Re: Big Survivor komentarze
: czw paź 04, 2018 2:53 pm
Na forum Rush Genesis wygrało zestawienie. Jak dla mnie za wysoko King Crimson. Szkoda, że poza pudłem Yes, bo niewiele brakło.
Polski Fan Klub Iron Maiden
https://sanktuariumfc.org/forum/
Co nie oznacza oczywiście, że jest kiepski. Według mnie to właśnie gorsze są Genesis i Yes. O całej twórczości to już nawet nie wspominam, bo to co Genesis i Yes później robiły pozostawiam bez komentarza.
Wolę Yes i Genesis, Yes jeszcze w latach 80 dawali radę, Genesis już nie, chociaż albumy King Crimson z lat 80 też są słabe. Pamiętam komentarz Bruforda, który grał przecież i w Yes i w King Crimson. W King Crimson podobało mu się bardziej, bo nie było tam takiej dyscypliny jak w Yes. Komentarz wart więcej niż wszystkie recenzje płyt obu wykonawców.
Jeżeli ktoś lubi pop rock to Yes albo Genesis w latach osiemdziesiątych może się podobać. Płyty King Crimson wydane w tamtych latach a zwłaszcza Discipline i Beat są bardzo dobre. Może dla niektórych mniej przystępne, ale na pewno 100 razy bardziej ambitne niż granie w stylu Hold On, Almost Like Love, Rhythm of Love, Love Will Find A Way, Leave It, Big Generator i Owner of a Lonely Heart. Takiej muzyce zdecydowanie jest bliżej do Duran Duran czy Pet Shop Boys niż jakiegokolwiek rocka. Nie mówiąc juz o progresywnym.Vorgel pisze: ↑pt paź 05, 2018 9:40 amWolę Yes i Genesis, Yes jeszcze w latach 80 dawali radę, Genesis już nie, chociaż albumy King Crimson z lat 80 też są słabe. Pamiętam komentarz Bruforda, który grał przecież i w Yes i w King Crimson. W King Crimson podobało mu się bardziej, bo nie było tam takiej dyscypliny jak w Yes. Komentarz wart więcej niż wszystkie recenzje płyt obu wykonawców.
Genesis grali pop w latach 80, Yes bliżej rocka. Nie uważam też, żeby muzyka King Crimson w latach 80 była specjalnie ambitna. Można to zresztą różnie rozumieć, bo jeśli chodzi o chęć pozyskania nowych fanów, dotarcia do szerszej publiki to Genesis i Yes były o wiele bardziej ambitne niż King Crimson, którzy zamknęli się w swoim pudełku i czekali na granty. Taka postawa to łatwizna, ciężej jest napisać dobry przebój i sprzedać kilka milionów płyt. Co do Genesis to nie bardzo szanuję taką postawę, bo zrobił się z tego solowy Collins, ale co do Yes to wykonali ów manewr fenomenalnie. Utwory z 90125 mają w końcu niebanalne aranżacje jak na muzykę pop, jest w nich cień tego, co grupa przekazywała wcześniej (np utwory Changes czy Hearts). Jest oczywiście ten Owner, ale to jest dobry utwór pop, a dobry pop nie jest zły. King Crimson stać było na Heartbeat, które puszczali w MTV, ale tak naprawdę zespół wtedy spał. Tzn Fripp spał, a Belew harcował. Słaba i bez jaj muzyka. Moim zdaniem.Felcio pisze: ↑pt paź 05, 2018 11:12 am Jeżeli ktoś lubi pop rock to Yes albo Genesis w latach osiemdziesiątych może się podobać. Płyty King Crimson wydane w tamtych latach a zwłaszcza Discipline i Beat są bardzo dobre. Może dla niektórych mniej przystępne, ale na pewno 100 razy bardziej ambitne niż granie w stylu Hold On, Almost Like Love, Rhythm of Love, Love Will Find A Way, Leave It, Big Generator i Owner of a Lonely Heart. Takiej muzyce zdecydowanie jest bliżej do Duran Duran czy Pet Shop Boys niż jakiegokolwiek rocka. Nie mówiąc juz o progresywnym.
