
15. Iron Maiden – Seventh Son of Seventh Son
Album mający potencjał na moje osobiste top 10. Byłem do niego średnio nastawiony przez tatę, który woli pierwsze 5 płyt, ale mnie klimat i lekkie klawiszowe dodatki bardzo podpasowały. Moonchild, Evil, tytułowy, Clairvoyant, Only, to spokojnie jedne z moich ulubionych w całym dorobku Maidenów, efekt psuje niestety znienawidzony przeze mnie CIPWM, nie przepadam też za Infinite Dreams. Tak czy siak petarda. Dużo feelingu w takich strzałach jak "Only the Good" i jedna z ciekawszych kompozycji zespołu w ogóle - tytułowy.
Ulubione numery: Moonchild, Clairvoyant

14. MANOWAR – HAIL TO ENGLAND/INTO GLORY RIDE
Anglia to ojczyzna dwóch z trzech najważniejszych rzeczy na świecie – heavy metalu i piłki nożnej. Oddaję więc hołd Anglii, tak jak Manowar, którzy zrobili to w spektakularnym stylu. Brzmienie zabija, tak jak nadczłowiek na okładce miażdży pozerów i murzynów. Każdy numer to epicki strzał w pysk. Wybór jest prosty, albo maszerujesz Mostem Śmierci i okazujesz się godnym Armii Nieśmiertelnych, albo giniesz. Nikt nie zabijał tak, jak zabijał w latach 80 Manowar. Każdy wznosi się tu na wyżyny, solówki Rossa są doskonałe, bas Joeya demoluje, bębny mają soczyste i głębokie brzmienie, a śpiew Erica jak zawsze perfekcyjny. Równie potężna jest W CHWAŁĘ JAZDA, poza otwierającym Warlordem - w pełni epic metalowa, z walcami miażdżącymi każdego pozera. Przepiękny Revelation (Death's Angel) z przejmującym wokalem, podniosłe Sekrety Stali, potężne i wzywające do Rękawice Metalu (to chyba tu pierwszy raz pojawia się motyw "fuck the world" w słowach "against the world"), a na sam koniec najlepszy numer Manowar - MARSZ ZEMSTY! Obie płyty poznawałem w podobnym okresie, więc obie trafiają do rankingu. A remiksy i remastery spod szyldu Imperial Edition wzniosły płyty na jeszcze wyższy poziom, z czystszym, bardziej selektywnym brzmieniem. HAIL!
Ulubione numery: Bridge of Death, Hail to England

13 Blind Guardian – Battalions of Fear
Głód Dyniopodobnych produktów nie ustawał, ale ojciec miał asa w rękawie. Tak w moje ręce trafił „Battalions of Fear” i kupił mnie od razu. „Majesty” to taki strzał, że nie wiem jak można nie dostać natychmiastowej erekcji po pierwszym odsłuchu. Ukochane przeze mnie w metalu „ooooooo”, piąty bieg, wysoki ale agresywny wokal i tolkienowe teksty. Cała płyta, a potem cała dyskografia zdobyły moje serducho, pierwszy koncert Blindów uświetniony właśnie ukochanym Majesty był jednym z najlepszych muzycznie dni w życiu. Zresztą sam zespół w wywiadach wymienia ten koncert jako szczególnie dobry. Nie mogło być inaczej. Moi pierwsi Blindzi to musiał być top.
Ulubione numery: Battalions of Fear, Majesty, Guardian of the Blind






