnich płytach...Dance of Death i Paschendale to były naprawdę świetne kawałki, podobnie Nomad,The Clansman czy Sign of the Cross...to chyba kwestia pomysłów
-Brighter than a 1000 Suns
-Longest Day
-For the Greater Good of God
-The Legacy
-Isle of Avalon
-The Man Who Would to be King
-When the Wild Wind Blows
jak dla mnie to lekka przesada, co za dużo to niezdrowo ,wolałem gdy na albumie znajdował się jeden starannie dopracowany długi utwór który stawał się ozdobą płyty (Rime, Alexander,Seventh Son,Sign of the Cross) ,zresztą uważam ,że niestety żaden z tych utworów nie równa się tym klasykom, najbliżej jest The Legacy ale też nie ten poziom, niestety utwory mają coś takiego ,że zawierają fantastyczne momenty ale też i takie które sprawiają ,że utwór się dłuży ,to niedobra tendencja którą widać na dwóch ostatnich płytach...Dance of Death i Paschendale to były naprawdę świetne kawałki, podobnie Nomad,The Clansman czy Sign of the Cross...to chyba kwestia pomysłów
- Dark_noldor
- -#Prodigal son

- Posty: 44
- Rejestracja: śr sie 18, 2010 6:02 pm
- Skąd: Kraków
Re: The Final Frontier - opinie na temat nowego albumu Maiden
Swoją drogą dobrze że zajrzałeś tutaj, bo tutaj powinien się Twój post z opinią znaleźć, a nie w temacie sprzedazy płytyTaurus pisze:Wczoraj napisałem tutaj swoje spostrzerznia na temat nowej płyty, dziś patrzę i nie ma mojego posta.
Czy na tym forum panuje jakaś cenzura ? że można się wypowiadać tylko w pozytywnych barwach o nowej płycie ?
Noldor, blood is on yours hands
Re: The Final Frontier - opinie na temat nowego albumu Maiden
Każdy może się pomylić. Ostatnio posłuchałem TFF po dłuższej przerwie i ... to dobry album, inny od wielu poprzednich. 
Re: The Final Frontier - opinie na temat nowego albumu Maiden
no właśnie nie tutaj, ale Twój post przeniesiony już na właściwe miejsce i na przyszłość nie bluzgaj w postach! Taryfa ulgowa tylko dlatego że jesteś nowy i może nie znasz wszystkich zasad tu panującychTaurus pisze:Witam,
Wczoraj napisałem tutaj swoje spostrzerznia na temat nowej płyty, dziś patrzę i nie ma mojego posta.
Czy na tym forum panuje jakaś cenzura ? że można się wypowiadać tylko w pozytywnych barwach o nowej płycie ?
Re: The Final Frontier - opinie na temat nowego albumu Maiden
Odbyłem już kilka sesji z najnowszym dziełem Maiden, ale wciąż nie mogę się zdecydować, czy płyta w ogólnym rozrachunku wychodzi na plus, czy też na minus raczej. Z pewnością sporo czasu upłynie nim ugruntuję sobie pogląd na ten temat, jak na razie mogę przedstawić sporo luźnych odczuć, uwag i myśli odnośnie tej płyty.
