Pierre Dolinski pisze:Rabbit. Jeśli chcesz szczerze i bez awantur porozmawiać o formie wokalisty zespołu to forum jego fanclubu nie jest odpowiednim do tego miejscem, bo zostaniesz zakrzyczany przez fanatyków. Bruce Dickinson od dawna wielu rzeczy nie śpiewa tak dokładnie jak na płytach studyjnych, zmienia, upraszcza linie wokalne, miewa kłopoty z oddechami w trakcie bardziej skomplikowanych momentów itd. Wiadomo, że nie jest wokalistą perfekcjonistą. Każdy gość ze słuchem muzycznym to wie od dawna. Nie dziwię się temu odkąd obejrzałem wszystkie oficjalne koncertówki, bo nawet tam to widać i słychać. Wiadomo, że koncertówki są retuszowane w studio więc na prawdziwych koncertach jest jeszcze gorzej.
Inna sprawa, że nie znajdziesz tu zrozumienia. Wielu fanów muzyki szeroko pojętej rockowej nie ma słuchu muzycznego. Im wystarczy, że widzą zespół, muzyków na scenie kilka metrów od siebie, znają tekst, z grubsza rozpoznają piosenki ale nie oczekuj od nich, że będą perfekcyjnie rozpoznawali detale. To tak jak dyskutować ze ślepym o kolorach. Wiele osób kompletnie nie posiada słuchu muzycznego. Oni będą formę wokalną oceniać na podstawie tego JAK SIĘ BAWILI I JAK BARDZO KOCHAJĄ ZESPÓŁ. To w dyskusjach z takimi ludźmi JEDYNE kryterium.
Daj sobie spokój.

Wszystko racja, ale jakoś mimo wszystko nie mogłem obojętnie przejść obok wypisywanych tu herezji.
vyrus pisze:Pytanie co to znaczy dobra forma, do czego to chcecie odnieść? Wiadomo, że z wiekiem możliwości spadają. Poza tym, czy w koncercie metalowym chodzi o to żeby perfekcyjnie wszystko wykonać? Gdyby Bruce stał w miejscu i starał się śpiewać dobrze to podejrzewam, że nie mielibyście się czego czepiać. Tylko, że skacząc i biegając po scenie nie da się wszystkiego poprawnie zaśpiewać. Ja wolę energię na scenie kosztem techniki.
Bez jaj, facet nie wyrabiał już od pierwszego numeru.

Wiek wiekiem, ale jak się ćwiczy, to dobrą formę wokalną można utrzymać do późniejszego przynajmniej o 10 lat wieku, niż tego w jakim obecnie jest Bruce. Ktoś tu najwyraźniej stwierdził, że bieganie po scenie i oprawa koncertu wystarczą, aby lud był wniebowzięty i... jak widać się nie pomylił.
Zanim mnie zakrzyczycie podkreślę, że też jestem fanem Iron Maiden, w 1986 zebrałem nawet autografy w gdańskim hotelu Posejdon.

Czwartkowy koncert mi się całkiem podobał, ale to jednak nie powód, aby wypisywać bajki, że wszystko było cacy.
nomad1985 pisze:30 lat temu jak ta muzyka się tworzyła i tworzyły się obyczaje koncertów heavy-metalowych (bo mało kto wie ale na takim Made in Japan Purpli np. cała publika siedzi), heavy słuchali raczej sami faceci, nie było obawy tratowania, bo każdy odpowiednią siłę przebicia miał. Teraz na koncertach heavy-metalowych jest dużo dzieci, kobiet stąd wg.mnie takie osoby powinny wybierać dalsze miejsca( albo barierkę) , bo faktycznie są na straconej pozycji przy ostrym młynie. Każdy powinien realnie patrzeć na swoje możliwości bo nie można komuś odmawiać ostrej heavy-metalowej walki na koncercie. Takie jest moje zdanie.
30 lat temu na takim koncercie jak w czwartek, przynajmniej połowa GC przez cały czas poruszałaby się góra-dół.

Na koncertach heavy metalowych było wtedy sporo dziewczyn, które nie musiały szukać miejsca na tyłach czy na trybunach. Pogo czy mosh przyszły później ze sceny hardcore punk i do koncertów heavy metalowych pasują jak pięść do nosa.