Właśnie wróciłem. Po pierwsze, ogromne uszanowanko dla organizatorów: w erze gdzie wszystko jest robione na odwal i z nastawieniem na maxxxxxxxxxxxymalizację zysku, tutaj wyszło naprawdę ekstra. Ceny przyjazne, jak za solowy występ DT a nie za festiwal z paroma dobrymi kapelami do tego. Te spotkania z fanami - świetna sprawa, a kto sobie zadaje w dzisiejszych czasach trud coś takiego załatwić? Tutaj tak zrobili, dzięki czemu na luzie można było zdobyć fotki i autografy od wszystkich oprócz DT oczywiście

, nie trzeba było się gdzieś czaić przy barierkach, tylnych wyjściach itd, tylko elegancko, muzycy przy stoliku, do nich kolejeczka i czekamy. Tylko przy Riverside było bydło - bo jeszcze nie ogarnęli jak dyrygować ludźmi, więc wszyscy się pchali na chama, ale przy następnych zespołach już była kulturka. Zdobyłem komplet autografów od Riverside i Tides From Nebula na płytkach oraz od Evergrey i Collage na bilecie. No i jest to świetny sposób spędzenia czasu w przerwach między koncertami, nie ma nudy - są autografy
Frekwencja nie dopisała - płyta nawet na DT wyglądała miejscami łyso (po bokach było całkiem pusto), a ludzi mających miejscówki na dalszych trybunach, przenieśli na te bliższe - dalsze były całkiem zamknięte. Dzięki takiemu zabiegowi wszyscy mogli dobrze widzieć scenę, a sektor bliższy (czerwony) nie świecił pustkami - chociaż i tak kompletu nie było. No ale spora ilość gigów w ostatnim czasie + Judas Priest tego samego dnia robią swoje.
No w każdym razie: mając porównanie z niedawnym Impactem, Metal Hammer wygrywa organizacyjnie w każdej możliwej kwestii. Jestem pod wrażeniem i mam nadzieję że jeszcze wiele MHF przed nami.
Odnośnie samych koncertów:
Tides From Nebula - jako fan post rocka powinienem mieć najbardziej znaną polską kapelę z tego nurtu obcykaną na wylot, a niestety - nie znam zbytnio ich dyskografii, a live widziałem ich tylko we współpracy z Blindead na OFFie i w side-projekcie dwóch członków TFN - Sands of Sedna. Także dziś był mój pierwszy właściwy koncert TFN i bardzo mi się podobało. Post rock na światowym poziomie, nie ma się czego czepić, bardzo dobry koncert. Szkoda, że tylko pół godzinki bo zleciało błyskawicznie.
Collage,
Evergrey - obu zespołów właściwie nie znam, ale ich występy mi się podobały. Nie mam zbyt wiele do powiedzenia, ale nie nudziłem się, było OK.
Riverside - tu byliśmy zgodni - najlepszy występ imprezy. Magiczna godzina. Też jakoś nie słucham ich studyjnie, ale na koncercie mnie zamietli. Zdecydowanie do powtórzenia jak wpadną do Wrocka.
Dream Theater - gwiazda imprezy, i co tu dużo mówić... <Invader, w tym miejscu proszę przestań czytać, bo się boję

> nadmuchany balonik. Panowie są perfekcyjni technicznie, ich umiejętności są niepodważalne, ich solówki są imponujące, ale co z tego, skoro ich koncert był zwyczajnie... nudny. Wszystko brzmi podobnie, popisy wirtuozerii tylko męczą, podczas ich występu byłem gdzieś pomiędzy "a mogłem być teraz na Judasach...", "a mogłem być teraz w łóżku i oglądać seriale..." a "ciekawe co jutro na obiad"

skończył się główny set i wyszliśmy, nie czekając na bisy, bo już byliśmy zwyczajnie znużeni. Nie żałuję, bo od dawna chciałem zobaczyć DT, ale teraz już wiem że to nie kapela dla mnie.
Ogólnie wrażenia z festu bardzo pozytywne - świetna organizacja, bardzo dobry dobór zespołów, to był miły wieczór.
PS. W ogóle, idąc z dworca do Spodka uderzyło mnie jedno - jak Katowice się zmieniły! Pełno zieleni, skwerków, fontann, ławeczek, i jeszcze akurat jakiś zlot food trucków był przy rynku. Dawno w tym mieście nie byłem, zapamiętałem je, cóż... dużo gorzej, ale dziś było tam wręcz... ładnie!