Od pisania przebojów to były wtedy Alphaville, Culture Club, Bad Boys Blue albo Pet Shop Boys. Jeżeli taki Yes chciał się zbliżyć do tych wykonawców tego pokroju, być z takimi przebojami kojarzony to można albo patrzeć na to jedynie z uśmiechem bądź politowaniem. Niestety. Taka postawa jest nie do przyjęcia. Tym bardziej w takiej muzyce jaką ci panowie wcześniej wykonywali.Vorgel pisze: ↑pt paź 05, 2018 11:50 am ciężej jest napisać dobry przebój i sprzedać kilka milionów płyt. Co do Genesis to nie bardzo szanuję taką postawę, bo zrobił się z tego solowy Collins, ale co do Yes to wykonali ów manewr fenomenalnie. Utwory z 90125 mają w końcu niebanalne aranżacje jak na muzykę pop, jest w nich cień tego, co grupa przekazywała wcześniej (np utwory Changes czy Hearts). Jest oczywiście ten Owner, ale to jest dobry utwór pop, a dobry pop nie jest zły.
Płyty Yes z lat osiemdziesiątych były kompletnie nijakie. Z jednej strony dla fanów popu którzy kupili te krążki (ze względni na Owner np.) były jak na te muzyke trochę niezrozumiałe, za bardzo zaawansowane muzycznie, a z drugiej strony dla fanów starego Yes były do szpiku kości skomercjalizowane, dyskotekowe, po prostu do dupy.Felcio pisze: ↑pt paź 05, 2018 2:01 pmOd pisania przebojów to były wtedy Alphaville, Culture Club, Bad Boys Blue albo Pet Shop Boys. Jeżeli taki Yes chciał się zbliżyć do tych wykonawców tego pokroju, być z takimi przebojami kojarzony to można albo patrzeć na to jedynie z uśmiechem bądź politowaniem. Niestety. Taka postawa jest nie do przyjęcia. Tym bardziej w takiej muzyce jaką ci panowie wcześniej wykonywali.Vorgel pisze: ↑pt paź 05, 2018 11:50 am ciężej jest napisać dobry przebój i sprzedać kilka milionów płyt. Co do Genesis to nie bardzo szanuję taką postawę, bo zrobił się z tego solowy Collins, ale co do Yes to wykonali ów manewr fenomenalnie. Utwory z 90125 mają w końcu niebanalne aranżacje jak na muzykę pop, jest w nich cień tego, co grupa przekazywała wcześniej (np utwory Changes czy Hearts). Jest oczywiście ten Owner, ale to jest dobry utwór pop, a dobry pop nie jest zły.
Jeśli ktoś porównuje Cultrue Club czy Pet Shop Boys do Yes z lat 80 to zwyczajnie tych płyt Yes nie słyszał. Zupełnie inne granie, co więcej Yes silili się jeszcze na jakieś nawiązania do tego co robili w latach 70, w przeciwieństwie do Genesis, którzy postawili na zwykły pop, chociaż też oczywiście inni niż Pet Shop Boys. King Crimson jednak na swojej muzyce wyszli najgorzej, bo starzy fani oskarżali ich o pójście w new wave, a nowych nie pozyskali, bo niby czym?Felcio pisze: ↑pt paź 05, 2018 2:01 pm Od pisania przebojów to były wtedy Alphaville, Culture Club, Bad Boys Blue albo Pet Shop Boys. Jeżeli taki Yes chciał się zbliżyć do tych wykonawców tego pokroju, być z takimi przebojami kojarzony to można albo patrzeć na to jedynie z uśmiechem bądź politowaniem. Niestety. Taka postawa jest nie do przyjęcia. Tym bardziej w takiej muzyce jaką ci panowie wcześniej wykonywali.
Wyszli najbardziej z twarzą z tego towarzystwa. Przynajmniej nie zrobili z siebie największych szmaciarzy tylko po to, ażeby zarobić trochę pieniędzy. Spłycić progresywną, rockową muzykę i zacząć nagrywać tandetne piosenki do radia, dla młodzieży na zabawy to żaden wyczyn. Wręcz przeciwnie niestety. Wielu starych fanów rocka progresywnego mają najwięcej żalu o to do Yes i Genesis. O np. Van der Graaf Generator czy King Crimson podobnych rzeczy, podobnych zarzutów o hulanie na listach przebojów z popowymi utworami nie słyszałem.Vorgel pisze: ↑pt paź 05, 2018 3:24 pmJeśli ktoś porównuje Cultrue Club czy Pet Shop Boys do Yes z lat 80 to zwyczajnie tych płyt Yes nie słyszał. Zupełnie inne granie, co więcej Yes silili się jeszcze na jakieś nawiązania do tego co robili w latach 70, w przeciwieństwie do Genesis, którzy postawili na zwykły pop, chociaż też oczywiście inni niż Pet Shop Boys. King Crimson jednak na swojej muzyce wyszli najgorzej, bo starzy fani oskarżali ich o pójście w new wave, a nowych nie pozyskali, bo niby czym?Felcio pisze: ↑pt paź 05, 2018 2:01 pm Od pisania przebojów to były wtedy Alphaville, Culture Club, Bad Boys Blue albo Pet Shop Boys. Jeżeli taki Yes chciał się zbliżyć do tych wykonawców tego pokroju, być z takimi przebojami kojarzony to można albo patrzeć na to jedynie z uśmiechem bądź politowaniem. Niestety. Taka postawa jest nie do przyjęcia. Tym bardziej w takiej muzyce jaką ci panowie wcześniej wykonywali.