Zawsze uważałem, że pierwsze wrażenie jest bardzo istotne. Niestety, moje odczucia towarzyszące pierwszemu odsłuchowi The Final Frontier były dalekie od euforii i zachwytu. Momentami niby mimochodem rzucałem okiem to na licznik czasu, to na pudełko i spis utworów, co jest u mnie jednym z pierwszych objawów nudy. Czasem zaczynałem przytupywać, czy potakiwać lekko głowa, ale bez przesadnego szaleństwa. Płyta skończyła się, a ja siedziałem niewzruszony. Na szczęście kolejne odsłuchy dały mi już dużo więcej pozytywnych wrażeń. Bo płyta ma sporo jasnych punktów. Jak chociażby początek, który można nawet uznać z małe trzęsienie ziemi. Pulsujące, futurystyczne intro napędzane przez bębny z automatu robi naprawdę duże wrażenie. Z jednej strony zapowiada nowa jakość, z drugiej powrót do kiczowatej stylistyki lat 80. Potem jest jeszcze lepiej. Tytułowy utwór w wersji teledyskowej nie porwał mnie wcale, z kolei na płycie, pozbawiony efektów dźwiękowych z teledysku i wzmocniony kontrastującym Satellite 15 nie pozwala usiedzieć w miejscu. Wyborny riff, okraszony szeleszczącym w tle akustykiem perfekcyjnie zgrywającym się z hi hatem, przechodzi w niezwykle nośna zwrotkę, potem bridże, refreny, ogniste solówki… wszystko na swoim miejscu, dobrze wyważone, świetnie odegrane i wyprodukowane. A skoro o produkcji już wspomniałem…. pisząc o El Dorado określiłem ja jako ubogą krewną AMOLAD. Teraz z kolei wrażenie mam całkiem odwrotne – brzmieniowo ta płyta to po prostu lepsza wersja AMOLAD. Największą poprawę słyszę w partiach gitar. Brzmią pełniej, ostrzej, mniej w nich mułu, więcej ognia. To samo tyczy się solówek. Są zdecydowanie wyraźniejsze, bardziej pomysłowe i, co najważniejsze, nareszcie powrócił mój ulubiony Dave Murray! Jego solowe partie na tej płycie przypominają mi jego najlepsze czasy. Chociażby solówka z Coming Home – już samo frapujące, szkliste brzmienie gitary chwyta za serducho, a do tego dochodzi jeszcze ta melodia… I co istotne, solo to nie jedyny mocny punkt tego utworu. Całość o zabarwieniu mocno balladowym, ale z mocnym riffem otwierającym i refrenem idealnym do śpiewania z całym stadionem przy świetle zapalniczek. Do tego nie za długi. Jeden z najmocniejszych punktów płyty.
Wracając jednak do nieszczęsnego numeru dwa. Utwór zdecydowanie zyskał po usłyszeniu na żywo, ale dalej uważam go za przeciętniaka. Psują go niewyraźne solówki i nadmierna rozwlekłość. Następujące po nim Mother of Mercy prezentuje się o wiele lepiej. Typowy nowo-maidenowy utwór, z całkiem nośnym refrenem i ciekawymi harmoniami gitar. Po numerze cztery, nad którym już dosyć się rozpłynąłem, płyta zalicza z kolei głęboki dół. Dwóch następnych utworów mogłoby na płycie nie być. The Alchemist gna do przodu, nieudolnie próbując dogonić Futureal, czy Man on the Edge, ale radzi sobie z tym bardzo kiepsko. Jedynie solówki starają się jakoś uratować sytuacje. Isle of Avalon to z kolei 9 minut nudy przeplatanej autoplagiatami. Kilka dobrych pomysłów tonie w morzu miernoty.
Isle of Avalon otwiera drugą cześć płyty, tę wypełnioną długimi i monumentalnymi utworami. O ile wspomniany pierwszy element tej monumentalnej piątki jest kiepski, pozostałe cztery prezentują się znacznie okazalej. Starblind pomimo niespełna ośmiu minut nie pozwala nudzić się ani przez chwilę. Jeszcze lepszy jest The Talisman. Zmiany tempa i metrum, melodyjne, z dawna wyczekiwane galopady i świetne solówki. Panowie pokazują, że wciąż mają mnóstwo dobrych pomysłów i mimo wszystko daleko im do artystycznego wypalenia. Niestety, całość tylko otarła się o perfekcję. Winny jest beznadziejny początek. Gdyby go o połowę skrócić byłby do przełknięcia. W obecnej formie aż prosi się o przewijanie, bo Bruce smęci niemiłosiernie, z resztą nie tylko tu, ale o tym później. Kolejne zastrzeżenie to riff, który wchodzi zaraz po felernym intrze. Jest ŻYWCEM zerżnięty z Ghost of Navigator i nikt mi nie powie, że jest inaczej. Na szczęście szybko przykrywa go wokal, a potem całkiem idzie w niepamięć, wiec można to jeszcze wybaczyć. Ogółem utwór znajduje się w ścisłej czołówce płyty. Podobnie jak następujący po nim The Who Would Be King. Spokojniejszy od poprzednika, ale równie dobry, melodyjny i pomysłowy. Pokusiłbym się nawet o stwierdzenie, że na tym utworze płyta mogła by się skończyć, bowiem wieńczący ją utwór, pomimo wspaniałej części instrumentalnej w środku, lekko zawiewa nudą. I nie chodzi tu wcale o odgłosy wiatru, ale o monotonne wokalizy, które w znakomitej części wypełniają utwór. Poza tym główna melodyjka kojarzy się bardziej z sarenkami na polance, a nie postnuklearnym krajobrazem. Tak więc epickie zakończenie płyty, choć wciąż dobre, wyraźnie odstaje od poprzedzających go trzech utworów.
