Zapraszam Was na przeczytanie mej opowiście z cyklu : "Przezyjmy to jeszcze raz..."

:
A więc zaczynamy ( życze miłego czytania :beer ) :
Pobudka była o 5:00. Po zjedzniu śniadania udałem się na PKS do Wrocka , który odjeżdżał o 5:50… Bedąc już we Wrocławiu, kupiliśmy z kumplem ( Mateuszem ) bilety ( bardzo się miło zaskoczyliśmy, ponieważ miały one kosztować po 19 z groszami za sztukę, a nie pomyśleliśmy o zniżce. Po zniżce kosztowały 12 zł :] Nasz pociąg już stał, więc wystarczyło rzucić tylko pożegnalne spojrzenie w strone Wrocka i zostawić wszystko za sobą… Byle jak najszybciej do Poznania. Podróż przebiegała jak najbardziej poprawnie. O 10:13 wjechaliśmy na dworzec w Poznaniu (tzn. pociąg miał ok. 10-minutowe spóźnienie, jak powiedziała nam znudzona czekaniem Monia

). Wyszukiwałem osoby w czerwonej kurtce, która miała nas oprowadzić. Po przywitaniu się z Moniką, ruszyliśmy w strone miasta… Od razu stwierdziłem, że Poznań za bardzo nie przypadł mi do gustu… Monika oprowadzała nas jakimiś uliczkami, pokazywała sklepy, deptak, nastepnie ona pojechała do szkoły a my sobie mieliśmy zagospodarować czas wolny. Oczywiście musieliśmy zobaczyć Koziołki, więc miejscem naszego postoju był rynek. Po tym, postanowiliśmy się przejść, aby podziwiać tamtejszą okolicę. Wybrałem ładne miejsce ( taki park ) przed „Muzeum Narzędzi Użytkowych”. Tam znajdował się taki murek, na którym się rozłożyliśmy, podziwialiśmy rynek, i rzucaliśmy szypułki od żołędzi oraz patyki, które okazały się bardzo „zgubne” dla nas. W pewnym momencie przyszedł policjant. Ja myślac, że on chce mi zwrócić uwage, o to , że siedze na murku, dalej na nim siedziałem, utrzymując olimpijski spokój. Wtem policjant się odzywa: „Stoję sobie na dole, patrzę, a tu jeden patyczek leci, drugi patyczek leci….Kto to będzie sprzątał?”
Myślałem, że padnę… Mówiliśmy, że przyjechaliśmy na koncert, a koleś nawet nie wiedział, że cos takiego jest

Zaczął nas spisywać, a w trakcie tego na jego notes spadł liść z żołędziem

Ja już nie mogłem wytrzymac ze śmichu i powiedziałem: „ Zabójczy żołądź „ ..! Żebyście widzieli minę policjanta

Później zaczęliśmy do niego coś zagadywać, i Mateusz do niego taki tekst : A czy tutaj w Poznaniu policja jest również nie lubiana w takim stopniu jak u nas we Wrocławiu? Np. teksty w stylu ( C ) HWDP??” A on : „Nie… przynajmniej osobiście się nie spotkałem z tym”… No i tak nas spisywał pół godziny, aż w końcu nastała taka cisza, no i nie wiemy co zrobić. Pytam się: „Czy to już wszystko” On :”Tak możecie już iść”. Jak sobie szliśmy wcześniej to na murach było napisane HWDP

Więc ten policjant był jakiś … Dziwny

Z nadmiaru czasu poszliśmy sobie na rynek… W drodze zaczepił nas jeden pan z Instytutu Badań Opinii Publicznej. Pytał sie nas o jogurty a mi zaproponował wzięcie udziału w badaniu po którym dostane duży jogurt gratis . Musiałem odpowiedziec na parę pytań dotyczących jogurtów. Zaprowadzono mnie do biura, gdzie miałem czekac na panią, która miała przeprowadzić te badania. Odpowiadałem na zagadnienia zadawane przez nią typu : Jaki lubisz smak jogurtu? jak często spożywasz jogurrty? itp, itd...Ostanie pytanie przekreśliło moje marzenie o owym jogurcie, ponieważ zapytała mnie o to, czy ja jestem z Pozniania. Nie zastanawiając się nad tym powiedziałem, że nie jestem. Ona na to : Bardzo mi przykro to jest badanie tylko dla ludzi z Poznania.." Wyszedłem i tak się skończyła moja przygoda z jogurtami:]
Na rynku było troche ludzi, którzy pewnie wybierali się na koncert, a jak siedziałem sobie z Mateuszem na ławeczce, to szło jakieś małżeństwo, a kobieta pokazując na nas palcem mówiła do męża: „Popatrz, panowie pewnie też na koncert DT”

