17. King Crimson - Red
Wiem, że to debiutancki krążek King Crimson cieszy się największą popularnością, ale dla mnie to Red jest szczytowym osiągnięciem tego zespołu. Przede wszystkim jest to potężny materiał. Riff z tytułowego utworu jest niemalże metalowy, a to przecież dopiero początek płyty! Wszystko tu (z wyjątkiem jednego numeru, o czym później) jest cholernie dopracowane i świetnie przemyślane. Począwszy od kapitalnych partii basu autorstwa Johna Wettona, po nieśmiertelne dźwięki saksofonu w Starless. No właśnie, Starless...Swego czasu numer ten urzekł mnie, jak mało co. Cóż to jest za piękne dzieło, pełne zdrowego patosu i melancholii. Nie będę nawet próbował go opisywać, zresztą w przypadku King Crimson, opisy nie są potrzebne. To muzyka przede wszystkim emocjonalna, która trafia do serca. Ucho jest tu jedynie pośrednikiem. Przyznam jednak, że jeden z tych utworów jeszcze nie dotarł w okolice między mymi żebrami. Jest to Providence, czyli nagrana na żywo improwizacja. Nie jest zła, ale w zestawieniu z pozostałymi zadownikami, wypada raczej blado. Jest to jednakże mikroskopina rysa na diamencie, którym bez wątpienia jest Red.
Ulubione numery: Fallen Angel, Starless, Red
16. Ihsahn - After
Uwielbiam ten album, to zdecydowanie najlepszy Ihsahn. After jest jak kolos, który kroczy, niszcząc swymi krokami całe miasta. Na przekór temu opisowi, nie jest to wcale brutalny album. Tu i ówdzie bywa trochę ostrzej, ale siłę After stanowi przede wszystkim...Saksofon, który wykorzystany tu został brawurowo. Chciałbym zobaczyć swoją twarz, kiedy po raz pierwszy słuchałem maksymalnie porytego A Grave Inversed. Ten pozornie śmieszny numer jest dla mnie wspaniałym przykładem na kreatywność Ihsahna. Ten saksofon będzie nam często towarzyszył przy odsłuchach płyty. Zrobi świetną robotę w bardziej zachowawczym, ale pięknym Undercurrent, czy też domykającym całość On The Shores - prawdopodobnie najlepszej kompozycji z katalogu Ihsahna. Oprócz tego mamy tu bardziej przebojowe kawałki, jak Frozen Lakes On Mars, czy The Barren Lands. Nie ma co się doszukiwać wśród nich słabych utworów, jednakże to właśnie Undercurrent i On The Shores w znacznej mierze "robią" mi ten album. Zresztą jeden z najlepszych, jeśli chodzi o ostatnie lata. Jedyną wadą płyty jest to, że Ihsahn prawdopodobnie nie nagra już niczego lepszego.
Ulubione numery: On The Shores, Undercurrent, Austere
15. Behemoth - The Satanist
Behemoth to gigant bardziej radykalnego metalu, w znacznej mierze dzięki tej płycie. Zespół Nergala z The Satanist to komplenie inna horda, niż ta znana z Gromu, czy debiutu. Znacznie bardziej wyrafinowana, na pewien sposób powściągliwa, jednocześnie wciąż agresywna i dosadna w treści. To dzieło w pełni przemyślane i dojrzałe, które zachwyca mnie kilkoma swymi cechami. Pierwszą z nich jest heavymetalowy duch unoszący się nad kompozycjami zawartymi na płycie. Nergal po prostu zaczął pisać hity, chwytliwe utwory pełne melodii, dzięki którym The Satanist jest zwyczajnie łatwy do przyswojenia. Drugą jest swego rodzaju dojrzałość. Bo o ile lubię sobie czasem zapuścić któreś z pierwszych dokonań Behemotha, tak nie ma tu żadnej wątpliwości, że te krążki dzieli absolutna przepaść. Trzecią stanowi siła rażenia utworów znajdujących się na krążku, która jest totalnie porażająca. Messe Noire, Ora Pro Nobis Lucifer, Ben Sahar - same piękne strzały. A to wszystko domyka jedno z najlepszych zakończeń płyt, jakie znam: O Father O Satan O Sun!. Niektórzy zarzucają nowej twarzy Behemotha, jakoby miała być zbytnio wykalkulowana, nieszczera. Słuchając The Satanist, zupełnie tego nie czuję. Zresztą tego typu tezy wygłaszają często osoby szkalujące Ihsahna za noszenie golfów, więc mam w to wyjebongo.
Ulubione numery: The Satanist, O Father O Satan O Sun!, Blow Your Trumpets Gabriel
14. David Bowie - Blackstar
Ostatni Bowie to dla mnie najlepsza płyta tego wieku i zarazem drugi najlepszy krążek brytyjskiego artysty. "Artysta" to dobre słowo w przypadku Davida, bo w gruncie rzeczy poprzez Blackstar uczynił ze swojej śmierci jeden z najlepszych performance'ów w swej historii. Odkładając jednak na bok biografię muzycznego kameleona, Blackstar to zwyczajnie świetny materiał. Na pewno nie jest to łatwa płyta. Bowie wziął na warsztat jazz i Kendricka Lamara, co miejscami bardzo mocno przebija się przez te kompozycje. Tytułowy numer idealnie wprowadza nas w artrockowy, mroczny klimat płyty, który następnie podsycany jest niemalże żałobnym, pożegnalnym Lazarus, czy też nieoczywistym Girl Loves Me. Blackstar to kompletne przeciwieństwo młodszego o kilka lat The Next Day, które pomimo wysokiego poziomu, było jednak bezpiecznym wydawnictwem. Natomiast ostatnie dzieło Davida Bowiego jest tym, za co został pokochany przez fanów lata temu: fascynującą podróżą w nieznane. Nie ma drugiego takiego krążka w dyskografii tego pana. Bowie czekał kilkadziesiąt lat na to, by wrócić na sam szczyt. Na pewno artystyczny sukces płyty po części wynika z tego, iż David wiedział o swojej chorobie na kilka lat przed śmiercią, co ewidentnie rzutowało na koncept wydawnictwa i ambicje twórcy. Żegnać się w takim stylu? Nie mam pytań.
Ulubione numery: Blackstar, Lazarus, I Can't Give Everything Away
13. Kat - Oddech Wymarłych Światów
No i kolejny klasyk. Dla mnie razem z Reign In Blood jest to najlepsza płyta thrashmetalowa i jednocześnie materiał, do którego mogę wracać o dowolnej porze i w dowolnym nastroju. Niesamowite, że coś takiego nagrano w PRL-u. Jest drapieżnie, jest bluźnierczo, jest znakomicie. To w gruncie rzeczy zestaw killerów, bo jakże inaczej nazwać kawałki pokroju Porwany Obłędem, Bramy Żądz, czy Diabelski Dom II? Do głowy przychodzi mi jedynie słowo "hymny". Tym właśnie są dla fanów Kata te numery. O ile 666/Metal And Hell było jeszcze po części utrzymane w stylistyce heavy metalu, tak Oddech Wymarłych Światów to już jazda bez trzymanki. Chłopakom z Kaciora zamarzył się ich własny Master Of Puppets, a okazało się, że nagrali płytę, która znacznie przewyższa ten przereklamoway krążek. Nie ma tu słabych momentów, jest to płyta kompletna od A do Z. Ten zespół zasługiwał na więcej, niż mu się trafiło - niestety wszyscy wiemy, jak potoczyły się sprawy.
Ulubione numery: Bramy Żądz, Diabelski Dom II, Mag-Sex