Nim zakończę te przydługie już wynurzenia, muszę jeszcze ponarzekać na naszego ulubionego śpiewaka. Na tej płycie wyraźnie dał ciała. Śpiewa ciągle na jedno kopyto, momentami całkiem bez ikry i pomysłu. Na dodatek tekstu to odśpiewania w prawie każdym utworze ma od cholery, co wcale sytuacji nie poprawia. Słuchając tej płyty czasami miałem wrażenie, że Bruce lepiej by się poczuł w roli wędrownego barda z lutnią i kapelutkiem z piórkiem, bo balladowe motywy śpiewa jak natchniony, a gdy przyjdzie pokazać więcej pazura, wyraźnie zaczyna brakować mu pary. Dosyć niefortunne, że spadek formy przypadł mu akurat na okres sesji nagraniowej, bo na żywo udowodnił, że znów radzi sobie całkiem nieźle.
Ostatnim i najogólniejszym moim odczuciem odnośnie tej płyty, jest to, że jest ona jako całość nierówna, niekonsekwentna i nienajlepiej poukładana pod względem dramaturgii. Okładka na powrót kiczowata i komiksowa, a zawartość, już po raz kolejny, „najbardziej progresywna jak dotąd”. I najdłuższa. Sporo tu zmarnowanych dobrych pomysłów, niepotrzebnych dłużyzn, momenty świetne przeplatane są bardzo słabymi i przeciętnymi. Tak więc płyta średnio nadaje się do słuchania w całości. Nienajlepszym pomysłem było też ułożenie pod rząd pięciu długaśnych utworów. Trochę to zbyt przytłaczające. Gdyby tak na rozładowanie epickich nastrojów wrzucić gdzieś pod koniec drugi, trzeci, a nawet czwarty utwór, całość tylko by na tym zyskała. Do tego dwa środkowe utwory wywalić, ostatni mocno zmodyfikować i mielibyśmy dobry krążek. A tak, przez swoja nierówność, płyta mieni się w barwach przeciętności.
Zawsze uważałem, że pierwsze wrażenie jest bardzo istotne. Niestety, moje odczucia towarzyszące pierwszemu odsłuchowi The Final Frontier były dalekie od euforii i zachwytu. Momentami niby mimochodem rzucałem okiem to na licznik czasu, to na pudełko i spis utworów, co jest u mnie jednym z pierwszych objawów nudy. Czasem zaczynałem przytupywać, czy potakiwać lekko głowa, ale bez przesadnego szaleństwa. Płyta skończyła się, a ja siedziałem niewzruszony. Na szczęście kolejne odsłuchy dały mi już dużo więcej pozytywnych wrażeń. Bo płyta ma sporo jasnych punktów. Jak chociażby początek, który można nawet uznać z małe trzęsienie ziemi. Pulsujące, futurystyczne intro napędzane przez bębny z automatu robi naprawdę duże wrażenie. Z jednej strony zapowiada nowa jakość, z drugiej powrót do kiczowatej stylistyki lat 80. Potem jest jeszcze lepiej. Tytułowy utwór w wersji teledyskowej nie porwał mnie wcale, z kolei na płycie, pozbawiony efektów dźwiękowych z teledysku i wzmocniony kontrastującym Satellite 15 nie pozwala usiedzieć w miejscu. Wyborny riff, okraszony szeleszczącym w tle akustykiem perfekcyjnie zgrywającym się z hi hatem, przechodzi w niezwykle nośna zwrotkę, potem bridże, refreny, ogniste solówki… wszystko na swoim miejscu, dobrze wyważone, świetnie odegrane i wyprodukowane. A skoro o produkcji już wspomniałem…. pisząc o El Dorado określiłem ja jako ubogą krewną AMOLAD. Teraz z kolei wrażenie mam całkiem odwrotne – brzmieniowo ta płyta to po prostu lepsza wersja AMOLAD. Największą poprawę słyszę w partiach gitar. Brzmią pełniej, ostrzej, mniej w nich mułu, więcej ognia. To samo tyczy się solówek. Są zdecydowanie wyraźniejsze, bardziej pomysłowe i, co najważniejsze, nareszcie powrócił mój ulubiony Dave Murray! Jego solowe partie na tej płycie przypominają mi jego najlepsze czasy. Chociażby solówka z Coming Home – już samo frapujące, szkliste brzmienie gitary chwyta za serducho, a do tego dochodzi jeszcze ta melodia… I co istotne, solo to nie jedyny mocny punkt tego utworu. Całość o zabarwieniu mocno balladowym, ale z mocnym riffem otwierającym i refrenem idealnym do śpiewania z całym stadionem przy świetle zapalniczek. Do tego nie za długi. Jeden z najmocniejszych punktów płyty.