Na rynku znowu była zabawna sytuacja : Podchodzi do nas punk i mówi do mnie : „Cześć no nie pier***, że Iron Maiden ( miałęm koszulke Ironów ) nie pożyczy mi 1,20 zł na wino owocowe!!”
Ja tak mówie do niego, ż nie mam, to on do kolegi, że go kac męczy i żeby go poratował ( ale trzeba przyznać, że breje miał dobrą ). Daliśmy mu 1 zł i sobie poszedł wypić nasze zdrowie. Za chwile następny podchodzi, tyle że metal…I znów o mnie : „Ja kocham Iron Maiden, uwielbiam, chłopaki dajcie mi 2 zł na piwo! Punkowi daliście a metalowi nie dacie??”. Olaliśmy kolegę, i wyszliśmy już z rynku:]
Zbliżał się czas, kiedy to już mieliśmy się spotkać z naszą Panią Przewodnik. Zjedliśmy lunch na mieście, skorzystaliśmy z usług klozet babci no i nastepnie po wspaniałej jeźdźie tramwajem, odebraliśmy Monikę (a raczej ona nas) z przystanku i poszliśmy w stronę jej domu. Po chwili przyszła do nas koleżanka Krysia a ja dałem plecak do „przechowywalni” u Moniki, i czekałem z Mateuszem pod jej blokiem…
Po zejściu Monika miała dla nas bardzo ciekawe wiadomości : Dostała repremende od babci za to, że nas nie zaprosiła do domu, za to, że nie zaproponowała nam kawy/ herbaty. No i ostatnio wiadomość była najwspanialsza : Mogliśmy nocować u Moniki i zaraz miał być obiad, na który zostaliśmy zaproszeni. Bardzo mnie to wzruszyło i podziękowałem Monice :]
Po obiedzie, herbatce, musieliśmy się zregenerować… W końcu nadeszła godzina 19. Wyszliśmy już wraz z Moniką w stronę Areny podnieceni koncertem… Pod Areną stał już pokaźny tłum ludzi. Monika musiała iść na „M jak Miłość”

(prosiłem, żeby mi nagrała, bo też oglądam, ale nie nagrała

) Podeszliśmy do barierek, no i czekaliśmy na swoją kolej. Ochrona troche zawaliła sprawę, ponieważ było już dość późno, więc powinni zacząć wpuszczać o wiele wcześniej, skoro za mną był jeszcze pokaźny tłum ludzi. Po wejściu na teren wewnętrzny Areny, udaliśmy się do szatni. W momencie oddawania rzeczy zaczęło się już intro. Wśród ludzi zaczął się unosić gwar, podniecenie i radość. Nie bacząc na nic wleciałem czym prędzej już do środka Areny, a za parę sekund już się rozkoszowałem dźwiękami „The Root Of All Evil” . Jak zobaczyłem Petrucciego, to sobie pomyslałem :”Co ona ma na sobie?:>”

Byłem zszokowany tym jak wyglądał. Oczywiście pozytywnie:] Rozdzieliłem się z kumplem i ruszyłem na „podbój” Areny… Już po paru chwilach prześlizgiwania się pomiędzy ludźmi stałem w kolejno 2, 3 rzędzie, a pod koniec pierwszego utworu już byłem przy barierkach:] Ale byłem z siebie dumny:] Dotychczas jeszcze nigdy nie udało mi się być na koncercie tak centralnie na środku sceny, a tu proszę na Dreamach mi się udało:]
Kolejne utwory i kolejna uczta dla oka i ucha…Panic Attack, Another Won , Fortune In Lies . Under A Glass Moon , Caught In The Web itd… Podczas utworów Jamek spoglądał na mnie i podawał mi ręke kilkakrotnie:] (pewnie wpadłem mu w oko