A kto powiedział, że musi być progresywnie? W latach 80 pojawiły się zespoły, często dobre, które grały jak artyści z lat 70 i to wcale nie było progresywne, a regresywne. Co do komercji. King Crimson też nagrali tandetną piosenkę dla radia i mieli teledysk w MTV. Rock progresywny to na dobrą sprawę lata 70 i np Van Der Graaf Generator zakończyli karierę, kiedy formuła się wyczerpała. Inni jak Yes czy Genesis grali dalej. King Crimson postanowili zmienić formułę i występować pod starym szyldem co też nie było do końca fair. Może nie wszyscy o tym wiedzą, ale wtedy prasa pisała o ich muzyce, że to new wave i -uwaga- dance rock. Jak się było weteranem i chciało się przetrwać w latach 80, trzeba było iść mniej lub bardziej w komercję. Nie wiem ile utwór Heartbeat sprzedał egzemplarzy płyty Beat, ale może wystarczająco by zespół przetrwał w trudnej dla art rocka dekadzie.Felcio pisze: ↑pt paź 05, 2018 3:52 pm Wyszli najbardziej z twarzą z tego towarzystwa. Przynajmniej nie zrobili z siebie największych szmaciarzy tylko po to, ażeby zarobić trochę pieniędzy. Spłycić progresywną, rockową muzykę i zacząć nagrywać tandetne piosenki do radia, dla młodzieży na zabawy to żaden wyczyn. Wręcz przeciwnie niestety. Wielu starych fanów rocka progresywnego mają najwięcej żalu o to do Yes i Genesis. O np. Van der Graaf Generator czy King Crimson podobnych rzeczy, podobnych zarzutów o hulanie na listach przebojów z popowymi utworami nie słyszałem.
Lata osiemdziesiąte w ogóle były strasznie kiczowate. Niestety jak zauważyłeś dotknęło to też muzyke rockową. To był okres, w którym ta muzyka po prostu spowszedniała, stała sie kolejnym zwykłym, normalnym gatunkiem muzycznym. Przestała być wyjątkowa. Do tego pojawiło się MTV i wielu artystów chciała tam być pokazywana między klipami Madonny i Wham. Na dobrą sprawę gdyby nie takie zespoły jak Motorhead, Rose Tattoo, Dio, Iron Maiden, angielski agresywny punk, potem zespoły thrash i później black metalowe, to cały hard rock, heavy metal głównie za sprawą Def Leppard, Europe, Bon Jovi i całej tej reszty prekursorów transgender w różowych rajtuzach i błyszczących marynarkach nie różniłby się zbytnio od wymienionego przez kogoś wyżej Pet Shop Boys czy jakiegoś innego Dead Or Alive. Nie ma się w zasadzie co dziwić, że Budgie albo Uriah Heep obrało taki kierunek, skoro nawet black metalowy Celtic Frost później był jak ten Pet Shop Boys, tyle, że z gitarami....AncientMariner pisze: ↑sob paź 06, 2018 6:38 pm Robiąc wczoraj zestawienia do survivoru na kilka lat do przodu, przeglądałem dyskografie różnych zespołów i z przykrością i żalem trzeba przyznać że losy Yes i Genesis podzieliły też inne dobre zespoły, które poszły w komercyjne popowe wręcz granie. Szkoda że taki Rush, Nazareth, Uriah Heep, Budgie, Kiss, Saxon tak zeszły na psy. Ja rozumiem ze chcieli zarobić więcej pieniędzy, ale nie wierze, że spełniali się przy tym jako muzycy. Z resztą Geddy Lee i Biff Bifford kiedyś w wywiadach sami troche żałowali obranego później kierunku przez zespóły w latach 80tych. Co gorsza większość z zespołów które zaczeły tworzyć bardziej przystępną muzyke dla wszystkich po jednej, dwóch lepiej sprzedających się płytach z racji kilku przebojów odeszły potem w zapomnienie, niejednokrotnie szargając swoje dobre imie. W ogóle poza ostrzejszymi rzeczami głownie metalowymi w latach 80tych zapanowała dziwna moda na granie plastikowych popowych dźwięków. Później w 90tych to się zmieniło na lepsze.