Re: The Future Past Tour 2024 - trasa
: wt lis 26, 2024 8:20 pm
Fakt, ze glebe zaliczyl jak długi
A chyba tez Bruce zaplątał się w kabel Janka?
Polski Fan Klub Iron Maiden
https://sanktuariumfc.org/forum/
Gratuluję wrażeń, piękna relacja. Tam się można przekonać, co to znaczy fan Maiden. Ja przekonam się już jutro w Buenos. Pozdrówki.Dzosef pisze: ↑sob lis 30, 2024 3:02 am Chile przeszlo wszelkie oczekiwania.
Już sam stadion robi wrażenie, obiekt z terenem przyległym jest ogromny. Fttb wchodziło o 1540, więc były ponad 4h w pełnym słońcu. Już na supporcie (zespół Dogma, zupelnie przyzwoity) było ciasno.
Pierwszy gig - niesamowita atmosfera, bardzo głośna publika, cały stadion skakał, płonęły w oddali race - klimat niespotykany w Europie, nie mówiąc już o spedalonym usa. Scisk mocny, ale do przezycia. Bruce ograniczyl wyuczone gadki i skupił się na podburzaniu publiki mówiąc o Kolumbii, była też anegdota o kosciele skutecznie anulujacym gig kiedyś.
Z kolei drugi dzień to już spustoszenie, było ciezej niż Krk 2018. Największy problem to kolektywny debilizm chilijczykow, dziesiatki osób za nami mdlało, a ci zamiast grupowo ich podnosic i podawac ochronie jak pływaków to się odsuwali. W efekcie ochrona targała ich przez plecy barierkowiczow. Każdy tam w rzędach 2-6 powinien mieć na czole napisane "debil" i przejść jakieś szkolenie z uzywania mozgu, bo to było po prostu niebezpieczne. Często ci wyjmowani z tlumu byli od razu sadzani na wózki i wywozeni półprzytomni, a gdyby kilka osób ich podnioslo nie byłoby problemu. Docisk był przepotężny, był moment że po prostu zaczalem lokciowac i napierdalac plecami ludzi za sobą, lokalsi coś mi wygrażali, ale kupiłem sobie pare centymetrow oddechu do końca gigu, więc worth it.
Scena była daleko i za dwiema fosami, więc nawet z boku barierki widok był bardzo fajny.
Stefan rzucil mi frote, wpadly też inne duperele, boli że wypadła mi z łapy frota Jana.
Ogólnie koncerty w tej części swiata to najlepsze możliwe przeżycie. Nikt inny nie ma podjazdu, w Europie jest pare panstw gdzie ludzie jakkolwiek żyją na koncertach, Japończycy potrafia się pobawic, ale reszta to szkoda gadać, ludzie ida postac i ponagrywac storieski i tiktoczki.
No i 90 Maiden wybilo. Niesamowicie szybko to zlecialo
Fajna relka. Gdzie celujesz #100?Dzosef pisze: ↑sob lis 30, 2024 3:02 am Chile przeszlo wszelkie oczekiwania.
Już sam stadion robi wrażenie, obiekt z terenem przyległym jest ogromny. Fttb wchodziło o 1540, więc były ponad 4h w pełnym słońcu. Już na supporcie (zespół Dogma, zupelnie przyzwoity) było ciasno.
Pierwszy gig - niesamowita atmosfera, bardzo głośna publika, cały stadion skakał, płonęły w oddali race - klimat niespotykany w Europie, nie mówiąc już o spedalonym usa. Scisk mocny, ale do przezycia. Bruce ograniczyl wyuczone gadki i skupił się na podburzaniu publiki mówiąc o Kolumbii, była też anegdota o kosciele skutecznie anulujacym gig kiedyś.