) W trakcie pierwszej części koncertu, to co działo się pod barierkami przechodziło ludzkie pojęcie.. Ochrona… nie wiem skąd oni byli, z buszu , z dżungli, ale naprawdę stwarzali wrażenie takich ludzi, którzy pierwszy raz cos takiego robią… Fajnie to wyglądało : Koncert trwa w najlepsze, a ochroniarze walczą z napierającym tłumem.Poprawa barierek podczas trwania koncertu…Paranoja,Jeszcze kazali się cofać ludziom będącym na środku sceny.. Moje biodra nie wytrzymywały już…Taki ścisk… Z przodu ochrona z tyłu tłum… No ale w przerwie jakoś to doprowadzili do porządku, więc druga częśc koncertu przebiegała już pod tym względem sprawniej:] W przerwie wymieniłem się spostrzeżeniami na tematy muzyczne z kolegami obok, aż w końcu zaczęła się druga część tego wielkiego wydarzenia.
Druga część show … Wyśmienita podobnie jak pierwsza, aczkolwiek zostałem zdumiony. Zagrali utwory, na które co prawda liczyłem, ale nie sądziłem, że zagrają… As I Am, Endless Sacrifice oraz pod koniec In The Name Of God…To było cos pięknego:]
Portnoy miał chyba jakies spaczenie rzucania na lewo pałeczek…Nie mógł w środek :] A jak dwie pałeczki nie doleciały, to ochrona zamiast dać je fanom, wrzuciła pod scene. :Evil: Nie daruje im tego!!!!
Octavarium… Kidy Rudess robił ten wstęp… to ja zamarłem… W pewnym momencie uświadomiłem sobie, że stoje oparty ręką o barierkę, która podtrzymuje głowę, a minę też miałem niezłą…Ale sie uspokoiłem, gdy zobaczyłem podobne reakcje u innych osób :]
To było wręcz cudo… To co on potrafi zrobić klawiszami to przechodzi ludzkie pojęcie… Naprawdę, można by słuchać i słuchać…Gdy już kończyły grać Octavarium, to sobie pomyślałem „ Kurcze, już?? Tak krótko?? Nie może być??!!” Nawet się nie chciało aby kończyli grać… A jak wcześniej się zastanawiałem, jak ja wytrzymam… Czy będzie mi się chciało spac? Przecież taka podróż i ogóle zmęczenie” Tymczasem, na koncercie brak ani jednego ziewnięcia, brakk jakichkolwiek oznak zmęczenia, chęci snu… To mnie zdziwiło zupełnie… Podczas wystęu Labrie jeszcze pare razy poprzybijał "5" mnie i okolicznym fanom, Petrucci gdy podszedł na środek wraz z John’em popatrzył się pare razy i uśmiechnął:] ( a ja tak baaardzo chciałem być na tym spotkaniu w dzień po koncercie ;( ) Więc się cieszyłem bardzo:]
W ogóle pod względem techniczym organizatorzy wykonali kawał dobrej roboty... Dźwięk był przejrzysty, instrumenty się nie zlewały, wszystko było wyostrzone i tworzyło taką pełną harmonię:]
Koncert pod każdym względem, w każdym calu idealny ( nie wliczając oczywiście tych potknięć ochrony i organizacji ) .
W końcu nadszedł czas, o jakim każdy fan zespołu nie chciał myśleć… Koniec..;(
Gdy muzycy kłaniali się, żegnali z publiką, to sobie tak pomyślałem : „Kto komu powinien się kłaniać, za tak wspaniały koncert….”
Wszyscy zadowoleni, radośni opuszczali Arenę. Odebrawszy rzeczy z szatni po przebraniu ruszyliśmy w stronę domu Moniki. Zadzwoniliśmy domofonem, i otworzył nam „sapiący pies”

Okazało się, że to była Monika

Po skonsumowaniu kolacji i rozmowie do 2:30, poszliśmy spać. (jednym z motywów byłó podrywanie psa Moniki oraz mroczne historie z mojego dzieciństwa

)
Po pobudzce Moniki, zjedliśmy śniadanie, pożegnaliśmy się z rodziną, podziękowaliśmy babci za wszystko i ruszyliśmy na poranny pociąg, który miał wyjeżdżać o 8:00 z poznańskiego dworca. Po jeźdźie tramwajem na dworzec, okazało się , że jesteśmy jesteśmy złym korytarzu dworca i musieliśmy uprawiać jogging przez korytarze, wybiec z dworca kupić bilety.. Naszczęscie zdążyliśmy i pociąg już stał na stacji… Pożegnanie z Moniką, ostatni dotyk ziemi Poznańskiej, i już byliśmy w drodze do domu… Tak się skończyła wyprawa na mój najlepszy koncert:]