Po dyskusji jaka wywiązała się w temacie Virtual XI i reakcji na moje stwierdzenie, że TFF w całości przesłuchałem tylko dwa razy postanowiłem dać znowu szanse i jednak dalej uważam za najsłabszy album Ironów.
Najlepsze: Mother Of Mercy (strasznie tu czuje album Dance of Death który uwielbiam), Coming Home, The Talisman, When the Wild Wind Blows. I to by było tyle z utworów które mi się podobają.
Album zaczyna się super, intro jest świetne ale jest zdecydowanie zbyt długie. Potem tak jak w 'The Angel And The Gambler' nie mieli pomysłu na refren i dostajemy
The final frontier
The final frontier
The final frontier
The final frontier
Mam wrażenie, że cały utwór jest przedłużany na siłę i jak dla mnie jest to najsłabszy otwieracz w karierze Ironów.
El Dorado zwykły zapychacz, fajny utwór jak na ten album, ale ogółem to nic specjalnego
Mother Of Mercy tak jak pisałem: świetny, mocny utwór bardzo pasujący mi do albumu DoD.
Coming Home jest fajnym utworem i nawet bym się cieszył jak kiedyś bym go usłyszał na żywo. Bardzo mi się w tym utworze podoba wokal, a to rzadkość na tym albumie.
I od tego momentu aż do Talismana nie ma nic dla mnie ciekawego. Alchemist, Isle of Avalon i Starblind to dla mnie straszne nudy których nigdy sobie nie odpaliłem z własnej woli (czasem po prostu nie przełączę jak się same odpalą ale zazwyczaj i tak pomijałem) i to się nie zmieni. łącznie te utwory trwają ok 20 minut czyli ponad 1/4 całego albumu. Alchemist jeszcze jest z nich najlepszy ale gdyby nie był to utwór IM to nie zwróciłbym na niego uwagi.
Potem jest Talisman czyli jak dla mnie najlepszy na tym albumie oraz jeden z bardziej wpadających w ucho utworów nagranych po reunionie. Długi utwór ale w ogóle tego nie czuje. Pomimo iż jest to trzeci najdłuższy album na płycie to zlatuje mi to najszybciej i chyba najprzyjemniej.
The Man Who Would Be King: utwór nudny dla mnie tak jak wcześniej wspomniane IOA i Starblind, a może nawet bardziej. Chyba najsłabszy utwór na płycie.
No i Wiaterki: Świetny utwór, trzeci najlepszy na albumie. Nie wiem czy jest inny utwór Ironów na którym Bruce ma tak kojący głos
Największym plusem albumu jak dla mnie jest perkusja. Nicko wypadł świetnie i nie wiem czy nie najlepszy pod względem perkusji album Ironów.
Odwrotnie widzę bas na tym albumie. Bas jest nudny, nic specjalnego, najsłabsza płyta Stefka pod tym względem.
Jednak największym minusem The Final Frontier (oprócz okładki bo to jest katastrofa

) jest Bruce. Strasznie nie leży mi jego wokal, bardzo mnie męczy. To samo zresztą mam z 'En Vivo!' nie podchodzi mi w ogóle wokal i zarówno album jak i koncertówke uważam za najsłabsze w całej dyskografii Ironów. Ciesze się, że na TBOS już dla mnie brzmi to znacznie lepiej
Gitary standardowo na swoim poziomie, wolałbym żeby były ciut ostrzejsze a mniej melodyjne, ale taki był zamysł aby były melodyjne i po prostu nie trafia to do mnie.
Ranking utworów na tym albumie:
1. The Talisman
2. Mother Of Mercy
3. When The Wild Wind Blows
4. Coming Home
5. El Dorado
6. Satellite 15... The Final Frontier
7. The Alchemist
8. Isle Of Avalon
9. Starblind
10. The Man Who Would Be King
Podsumowując: Najsłabszy jak dla mnie album Ironów i traci bardzo dużo do przedostatniego NPFTD i przedostatniego Virtual XI.
Ale... mimo wszystko jednak The Final Frontier zyskało ciut w moich oczach i chyba od czasu do czasu sobie odpalę. A przynajmniej nie będzie czekało na to 6 lat (2012 poznawałem dyskografię Ironów i od tego czasu TFF nie było słuchane w całości

)
