Re: 11/07/2012 - Guns N' Roses - Rybnik
: czw lip 12, 2012 2:32 am
Właśnie wróciłem do domu.
Przybyłem na stadion ok. godziny 20:30, nie mając ciśnienia na bycie blisko sceny, ani nie mając ochoty na słuchanie "wspaniałych" supportów. Jak się okazało, mogłem przybyć duuużo później, no ale...
Gunsi kazali na siebie czekać 2h i 20 min. Taka chamówa sprawiła, że po godzinie czekania większość publiczności była już nastawiona wrogo, było naprawdę sporo gwizdów i buczenia i bardzo dobrze, przynajmniej nie wyszliśmy na nieboraków którzy będą radośnie skandować nazwę zespołu mimo że ten ma nas w d...
ogólnie zachowanie publiczności było OK, chociaż było widać że atmosfera była bardzo piknikowa - sporo rodzin z dziećmi, gdzie tatusiowie popijali piwko i zagryzali kiełbachą a mamy pilnowały biegających dookoła dzieci.
Organizacja koncertu całkiem dobra - nie bez wad, ale lepsza niż się spodziewałem. Wydzielone spore parkingi, i do tego blisko stadionu - każdy znalazł miejsce do zaparkowania. Przyczepić bym się mógł tylko do ochrony, która o dziwo była bardzo lajtowa - do tego stopnia, że np. mnie w ogóle nie przeszukano, mógłbym wnieść już nawet nie nóż, ale i pistolet i nikt by nie zauważył
trochę budek z jedzeniem, merchem, piwem - chociaż jego cena to parodia: 10 zł za 0,5l. Jak mi to powiedzieli to się tylko zaśmiałem i poszedłem dalej.
Zdążyłem (przypadkowo
) na kawałek Złych psów - jedynego supportu, który jeszcze wydawał mi się przy opisie jako tako strawny. Szału nie było, ale dało radę. Potem wyszedł prezydent Fudali, który oświadczył że bardzo się cieszy że za chwilę wystąpi "Gazen Rozes", na pytanie: "na jaki kawałek czeka pan najbardziej?" odpowiedział: "yyy... na wszystkie", ukłonił się i poszedł.
Sam koncert GNR... zaczęli puszczonym z taśmy "Splitting the Atom" Massive Attack i niestety, był to zarazem najlepszy moment koncertu. Dobry, potężny kawałek, no i przypomniał mi się świetny koncert MA na Openerze 2 lata temu. Potem już poszło z górki: Axl Rose ze swoim cover-bandem łaskawie wytoczył się na scenę, poleciało "Chinese Democracy" - jeden z moich ulubionych kawałków, niestety: Axl nie śpiewał tylko bulgotał, reszta zespołu lepiej ale też bez szału. Drugie było "Welcome to the Jungle" które wywołało dużo większy entuzjazm wśród publiczności, niestety, zamiast słów, Axl wydawał z siebie dźwięki mniej więcej takie: "bhgllllrhgblerrlbglhrlrlrrrrrr" więc dość ciężko mi się było tym zachwycić. Potem parę fajnych kawałków (znaczy, fajnych w wersjach studyjnych), nijaka solówka gitarzysty, kilka mniej ciekawych kawałków, w końcu zacząłem co chwilę spoglądać na zegarek i gdzieś tak po kilkunastu kawałkach sobie poszedłem. Nie słyszałem "Paradise City", "Knockin' on Heaven's Door" czy "Don't Cry", ale to chyba nawet i lepiej...
Podsumowując? Axl Rose kompletnie nie w formie, nagłośnienie bynajmniej mu nie pomagało, ale nie ma co tutaj obarczać całą winą nagłośnieniowców, bo z gówna bata nie ukręcisz. Reszta zespołu tak naprawdę się nie liczyła Koncert był słaby, żałuję ze wydałem na niego 2 stówki - za tą cenę mogłem sobie kupić bilet na RHCP które pewnie będzie dużo lepsze. Może moja ocena byłaby mniej surowa, ale opiero co wróciłem z Openera, gdzie nawet mało znany zespolik występujący o 19:00 w tencie łykał swoim występem tą, jakby nie było, gwiazdę.
