Kolejny dzień za nami.
Rascal - Bardzo solidny koncert. Mój czwarty ich (zawsze widziani jako support). Wczoraj wypadli dużo lepiej niż w to co pamięta z klubów (2021-2022). Wyszli bardzo pewni, zero tremy. Wokalista dobry kontakt z publiką. Solidny głos. Gitary szybkie, ale sola ciekawe i z pomysłem. Było sporo osób. Konkretne pogo na dobry początek dnia w pełnym słońcu.
Blood Command - Z "płyty" nie brzmiało to źle, ale na żywo rozczarowali trochę. I muzycznie i wizerunkowo. Wokalistka trochę obrzydliwa jak pluła na rękę i rzucała plwocinę w publiczność. Natomiast gitarzysta rzucił w publiczność w połowie wylizanego lizaka. Nasi forumowi specjaliści od artefaktów mogli by powiedzieć czy takie wydzieliny można traktować jako artefakt z koncertu? Do tego zespół chyba ma kontrakt z Adidasem, bo pełny, firmowy outfit był. Pani poza darciem ryja, całkiem zdrowo wywijała po scenie. Widać, że wysportowana.
Przerwa na obiad
Insomnium - Po obiedzie wróciliśmy na SPECJALa, więc od razu posłuchaliśmy Insomnium na main stage. Nie mój rodzaj muzyki, ale całkiem spoko brzmiało. Przyjemne, walcowate, ale nie bezsensowna napierdalanka.
Crowbar - Konkretny występ, ale z mojego punktu widzenie trochę monotonny. W takcie postanowiliśmy iść zobaczyć Ultimas.
Ultimas - Szliśmy, ale ja nie dotarłem. Po drodze do B90 klapnąłem na kanapie odespać obiad

Ale kolega cocker mówił, że występ był zacny.
Leprous - Pierwszym numerem to chyba chcieli uśpić całą publiczność. Jaki to był smęt, no na koncert się nie nadawał. Zwłaszcza na festiwalu, gdzie jest dużo przypadkowej publiczności. Na szczęście później się rozkręcili i koncert był całkiem spoko. Co ciekawe miałem wrażenie, że bardziej intensywnie się ruszają na scenie niż grają
Pigs Pigs Pigs Pigs Pigs Pigs Pigs - Dotarłem na końcówkę i było tak jak oczekiwałem. Rock and roll na pełnej ze ścianą dźwięku (ale w pozytywnym znaczeniu, bo było słychać instrumenty, ale bardzo intensywnie). Totalna rozwałka na Desert Stage. Tym razem odpuściłem młyn, żeby Moderator nie poczuł się zdradzony, że idę w młyn bez niego

, ale i tak się fajnie pobujałem z boku sceny.
Paradise Lost - Kolejne rozczarowanie na Main Stage. Przede wszystkim koncert niedowieziony technicznie. Niekontaktujący mikrofon, zjebany dźwięk (to się trochę poprawiło po kilku utworach). W połączeniu z ich brakiem mocnego kontaktu z publicznością miałem wrażenie, że ten koncert jest trochę obok mnie. Setlisty nie będę się czepiał, bo nie jestem wielkim fanem, więc kotlety mi nie przeszkdadzają w tym przypadku. Za to blackcocker czuł się podobnie jak ja dzień wcześniej na Dickinsonie.
Accept - Co za koncert. Od pierwszych dźwięków byłem kupiony. Teutońska maszyna koncertowo zawsze dowozi, jak porządny niemiecki samochód (np. Skoda). Reckoning na otwarcie wszedł bardzo dobrze. Living for Tonite podtrzymał formę. Od początku świetna reakacja publiczności. Mimo, że stałem dość daleko (za młynem) wokół mnie ludzie głośno śpiewali. Trochę kusiło, żeby iść w pogo, ale Moderator zgubił się gdzieś w raju, więc znowu odpuściłem. Z nowych zagrali jeszcze Straight Up Jack - bardzo ejsidisowy numer. Nieźle bujał, ale średnio pasował do heavymetalowych strzałów. Później było sporo nieświeżego mięsa z czasów udoszczaka i pierwszy z highlightów koncertu - zestaw Midnight Mover + Dying Breed (ależ ten numer jest zajebisty). W jego trakcie odnalazł na blackcocker i dalej mogliśmy "śpiewać wspólnie". Drugi topowy moment to zestaw Teutonic Terror + Pandemic. Znowu kusiło, żeby iść w pogo, ale że planowaliśmy zmyć się po Pandemic, to odpuściliśmy. Smętów o rekinach i jajach na ścianie nie słuchaliśmy. Dla mnie koncert wieczoru mimo średniej setlisty.
Graveyard - Dobry koncert. Widzieliśmy drugą połowę i na pewno warto na nich się wybrać na indywidualny koncert. Grają kawał dobrej muzy i na żywo wypadają bardzo dobrze. Publiczność jak zwykle na Desert dzika.
Megadeth - Miałem totalnie żadne oczekiwania i zostałem bardzo miło zaskoczony. Przede wszystkim brzmiało to świenie. Dźwięk żyleta (czyli jednak dało się ustawić tą scenę na wysokim poziomie). Głośno ustawiony Dejw, który wokalnie brzmiał świetnie (miał króciutki zjazd w Angry). Fajny set dla takiego niedzielnego fana jak ja. Tytułowy z nowej bardzo dobrze na żywo wypada. Najlepszy numer Tornado. Jak to świetnie brzmiało. Dodatkowo Megadeth świetnie sprawdził się w roli heada. Najbardziej nabity koncert na Main Stage. Nawet ci dalej stojący bawili się i śpiewali. Jedyna wada - znowu musiałem oglądać Dżosefa na telebimie

Trzeba przyznać, że dobrze się zaprezentował - flaga, śpiewanie. Jak zaczęli grać Tout oddaliliśmy w stronę Shrine zobaczyć Wayfarera.
Jak wychodziliśmy z Mega, poszliśmy kupić piwo i okazało się, że prawie skończył się SPECJAL. Został tylko na jednym kranie. Trochę obawiamy się czy dzisiaj będzie.
Wayfarer - Perkusja trochę monotonna, ale poza tym fajny walec z odrobiną melodii. Na koniec okazało się, że jeden z wokalistów poza ryczeniem potrafi też nieźle zaśpiewać. Poważnie rozważam wybranie się na pełny koncert w Warszawie.
Furia - Oglądana najpiew sprzed sceny, a potem z leżaczków. To nastrojowe spoko, chociaż usypiające o tej porze. Część na ostro - wolę Mgłę.