Parę słów na temat mojego wczorajszego wypadu na Opeth do Helsinek, gdzie Szwedzi otwierali europejską część trasy promującej najnowszy album grupy - The Last Will and Testament.
Wybierałem się raczej z założeniem, że set będzie bardzo podobny, albo niemal identyczny jak na trasie w USA (granej jeszcze przed faktyczną premierą płyty). No a ten set był bardzo rozczarowujący. Liczyłem się z tym, że może tak być. Po prostu chciałem być na otwarciu trasy mojej ulubionej kapeli, tym bardziej, że nie widziałem ich już prawie 2.5 roku!
Ależ mi panowie wynagrodzili tą wycieczkę! Set zaczęli jak w USA od pierwszego singla. No i slot drugi zadecyduje co się będzie działo dalej. I ZACZĘŁO SIĘ. Wjechali z potężnym Master's Apprentice z Deliverance. Nie mogłem uwierzyć, że to się dzieje. Fantastyczny jest to kawałek i tak też wypada na żywo, jeszcze z takiego zaskoczenia! W sumie już mi zrobili dzień, więc nawet nie skrzywiłem się, gdy zagrali The Leper Affinity, mogą już grać to samo co zawsze

no ale Mike i spółka mieli inne plany. Po typowym, standupowym wstępie, Akerfeldt zapowiedział nowy kawałek, którego jeszcze nie grali na żywo - §7. Ależ wydarłem mordę! Nowa płyta wchodzi mi jak złoto, a siódemeczka to jeden z moich ulubionych wałków z tej płyty, przepyszne. Następnie poleciało odkopane po 8 latach (co na ten zespół jest naprawdę sporą rzeczą XD) Haxprocess ze znienawidzonej przez dużą część fandomu płyty Heritage. Lubię ten kawałek, wypadł superowo, a najważniejsze było to, że nie był to Devil's Orchard
Szkoda, że ze slota Damnationowego znów In My Time of Need, ale nie narzekam, bo tak jak mówiłem, Master mi zrobił już ten koncert. Po pięknej balladzie nadszedł czas na coś nie granego prawie 16 lat - kolos z drugiego albumu - Night and the Silent Water... Ożesz ja pierdole, co za uczucie, co za potęga. Właśnie w tym kawałku jest jeden z moich ulubionych akustycznych motywów Opków, ciężko było powstrzymać wzruszenie. Widać było, że chłopaki czują się super na scenie, Mike ciął żartami jak pojebany, a reszta po prostu dobrze się bawiła. Forma - absolutny top. Dźwiękowo było niemalże idealnie, a przede wszystkim nie za głośno - czekam, aż akustycy w Polsce ogarną, że ludzie w pierwszych rzędach nie muszą potem 3 dni słyszeć piszczenia w uszach, żeby koncert był dobrze nagłośniony. Gig odbywał się w hali, gdzie normalnie jest lodowisko i mecze hokejowe

§3, grany już w US wypadł świetnie, tak samo jak klasyk w postaci Ghost of Perdition. I na koniec podstawowego seta kolejna niespodzianka - zamykacz z ostatniej płyty, piękna ballada Story Never Told, która zdecydowanie bardziej mnie urzekła na żywo niż na płycie. Cudowny, emocjonalny wykon.
Bisy standardowe do bólu - Sorceress i Deliverance, ale miałem to w dupie i po prostu dobrze się bawiłem, bo po takiej podstawce grzechem byłoby nie

KOCHAM OPETH! Jakże się cieszę, że wpadnę na jeszcze jeden przystanek tej trasy, bo dobrze będzie doświadczyć tego koncertu trochę bardziej na trzeźwo.
Produkcja chłopaków super, ogromne ekrany, fajne światła - czuć pompę. Mega, że wyprzedają takie spore obiekty. Jestem zachwycony. Już nigdy nie zwątpię w Akerfeldta!
Na supporcie był Grand Magus. To był mój pierwszy GM, bardzo udany, choć panowie sprawiali wrażenie nieco... Nieprzygotowanych, zdarzały się wyjebki i jeszcze mieli jednego seta na samym środku sceny, do którego podchodzili między kawałkami i czytali co tam jest, a potem przekazywali bębniarzowi XD śmiesznie, choć wyglądało mało profesjonalnie. Set dość krótki, niespełna 40 minutowy, ale fajnie, bo zawierał aż trzy kawałki z Hammer of the North. Sprzyjało również brzmienie, które było tak jak na Opeth klarowne i mięsiste.
Cudowny to był wypad, szkoda tylko, że w Helsinkach tak zimno
PS. Złapałem kostkę SZEFA, amen