Byłem wczoraj na pierwszej części czeskiego Aerodrome, bardzo dobre wrażenia.
Przede wszystkim Rob Zombie - którego w końcu udało mi się obejrzeć, robiłem już do niego podejścia od paru lat i zawsze w ostatniej chwili mi (lub jemu

) coś wypadło, nie wypalił Berlin, nie wypalił Wiedeń ani Warszawa, to w końcu udało się w Pradze! Co prawda tylko godzinka, na festiwalu, o wczesnej godzinie (po 17), ale i tak było ekstra, kolejne marzenie koncertowe spełnione, niewiele ich już zostało
Poza tym, Powerman 5000 - czyli zespół brata Roba. Klimatycznie taki Zombie tylko bez demonicznych naciągnięć, również bardzo fajny, energiczny występ.
Limp Bizkit - widziałem po raz drugi, tym razem wiedziałem już żeby się spodziewać petardy i faktycznie - było ekstra, jak na krótki występ świetnie dobrana setlista:
http://www.setlist.fm/setlist/limp-bizk ... 06a7c.html i Durstowi też się bardzo podobało, w czasie Nookie poszedł do sektora B w pogo bo stwierdził że świetnie się tam ludzie bawią.
Na sam koniec grało Avenged Sevenfold, wiem że na tym forum ten zespół budzi spore emocje

ja go tam nie znam, widziałem z pół godziny i trochę nudziło, plus zmęczenie, więc zmyłem się do minibrowaru na miasto.
Ludzi było dość niewiele, bez problemu można było złapać barierki w sektorze B, GC było niewielkie a i tak było sporo miejsca, zakładam że w lipcu na Metallice frekwencja będzie większa to już tak kolorowo nie będzie. Tak czy siak - fajny fest, było warto!