Super pomysł! Aż się zawiesiłem się po prostu

Zespół ma spory dorobek, 14 płyt i 4 EP, trzeba to ogarnąć myślą. Wydaje mi się, że do
Damnation And A Day niczego nie znajdę, łykami je w całości i mniej lub bardziej wielbię.
Nymphetamine i
Thornography w swojej odmienności lubię, nigdy nie nie raziło mnie odejście od dotychczasowego grania i ten heavy-thrashyk, bo zawsze lubiłem lżejsze granie, heavy, nawet trochę hard rocka. Ale tu już są mielizny, więc mam typy. Ufając intuicji pójdę spontanicznie tak (to nie jest kolejność od najgorszych, piszę co mi się przypomni):
Truth & Agony - bonus na
Venus Aversa. Uważam to za kompletnie nijakie i wymuszone.
Thank Your Lacky Scars - to nawet nie jest takie złe, ale brzmienie mnie tutaj wręcz wkurwia. Bezsensowna perkusja. Refren? Zdaje się, że to odrzut, który wydali na EP jako danie główne, ale mogłoby pozostać odrzutem i nie byłoby żalu.
Nightmares of an Ether Dringer - bardzo subiektywnie, bo to w sumie spoko piosenka. Nie lubię jej. Tekst słaby, Dani w lirycznym dołku na konkretnym obrazku.
Unleash The Helion - głupio myślałem przed premierą, że to będzie jakiś ukłon dla Judas Priest. Znów nijakość, pierwsza na liście, której nie mogę sobie przypomnieć nawet linijki tekstu.
Behind the Jagged Mountains - kolejny wymuszony dodatek do
Venus Aversa.
One Foul Step From The Abyss - piosenka, która była jedną z promocyjnych DDVA (nie jako singiel, ale wykonali ja w TV). Dla mnie jest absurdalna, nie wiem, czy nie byłby to nawet top 3 najgorszych w dorobku. Zaczyna się, ściana dźwięku, urywa się. Paul Allender w najbardziej leniwej wersji. Ani to ekstrema, ani fajne riffy, ani fajny tekst. Nic.
Ogólnie uważam, że
Venus Aversa to ich najsłabsza płyta, mam wrażenie, że jest nagrana na siłę. Nie lubię też jej brzmienia. O wiele bardziej wolę
The Manticore, na której zaczęli kombinować i nie rozumiem stawiania tych albumów na tej samej, najniższej półce w ich dorobku.
The Snake-Eyed and the Venomous - fajny pomysł na tekst, na muzykę niestety nie.
Ile mamy? 7. No to zaczynam płynąć, może tak:
Gabrielle - pasuje do płyty, ale zawsze uważałem go za zbędny, szczególnej, że ma dużo lepszych sąsiadów podobnym klimacie
Misericord. Ponownie niezły tekst, ale mam wrażenie, że muzycznie jest to zlepek niewykorzystanych pomysłów. Chociaż lubię riff i klawisze pod koniec, w czwartej minucie chyba, to mogłoby tego nie być.
King of the Woods. Nudnawe 6 minut i z refrenem, który sam nie wiem dlaczego uważam za mdły.
Dobiłem do duchy! Twoja kolej, dawaj swoje
