Dobra to może ja pokrótce napiszę dlaczemu uważam album "Metallica", powszechnie nazywany "Czarnym Albumem" za jeden z 3-ech najlepszych jakie Metallica nagrała
Po pierwsze - brzmienie. Niewykluczone, że to najlepiej brzmiąca płyta zespołu. Bob Rock akurat tutaj wykonał rewelacyjną robotę - płyta brzmi masywnie, potężnie wręcz, selektywnie (w przeciwieństwie do poprzedniczki, gdzie bas nie istniał), soczyście (jak w poprzednim, ale tutaj chodzi o gitary) i niejako wyznaczyła standard jeśli chodzi o produkcję albumów metalowych. Dla przykładu - często płyty wychodzące spod ręki Andy Sneap'a w jakiś sposób przypominają mi omawiane dzieło Metalliki, a jak rozchwytywanym (zwłaszca przez zespoły thrashowe i okołothrashowe) producentem jest teraz Sneap nie trzeba chyba przypominać.
Po drugie - rozwój. Akurat tutaj zespół rozwinął się wspaniale, czego ja osobiście nigdy nie powiem o kolejnych płytach. Płyta jest zupełnie inna od poprzednich, to już nie jest thrash metal, jednakże dla mnie to i tak jakaś kontynuacja poprzedniczek, o czym później jeszcze. Tutaj mogę spokojnie powiedzieć - rozwój w obrębie własnego stylu, a akurat taki rozwój jest wg mnie najbardziej wskazany.
Po trzecie - kompozycje. Tutaj zapewne najwięcej sporów można toczyć. Ja to widzę tak:

"Enter Sandman" - genialny riff, idealny przykład na to, że siła tkwi w prostocie. Do tego świetny refren i ogólnie kapitalny "groove" utworu, jak to ktoś kiedyś słusznie napisał - "fajnie buja". Zasłużenie został ten kawałek jednym ze znaków firmowych Metalliki.

"Sad But True" - tutaj idealnie słychać to kapitalne brzmienie. To po prostu bardzo ciężki, najprawdziwszy metalowy walec. Takie rzeczy bardzo lubię, tempo wolne, kapitalny śpiew, bardzo dobitne bębny Larsa i potem kapitalne solo. Kolejny hit.

"Wherever I May Roam" - jeden z singli które wyszły z tej płyty. Znowuż rewelacja. Lekko orientalizujący, albo i może czasem jakiś taki egipski ?? , o czym przekonuje już sam początek utworu. Struktura troszkę podobna do "Sad But True" - znowu jest raczej wolno(choć nie zawsze), ociężale, ale przede wszystkim - REWELACYJNIE. Znowu rewelka.

"The Unforgiven" - hehe, "komercha"

. Bardzo, ale to bardzo lubiana przeze mnie balladka. Choćby dlatego, że raczej za słodka nie jest, raczej gorzka. Piękny refren to dla mnie największy atut tego utworu. Ale ogólnie klimat jest świetny, taki smutny, w Metallice wcześniej zbyt często takie rzeczy się nie zdarzały (ew. w "To Live Is To Die").

"Don't Tread On Me" - świetny utwór, chyba najbardziej luzacki na tej płycie. Czuć w nim jakąś taką radość, w dodatku nośny i chwytliwy jak cholera, znowuż kapitalny riff i świetny refren.

"Nothing Else Matters" - "mega "komercha"

Być może faktycznie czasem za słodko się robi, ale ogólnie dla mnie to zaprawdę piękna pieśń, wiadomo, że dla Jaymza bardzo osobista, choć wielu się z nią może identyfikować. Ogólnie zawsze bardzo lubiłem.

"Of Wolf And Man" - kolejny bardzo znany utwór (chyba głównie dzięki temu, że na "S&M" się znalazł

) i kolejny bardzo dobry. Jakby lekko kombinowany.

"The God That Failed" i "My Friend Of Misery" - zestawiłem je razem, bo dla mnie to utwory o dość podobnym wydźwięku. Dodam, że dla mnie wręcz cudowne. Obydwa mają taki dośc gorzko-smutny klimat, chwilami dla mnie wręcz przygnębiający. Tutaj właśnie wychodzi selektywność brzmienia, bo świetnie słychać bas Jasona, a partia w środku "My Friend..." z tym basem i późniejszą spokojną melodią po prostu uwielbiam. "The God That Failed" to znowu świetny riff (ile ich na tej płycie natrzaskali) i ciekawy refren.

"Holier Than Thou", "Through The Never" i "The Struggle Within" - te również specjalnie zestawiłem razem, bo są dość pokrewne stylistycznie. Przede wszystkim - dla mnie to pomost między tym alumem a starszymi dokonaniami, pokazujący, że to nadal ten sam zespół. Jest szybko(choć w "TTN" i na początku "TSW" nie zawsze

), dość agresywnie i, co na tym albumie jest normą, chwytliwie. Do tego każdy z tych utworów "uposażony" jest w świetny riff, w "Through The Never" mamy jeszcze "zabawy" tempem i dynamiką a w zamykającym album "The Struggle within" kapitalny początek. toteż nigdy nie zgodzę się, że to jakieś średniaki, bo to świetne utwory. Bardzo dobrze, że się znalazły na tej płycie.
Kilka refleksji - to co na tej płycie chyba najwżniejsze to RIFF :solo nie inaczej. Pokazali, że nie trza napieprzać ich kilka na utwór, że można zbudować utwór nawet na jednym, ale bardzo zapamiętywalnym(podawać w ogóle przykłady ??

), który będzie "nosił" caly utwór. Druga bardzo ważna rzecz - MELODIE. Metallica nigdy nie stroniła od melodii (i bardzo dobrze), ale tutaj to w ogóle pokazali jak dla mnie formę godną miszczów

dla mnie KAŻDY utwór tutaj jest rozpoznawalny, refreny można zapamiętać bardzo łatwo, płyta jest niesamowicie chwytliwa i jak wspomniałem wcześniej - "nośna". Świetne potwierdzenie tego, że Metallica ma(miała ? :> ) talent do łączenia ciężaru kompozycji ze świetnymi melodiami. I to w zasadzie tyle. Od chwili kiedy poznałem ten album zrobił na mnie wielkie wrażenie i tak jest do dziś i tak zawsze będzie

Wprawdzie minimalnie wyżej cenię "AJFA" i "MOP", ale są to jednak różnice minimalne, każdy z tych albumów uważam za wybitny. I zakończę na tym, że jak dla mnie to od momentu wydania tego albumu do dziś, nie wydali wg mnie nic, co by mogło się zbliżyć do poziomu tego wydanictwa.
No.... i koniec