Wracając jednak do nieszczęsnego numeru dwa. Utwór zdecydowanie zyskał po usłyszeniu na żywo, ale dalej uważam go za przeciętniaka. Psują go niewyraźne solówki i nadmierna rozwlekłość. Następujące po nim Mother of Mercy prezentuje się o wiele lepiej. Typowy nowo-maidenowy utwór, z całkiem nośnym refrenem i ciekawymi harmoniami gitar. Po numerze cztery, nad którym już dosyć się rozpłynąłem, płyta zalicza z kolei głęboki dół. Dwóch następnych utworów mogłoby na płycie nie być. The Alchemist gna do przodu, nieudolnie próbując dogonić Futureal, czy Man on the Edge, ale radzi sobie z tym bardzo kiepsko. Jedynie solówki starają się jakoś uratować sytuacje. Isle of Avalon to z kolei 9 minut nudy przeplatanej autoplagiatami. Kilka dobrych pomysłów tonie w morzu miernoty.
Isle of Avalon otwiera drugą cześć płyty, tę wypełnioną długimi i monumentalnymi utworami. O ile wspomniany pierwszy element tej monumentalnej piątki jest kiepski, pozostałe cztery prezentują się znacznie okazalej. Starblind pomimo niespełna ośmiu minut nie pozwala nudzić się ani przez chwilę. Jeszcze lepszy jest The Talisman. Zmiany tempa i metrum, melodyjne, z dawna wyczekiwane galopady i świetne solówki. Panowie pokazują, że wciąż mają mnóstwo dobrych pomysłów i mimo wszystko daleko im do artystycznego wypalenia. Niestety, całość tylko otarła się o perfekcję. Winny jest beznadziejny początek. Gdyby go o połowę skrócić byłby do przełknięcia. W obecnej formie aż prosi się o przewijanie, bo Bruce smęci niemiłosiernie, z resztą nie tylko tu, ale o tym później. Kolejne zastrzeżenie to riff, który wchodzi zaraz po felernym intrze. Jest ŻYWCEM zerżnięty z Ghost of Navigator i nikt mi nie powie, że jest inaczej. Na szczęście szybko przykrywa go wokal, a potem całkiem idzie w niepamięć, wiec można to jeszcze wybaczyć. Ogółem utwór znajduje się w ścisłej czołówce płyty. Podobnie jak następujący po nim The Who Would Be King. Spokojniejszy od poprzednika, ale równie dobry, melodyjny i pomysłowy. Pokusiłbym się nawet o stwierdzenie, że na tym utworze płyta mogła by się skończyć, bowiem wieńczący ją utwór, pomimo wspaniałej części instrumentalnej w środku, lekko zawiewa nudą. I nie chodzi tu wcale o odgłosy wiatru, ale o monotonne wokalizy, które w znakomitej części wypełniają utwór. Poza tym główna melodyjka kojarzy się bardziej z sarenkami na polance, a nie postnuklearnym krajobrazem. Tak więc epickie zakończenie płyty, choć wciąż dobre, wyraźnie odstaje od poprzedzających go trzech utworów.