Z drugiej strony Rybnik organizacyjnie podołał, ludzie też dopisali - mimo że koncert się nie wyprzedał, to raczej nie będzie klapy finansowej. Mam nadzieję że w przyszłym roku też coś podobnego zorganizują, nawet jak nie będzie super to przynajmniej mam blisko i odpadają koszty podróży i wyżywienia. A i biletu nie trzeba kupować, bo koło stadionu słychać równie dobrze jak na nim, a całe tłumy pomysłowych ludzi się wspięło na murek i mogło sobie nawet oglądać akcję na scenie.
Aha, i chyba w końcu się okazało, że ochrona wpuszczała ludzi z sektora C do B - co prawda miałem B, ale ani razu mnie nie sprawdzili. A sektor C był praktycznie pusty - więc coś musi w tym być
Przybyłem na stadion ok. godziny 20:30, nie mając ciśnienia na bycie blisko sceny, ani nie mając ochoty na słuchanie "wspaniałych" supportów. Jak się okazało, mogłem przybyć duuużo później, no ale...
Gunsi kazali na siebie czekać 2h i 20 min. Taka chamówa sprawiła, że po godzinie czekania większość publiczności była już nastawiona wrogo, było naprawdę sporo gwizdów i buczenia i bardzo dobrze, przynajmniej nie wyszliśmy na nieboraków którzy będą radośnie skandować nazwę zespołu mimo że ten ma nas w d...
Organizacja koncertu całkiem dobra - nie bez wad, ale lepsza niż się spodziewałem. Wydzielone spore parkingi, i do tego blisko stadionu - każdy znalazł miejsce do zaparkowania. Przyczepić bym się mógł tylko do ochrony, która o dziwo była bardzo lajtowa - do tego stopnia, że np. mnie w ogóle nie przeszukano, mógłbym wnieść już nawet nie nóż, ale i pistolet i nikt by nie zauważył
Zdążyłem (przypadkowo
Sam koncert GNR... zaczęli puszczonym z taśmy "Splitting the Atom" Massive Attack i niestety, był to zarazem najlepszy moment koncertu. Dobry, potężny kawałek, no i przypomniał mi się świetny koncert MA na Openerze 2 lata temu. Potem już poszło z górki: Axl Rose ze swoim cover-bandem łaskawie wytoczył się na scenę, poleciało "Chinese Democracy" - jeden z moich ulubionych kawałków, niestety: Axl nie śpiewał tylko bulgotał, reszta zespołu lepiej ale też bez szału. Drugie było "Welcome to the Jungle" które wywołało dużo większy entuzjazm wśród publiczności, niestety, zamiast słów, Axl wydawał z siebie dźwięki mniej więcej takie: "bhgllllrhgblerrlbglhrlrlrrrrrr" więc dość ciężko mi się było tym zachwycić. Potem parę fajnych kawałków (znaczy, fajnych w wersjach studyjnych), nijaka solówka gitarzysty, kilka mniej ciekawych kawałków, w końcu zacząłem co chwilę spoglądać na zegarek i gdzieś tak po kilkunastu kawałkach sobie poszedłem. Nie słyszałem "Paradise City", "Knockin' on Heaven's Door" czy "Don't Cry", ale to chyba nawet i lepiej...
Podsumowując? Axl Rose kompletnie nie w formie, nagłośnienie bynajmniej mu nie pomagało, ale nie ma co tutaj obarczać całą winą nagłośnieniowców, bo z gówna bata nie ukręcisz. Reszta zespołu tak naprawdę się nie liczyła Koncert był słaby, żałuję ze wydałem na niego 2 stówki - za tą cenę mogłem sobie kupić bilet na RHCP które pewnie będzie dużo lepsze. Może moja ocena byłaby mniej surowa, ale opiero co wróciłem z Openera, gdzie nawet mało znany zespolik występujący o 19:00 w tencie łykał swoim występem tą, jakby nie było, gwiazdę.
Z drugiej strony Rybnik organizacyjnie podołał, ludzie też dopisali - mimo że koncert się nie wyprzedał, to raczej nie będzie klapy finansowej. Mam nadzieję że w przyszłym roku też coś podobnego zorganizują, nawet jak nie będzie super to przynajmniej mam blisko i odpadają koszty podróży i wyżywienia. A i biletu nie trzeba kupować, bo koło stadionu słychać równie dobrze jak na nim, a całe tłumy pomysłowych ludzi się wspięło na murek i mogło sobie nawet oglądać akcję na scenie.
Aha, i chyba w końcu się okazało, że ochrona wpuszczała ludzi z sektora C do B - co prawda miałem B, ale ani razu mnie nie sprawdzili. A sektor C był praktycznie pusty - więc coś musi w tym być