"Caught Somewhere In Time" - bardzo oryginalny, dynamiczny, a zarazem bardzo przestrzennie brzmiący utwór świetnie wprowadzający w ten "kosmiczny" klimat płyty.
"Wasted Years" - ot taki krótki, melodyjny przebój, nie pierwszy i nie ostatni w historii Maiden, ale na pewno jeden z lepszych, na pewno IMO lepszy, niż "Can I Play With Madness" z następnej płyty. Kiedyś się nim bardzo jarałem, potem mi przeszło, ale nadal jak zapuszczę raz po raz to skutecznie poprawia nastrój.
"Sea Of Madness" - bardzo klimatyczny, nieco mroczny utworek ze świetnym wokalem, bardzo mnie wkręca, jak dla mnie ma drugie miejsce w kategorii moich ulubionych utworów z tej płyty.
"Heaven Can Wait" - taki utwór, że "może być", ale bez wielkiego obesrania. Trochę mnie dziwi ogólny zachwyt nad nim. Nic szczególnego, refren jakoś mnie nie porywa, ateż i jakiś zbyt "przesłodzony" jest. No, ale to "jak na ten album", bo ogólnie, to niezły.
"Loneliness Of The Long Distance Runner" - powraca ten specyficzny klimacik z utworu trzeciego (nie potrafię tego wyjaśnić, ale tak to czuję), z tym, że teraz jest dużo szybciej. Gdyby nie było na tej płycie dwóch innych, jeszcze lepszych utworów, to byłby moim ulubionym
"Stranger In A Strange Land" - bardzo lubię w nim śpiew Bruce'a w zwrotce i ten kroczący, syntezatorowo-przesterowany riff. Też wkręca, ale...
"Deja Vu" - nic tak nie wkręca, jak TO!!! Mój absolutny numer 1 z tej płyty i w ogóle z całej dyskografii Iron Maiden!!! (jako utwór, bo jeśli chodzi o albumy, to jednak minimalnie lepsza IMO następna płyta). Świetny, speedowy kawałek z agresywnym wokalem Dickinsona, ale to, co na mnie robi tu największe wrażenie, to ten szybki, a jednak jakiś taki... melancholijny(?) riff Murraya. No po prostu cudowny!
"Alexander The Great" - taki dłuższy, epicki utworek na zakończenie. W sumie, to z całej płyty właśnie ten najbardziej utrzymany jest w stylu poprzednich płyt, a właściwie minisuit z nich ("Tame A Land", "Powerslave", "Rime Of The Antient Mariner"). Tym razem też mamy "egzotyczno-orientalny" riff, chyba grecki miał być - wierzę na słowo, bo nie znam się, na muzyce starożytnej Grecji

No i jest to w sumie świetna rzecz. W kategorii "epickich zakończeń" przegrywa u mnie tylko z "Hallowed Be Thy Name".
Tak ogólnie, to jeszcze tyle powiem, że "Somewhere In Time" jest moim nr.2 jeśli chodzi o płyty IM ("Seventh Son Of A Seventh Son" jest nr.1), a tak poza tym, jest dla mnie jednym z największych dzieł heavy metalu ever.
Our time will come! Oooo...