Nim zakończę te przydługie już wynurzenia, muszę jeszcze ponarzekać na naszego ulubionego śpiewaka. Na tej płycie wyraźnie dał ciała. Śpiewa ciągle na jedno kopyto, momentami całkiem bez ikry i pomysłu. Na dodatek tekstu to odśpiewania w prawie każdym utworze ma od cholery, co wcale sytuacji nie poprawia. Słuchając tej płyty czasami miałem wrażenie, że Bruce lepiej by się poczuł w roli wędrownego barda z lutnią i kapelutkiem z piórkiem, bo balladowe motywy śpiewa jak natchniony, a gdy przyjdzie pokazać więcej pazura, wyraźnie zaczyna brakować mu pary. Dosyć niefortunne, że spadek formy przypadł mu akurat na okres sesji nagraniowej, bo na żywo udowodnił, że znów radzi sobie całkiem nieźle.
Ostatnim i najogólniejszym moim odczuciem odnośnie tej płyty, jest to, że jest ona jako całość nierówna, niekonsekwentna i nienajlepiej poukładana pod względem dramaturgii. Okładka na powrót kiczowata i komiksowa, a zawartość, już po raz kolejny, „najbardziej progresywna jak dotąd”. I najdłuższa. Sporo tu zmarnowanych dobrych pomysłów, niepotrzebnych dłużyzn, momenty świetne przeplatane są bardzo słabymi i przeciętnymi. Tak więc płyta średnio nadaje się do słuchania w całości. Nienajlepszym pomysłem było też ułożenie pod rząd pięciu długaśnych utworów. Trochę to zbyt przytłaczające. Gdyby tak na rozładowanie epickich nastrojów wrzucić gdzieś pod koniec drugi, trzeci, a nawet czwarty utwór, całość tylko by na tym zyskała. Do tego dwa środkowe utwory wywalić, ostatni mocno zmodyfikować i mielibyśmy dobry krążek. A tak, przez swoja nierówność, płyta mieni się w barwach przeciętności.
Re: The Final Frontier - opinie na temat nowego albumu Maiden
zaskakująco Twoje opinie są zbieżne z moimi, także uważam,że Talisman bez intra by bardzo zyskał, także wysoko oceniam Mother of Mercy i Starblind, podoba mi się również otwieracz, mam zastrzeżenia do Isle of Avalon i do When the Wild Wind Blows ,a także uważam ,że lepszy byłby inny układ utworów
Re: The Final Frontier - opinie na temat nowego albumu Maiden
Ja znowóż, gdyby spróbowali wywalić Isle, Alchemista i modyfkować Wild Wind, to bym do tego alumu raczej się nie przekonał. Wtedy mielibyśmy słaby krążek. Może nie tak zły jak AMOLAD, ale poniżej DOD, albo nawet Virtuala, bo jednak Virtuala ratuje choćby Clansman.volant pisze:Do tego dwa środkowe utwory wywalić, ostatni mocno zmodyfikować i mielibyśmy dobry krążek. A tak, przez swoja nierówność, płyta mieni się w barwach przeciętności.
Układ utowrów też bym zmienił. Wywalił bym Talisman i The Man w ogóle z płyty, a Starblind przesunął jako utwór nr 3-6, by mogły być Isle i Wild Wind grane jednym ciągiem. Wtedy mielibyśmy bardzo dobrą, równą płytę, która ma momenty rewelacyjne nawet. A tak jest momentami rewelacyjna, a momentami słaba.
To nie demokracja, ale własność prywatna, produkcja i dobrowolna wymiana są źródłem dobrobytu.
- Journeyman666
- -#Clairvoyant

- Posty: 1474
- Rejestracja: śr maja 31, 2006 10:40 am
Re: The Final Frontier - opinie na temat nowego albumu Maiden
mimski pisze:Tego fragmentu nie rozumiem natomiast. Na czym niby ma polegać zeszmacenie? Nie zaczęli grać popu, nie próbowali podrobić Tokio Hotel, więc gdzie tu szmacenie się? Albo sprzedawanie się... wyjaśnij na czym polega? Bo jeśli przez sprzedawanie się rozumiesz, że nagrali słabą dla Ciebie płytę, to chyba wiele zespołów, nawet tych undergroundowych, których płyty Ci nie podeszły, się sprzedało.![]()
Wracając do dyskusji to moim zdaniem kolejność utworów jest świetna! Może zamieniłbym tylko Coming Home z Alchemistem


