Był to event, który w mojej opinii na papierze brzmiał jak wydarzenie marzeń, ale niestety w realu wypadł słabiej przez kilka czynników.
Główną atrakcją było dla mnie Drowning Pool. Kiedyś dużo ich słuchałem, byli wysoko na mojej liście zespołów do zobaczenia, a właściwie to nie byli, bo nie wierzyłem, że mi się to uda. Ostatni raz byli w Europie w 2013 roku, potem stali się typową amerykańską grupą kontynentalną. Amerykański portal podaje, że w 2019 strzelili jeszcze one-shota na... Ukrainie. I tyle. Dziwne. No w każdym razie, skoro już się ruszyli do nas, to oczywistością było, że chcę ich zobaczyć.
P.O.D. lubię, rozważałem ich solowy koncert w Wawie kilka lat temu (odwołany). Nie wiem, czy na pewno bym się zebrał zobaczyć tylko ich w innym mieście, ale jako dodatek do tego zestawu bardzo mnie ucieszyli.
Godsmacka widziałem już w 2015 i czułem się nasycony w tym temacie, ale to spoko zespół, kolejna miła składowa wczorajszego występu. Chociaż na nich samych na pewno bym się nie wybrał.
Słowem: trzy mocne strzały. Takie coś nie zdarza się często. I to jeszcze w fajnej hali, w dogodnym dla mnie dojazdowo mieście i z dobrym organizatorem.
Moim pierwszym problemem była czasówka. Ja wiem, wiem, że to koncert głównej gwiazdy i dwóch supportów, więc wobec tych dwóch nie ma co mieć wielkich oczekiwań, ale... pół godziny dla Drowning Pool? Serio? To było SZEŚĆ kawałków. Przystaweczka. To jednak większy i ważniejszy zespół, a tu to wyglądało jak jakieś polskie pierdziejewo dokoptowane przez orga na tydzień przed festem żeby był w ogóle jakiś support. To oczywiście nie zarzut do organizatora, bo taki jest koncept trasy, wszędzie DP ma pół godziny. Ale cały ten event trwał od 19 do 22:40 - to niedużo i naprawdę, daliby radę wygospodarować tu jeszcze choćby ekstra kwadrans.
45 minut dla P.O.D. już nie przeszkadzało mi tak mocno, wiadomo, człowiek wolałby więcej, ale dostaliśmy 10 kawałków będących swego rodzaju greatest hitsami zespołu, więc tu nie miałem aż takiego uczucia niedosytu.
Na miejscu okazało się, że jest jeszcze jeden problem, a mianowicie nagłośnienie. Siedziałem na górnych trybunach naprzeciwko sceny (3-19). Nie jestem audiofilskim francuskim pieskiem, który na co drugim koncercie narzeka na nagłośnienie, naprawdę, nieraz zdarzyła mi się już sytuacja gdzie czytałem dużo narzekań na ten aspekt eventu, a ja nie rozumiałem czemu, nie miałem z tym problemu. Tu było bardzo źle, obu supportom sporo odjął fakt, że brzmiały jak dudnienie ze studni. Dramat. Na Godsmacku już było OK, no ale nie o niego mi tam najbardziej chodziło.
I wiem, że to nie był tylko problem dla mnie, bo tak czytam teraz wrażenia ludzi na Fejsie, to wątek nagłośnienia przewija się często. Serio, nigdy nie miałem tak złych wrażeń nawet na owianym złą legendą Basenie Narodowym.
Hala była ładnie wypełniona, nie było sold outu - luzy na bocznych, górnych trybunach, ale organizator na pewno był zadowolony. Publika nie zawiodła.
Co do samych koncertów - P.O.D. to jak już pisałem, greatest hitsy. I bardzo dobrze. Ten koncert był taki, jak miał być. DP - mini greatest hitsy

, przez nagłośnienie odebrałem go gorzej niż mogłem, ale to była potężna, półgodzinna dawka energii. Godsmack również zagrał bardzo dobrze, nie było chwili nudy. Co do kwestii wyreżyserowania ich występu, którą poruszył kam, to nie znam ich koncertów na tyle, żeby mi to przeszkadzało/nudziło, ale sprawdziłem sobie setlistę, porównując do tej sprzed 10 lat. Otóż wówczas zagrali 10 kawałków. Okazuje się, że wczoraj zagrali... 9 z 10 tych samych kawałków. Plus 6 innych. No, nie wysilają się z setlistami specjalnie, fani pewnie muszą być niezadowoleni z tego aspektu. Ale dla mnie, każuala, widzącego ich raz na dekadę, nie jest to problem.
Podsumowując, fajny event, choć miałem większe oczekiwania. Na pewno nie żałuję, że pojechałem. W domu bylem o 1:40, zasnąłem jakoś o 2, a o 6 córka zrobiła pobudkę. Więc zaraz wracam spać
