Re: 30/03/2024 - Judas Priest - Kraków
: śr kwie 03, 2024 5:42 pm
Całe szczęście teraz na scenie nie ma żadnego z nich i jest spokój 
Dlaczego? Halford odszedł w 1992 - Priest było wówczas w pozornie dobrej kondycji. Piszę pozornie, bo odejście Halforda uprzedziło odejście Downinga, które KK miał w planach, ale ostatecznie nie było potrzeby go zdradzać, bo zespół zawisł w niebycie, tak naprawdę ciężkim do odróżnienia od emerytury. Niemniej jednak fanom Painkiller się podobał (krytykom nieszczególnie, sprzedaż też nie powalała, ale to było pokłosie dwóch słabszych płyt), a koncertowo radzili sobie dobrze. Początek lat 90. to nie był koniec heavy metalu. Inne trendy już dawały o sobie znać, ale pod względem popkulturowym, lata 80. trwały tak na oko do 1993 roku.TV WAR pisze: ↑śr kwie 03, 2024 11:46 am Dobrze, ale idąc tym tropem, muzycy Iron Maiden i Judas Priest powinni kategorycznie nie zgodzić się na powroty Dickinsona i Halforda. Opuścili oni zespoły bez żadnych zapowiedzi, w dodatku gdy ten gatunek muzyki radykalnie tracił na popularności. W czasach gdy nie było mediów elektronicznych i to te tradycyjne kształtowały opinie. Zrobili jednak inaczej, głównie dlatego, że musieli tak zrobić. Tak, zgodzę się, byli fani, którzy polubili Owensa i Bayleya- no ale była mniejszość. Jeśli zespoły chciały zarabiać naprawdę dobrą kasę, to ich frontmani musieli wrócić. Taka była różnica między tamtymi czasami, a obecnymi. Wtedy było jeszcze dla muzyków dużo dla wygrania i tak samo dużo do stracenia. Teraz można robić co się chce. Pewnie gdyby któryś z 3 Amigos czy Nicko odszedł z Iron Maiden, też nie bawiono się by w subtelności i wzięto by jakiegoś młodziaka. Tak robi przecież Blackie, Wolf, De Mayo, Purple itd. Jedynie Biff postąpił troszkę inaczej.
Nie rozumiem trochę takiego jednostronnego stawania po stronie Tiptona, w konflikcie KK-Glenn. Według mnie prawda leży po środku, a Downing to takie same Judas Priest jak i Glenn. Obaj są legendami tego zespołu.
To są słuszne uwagi, z tym że:IgorW pisze: ↑śr kwie 03, 2024 5:39 pmOtóż to, odnoszę wrażenie, że jakby w zespole było ok, to KK by go nie opuszczał. Zwłaszcza, że argumenty, które podaje (a przez lata wypowiada się na ten temat sporo) brzmią dla mnie wiarygodnie - czuł się lekceważony w procesach decyzyjnych, nie traktowany fair itd. Ktoś tam wyżej rzucił, że "pomyślcie z kim się lepiej pracuje". To tu mam argument z podobnym odwołaniem się do osobistych doświadczeń - zastanówcie się, czy fajnie się czujecie, gdy np. wasz wkład w jakąś pracę - niech będzie, że zawodową, jest umniejszany, w mniej lub bardziej jawny sposób? Nie odbierałbym takiemu komuś prawa do werbalnego wyrażania niezadowolenia czy frustracji z tego powodu, jak został potraktowany. Rozczarowania nie trzeba przeżywac w ciszy, jak niektórym twardogłowym się wydaje. Dlatego, choć pewnie to faktycznie sprawa złożona, to moja sympatia staje tu zdecydowanie bardziej po stronie KK.
Zawsze mnie zastanawiało - dużo ludzi wtedy było w Spodku? Dobre mieli przyjęcie? Tim faktycznei taką petardę ma w głosie jak na płytach live?
Spodek jak to na Metalmanii i "pływająca" publika. Nie był jakoś mocno nabity. Przyjęcie Judas - no takie w normie z tego co pamiętam. Ludzie śpiewali i reagowali normalnie. Nie było jakiegoś "kwasu", że Roba nie ma, raczej każdy się cieszył, że można ich na żywo zobaczyć. Analogicznie do Maiden z Blaze.
Rob powiedział w autobiografii, że będzie "drzeć ryja do 80-tki". Śpiewać może, niemniej co do koncertów - to już może być problem. Metal to nie rurki z kremem, owszem Halford raczej za dużo nie eksploatuje się fizycznie na estradzie - niemniej samo śpiewanie do tak ciężkiej muzyki już jest ogromnym wyzwaniem, zwłaszcza dla starszego człowieka. Jakoś nie widzę żeby Priest ograniczyli liczbę granych koncertów, cisną równo. Przyjdzie taki moment, że będą musieli zwolnić - jest jeszcze Hill (72 lata) oraz Travis, który za kilka lat dobije do 70-tki. Przyjmuję, że JP te 5 lat jeszcze pograją, może wydadzą jeszcze jeden album studyjny, niemniej ciągnąć to dalej będzie bardzo trudno.TV WAR pisze: ↑śr kwie 03, 2024 9:22 pm Mi się wydaje, że oni dlatego będą grali krócej, bo nie będą chcieli doprowadzić do sytuacji, że Glenn (odpukać) zamieni się w to co napisałeś- podczas ich czynnej kariery. Będą chcieli do samego końca stwarzać pozory, że on jest częścią Judas Priest. Wydaje się mi też, że na 100% pożegnalny koncert będzie z jego udziałem. Więc to już naprawdę końcóweczka. Halford zresztą ma 73 lata no i kurde, ile go widzicie jeszcze na scenie. Największym wygranym tej sytuacji jest Faulkner. Dla młodszych fanów już jest legendą, a nawet ortodoksi go zaakceptowali. Nie pamiętam bym z kimś rozmawiał w ostatnich kilku latach, by jakoś na niego narzekał. Także teraz on może wszystko. Ma sto opcji do wyboru i każda będzie dobra. Powiedzmy sobie szczerze, w tym gatunku ma bardzo małą konkurencje. Ile to takich potencjalnych gwiazd tej muzyki jest, w jego pokoleniu?