Z kolei drugi dzień to już spustoszenie, było ciezej niż Krk 2018. Największy problem to kolektywny debilizm chilijczykow, dziesiatki osób za nami mdlało, a ci zamiast grupowo ich podnosic i podawac ochronie jak pływaków to się odsuwali. W efekcie ochrona targała ich przez plecy barierkowiczow. Każdy tam w rzędach 2-6 powinien mieć na czole napisane "debil" i przejść jakieś szkolenie z uzywania mozgu, bo to było po prostu niebezpieczne. Często ci wyjmowani z tlumu byli od razu sadzani na wózki i wywozeni półprzytomni, a gdyby kilka osób ich podnioslo nie byłoby problemu. Docisk był przepotężny, był moment że po prostu zaczalem lokciowac i napierdalac plecami ludzi za sobą, lokalsi coś mi wygrażali, ale kupiłem sobie pare centymetrow oddechu do końca gigu, więc worth it.
Scena była daleko i za dwiema fosami, więc nawet z boku barierki widok był bardzo fajny.
Stefan rzucil mi frote, wpadly też inne duperele, boli że wypadła mi z łapy frota Jana.
Ogólnie koncerty w tej części swiata to najlepsze możliwe przeżycie. Nikt inny nie ma podjazdu, w Europie jest pare panstw gdzie ludzie jakkolwiek żyją na koncertach, Japończycy potrafia się pobawic, ale reszta to szkoda gadać, ludzie ida postac i ponagrywac storieski i tiktoczki.
No i 90 Maiden wybilo. Niesamowicie szybko to zlecialo
Masz fttb czy trybsy?
Już na miejscu? Miłego giguPiotr Lange pisze: ↑sob lis 30, 2024 1:30 pmTrybsy, uff wrażenie rośnie.
Gratuluje wrażeń. Kaptialna relacja, czytałem z ciarkami. Chociaż w sumie jak mówisz że większe ciężary niz w Krakowie 2018 to nie wiem czy chciałbym to przeżyć, bo tam myślałem że zginę pod scenąDzosef pisze: ↑sob lis 30, 2024 3:02 am Chile przeszlo wszelkie oczekiwania.
Już sam stadion robi wrażenie, obiekt z terenem przyległym jest ogromny. Fttb wchodziło o 1540, więc były ponad 4h w pełnym słońcu. Już na supporcie (zespół Dogma, zupelnie przyzwoity) było ciasno.
Pierwszy gig - niesamowita atmosfera, bardzo głośna publika, cały stadion skakał, płonęły w oddali race - klimat niespotykany w Europie, nie mówiąc już o spedalonym usa. Scisk mocny, ale do przezycia. Bruce ograniczyl wyuczone gadki i skupił się na podburzaniu publiki mówiąc o Kolumbii, była też anegdota o kosciele skutecznie anulujacym gig kiedyś.
Z kolei drugi dzień to już spustoszenie, było ciezej niż Krk 2018. Największy problem to kolektywny debilizm chilijczykow, dziesiatki osób za nami mdlało, a ci zamiast grupowo ich podnosic i podawac ochronie jak pływaków to się odsuwali. W efekcie ochrona targała ich przez plecy barierkowiczow. Każdy tam w rzędach 2-6 powinien mieć na czole napisane "debil" i przejść jakieś szkolenie z uzywania mozgu, bo to było po prostu niebezpieczne. Często ci wyjmowani z tlumu byli od razu sadzani na wózki i wywozeni półprzytomni, a gdyby kilka osób ich podnioslo nie byłoby problemu. Docisk był przepotężny, był moment że po prostu zaczalem lokciowac i napierdalac plecami ludzi za sobą, lokalsi coś mi wygrażali, ale kupiłem sobie pare centymetrow oddechu do końca gigu, więc worth it.
Scena była daleko i za dwiema fosami, więc nawet z boku barierki widok był bardzo fajny.
Stefan rzucil mi frote, wpadly też inne duperele, boli że wypadła mi z łapy frota Jana.
Ogólnie koncerty w tej części swiata to najlepsze możliwe przeżycie. Nikt inny nie ma podjazdu, w Europie jest pare panstw gdzie ludzie jakkolwiek żyją na koncertach, Japończycy potrafia się pobawic, ale reszta to szkoda gadać, ludzie ida postac i ponagrywac storieski i tiktoczki.
No i 90 Maiden wybilo. Niesamowicie szybko to zlecialo