10 ulubionych albumów

Zbiór ankiet i Waszych opinii dotyczących innych zespołów.

Moderator: Administracja i Moderacja SanktuariuM

Maveral
-#Invader
-#Invader
Posty: 218
Rejestracja: wt sie 02, 2005 7:52 pm
Skąd: Rybnik

Re: 10 ulubionych albumów

Post autor: Maveral »

syzygy pisze:
Maveral pisze:Ja właściwie to jestem bardziej fanem solowej twórczości pana Dickinsona niż IM, ale Dziewicę też bardzo lubię.
O, dość niespotykane podejście...Ja tam stawiam Brusia na równi z IM, co również dla niektórych jest dziwne. :P
Może i niespotykane podejście, ale naprawdę solowe dokonania pana D. są dla mnie po prostu cenniejsze. Dlaczego? Bo poszedł własną drogą, miał odwagę nagrać chociażby taki album jak "Skunkworks", który to jest wytykany przez bardzo wielu jako nieporozumienie (mnie się podoba. Nie żeby to była rewelka, ale złe to to nie jest. No i inny klimat tych utworów jest, gdy się zobaczy koncert Skunkworks). Generalnie Bruce udowodnił, że spokojnie da sobie radę bez Maidenów (a nawet ich pobije - patrz Chemical Wedding), a Maideni bez Bruce'a, to już nie bardzo (tzn. pewnie by dali radę, ale obecność Bruce'a bardzo dużo im daje).
syzygy pisze:
Maveral pisze:1. Dickinson - "The Chemical Wedding" - arcydzieło i tyle.
lepsze od jakiejkolwiek płyty IM :wink:
Maveral- a Ty nie czasem z forum www.brucedickinson.republika.pl jesteś? :>
Taaaa. Miałem tam udostępniać koncertówki, ale brak serwera na większe pliki dał o sobie znać. No ale sytuacja się zmieniła i od 2 tyg mam już serwer, który wystarczy na wrzucenie jednego koncertu na miesiąc. Może masz jakieś koncertówki na stanie? --> PW :wink:
Awatar użytkownika
syzygy
-#Nomad
-#Nomad
Posty: 5049
Rejestracja: śr lip 13, 2005 9:56 pm

Re: 10 ulubionych albumów

Post autor: syzygy »

Maveral pisze:Może masz jakieś koncertówki na stanie?
Nie... nie zbieram bootów za bardzo :P Ale parę osób z tego forum powinna mieć.
Maveral pisze:Generalnie Bruce udowodnił, że spokojnie da sobie radę bez Maidenów, a Maideni bez Bruce'a, to już nie bardzo .
Zgadzam się.
bati
-#Charlotte
-#Charlotte
Posty: 21
Rejestracja: pt wrz 01, 2006 1:13 am

Re: 10 ulubionych albumów

Post autor: bati »

1.powerslave
2.dark side of the moon(pink floyd)
3.ride the lighting(metallica)
4.seventh son of a seventh son
4.life after death
5.use your illusion(guns and roses)
6.iron maiden
7.in rock(deep purple)
8.paranoid(black sabbath)
9.mob rules(black sabbath)
10.in the court of the crimson king(king crimson)
bruce,sapek,burton-trzej królowie
Awatar użytkownika
Abstract
-#Clansman
-#Clansman
Posty: 4423
Rejestracja: pt cze 03, 2005 10:16 am
Skąd: Sosnowiec

Re: 10 ulubionych albumów

Post autor: Abstract »

Iron Maiden - BNW
Helloween - Oba Keepery i Dark Ride
Manowar - Kings of Metal
B.Dickinson - Chemical Wedding
Rammstein - Mutter
Iron Maiden - Iron Maiden
Tool - Lateralus
Nightwish - Wishmaster

Kolejność naprawdę zmienia się bardzo czesto. Niektóre płyty często z tego zestawienia wypadają, inne wskakują więc to wszystko jest taki płynne :)
Beltrametix
-#Invader
-#Invader
Posty: 196
Rejestracja: pn sie 28, 2006 9:44 pm

Re: 10 ulubionych albumów

Post autor: Beltrametix »

1. "Chemical Wedding" Bruce Dickinson
2. "Seventh Son of A Seventh Son" Iron Maiden
3. "Accident of Birth" Bruce Dickinson
4. "Piece of Mind" Iron Maiden
5. "Awake" Dream Theater
6. "Images and Words" Dream Theater
7. "Burn" Deep Purple
8. "Ride the Lightning" Metallica
9. "Brave New World" Iron Maiden
10. "A Matter of Life and Death" Iron Maiden
Awatar użytkownika
Celestial
-#Invader
-#Invader
Posty: 182
Rejestracja: wt gru 21, 2004 12:45 pm
Skąd: Toruń

X

Post autor: Celestial »

Hm... wymieniam może nie tyle ulubionych wykonawców, co same krążki. Może to być trochę mylące, więc wyjaśnię: to są albumy, które w pewnych okresach mojego życia najbardziej zatruły mi głowę. Ma się rozumieć bardziej cenię wszystkie płyty Maiden, niż jedną Linkin Park, ale jak mówię - z tymi płytami po prostu wiele mnie w życiu łączyło i są pierwszymi, które zapamiętałem od pierwszego do ostatniego dźwięku. Jakby kogoś zainteresowało, oto one:

- Iron Maiden - Rock In Rio
- Metallica - S & M
- Dream Theater - Live Scenes From A New York
- Dire Straits - Sultans Of Swing
- Camel - Moonmadness
- Pink Floyd - Pulse
- Martie Freedman - Dragon's Kiss
- Apollo 440 - Electric Glide In Blue
- Artrosis - Pośród kwiatów i cieni
- Linkin Park - Hybrid Theory :shock:

muszę dorzucić jeszcze jedną pozycję, tj
- Opeth - Damnation
Dziwne zestawienie i mało reprezentatywne, ale ciężko mi znaleźć albumy choćby ulubionych wykonawców, które uwielbiam od pierwszego do ostatniego kawałka :)
Aces High cpt. Dickinson!
Nomad
-#Weekend Warrior
-#Weekend Warrior
Posty: 2663
Rejestracja: pn maja 09, 2005 10:54 pm

Re: 10 ulubionych albumów

Post autor: Nomad »

Jedna "10"

Iron Maiden-The Number of the Beast/Piece of Mind/Somewhere in Time/7th Son of a 7th Son/Brave New World
Judas Priest-Sad Wings of Destiny/Stained Class/British Steel/Screaming for Vengeance/Defenders of the Faith

Druga "10"


Black Sabbath-Paranoid
Deep Purple-In Rock
Mercyful Fate-Mellisa
Slayer-South of Heaven
King Crimson-In the Court of the Crimson King
Dio-Holy Diver
Motorhead-Overkill
Megadeth-Countdown to Extinction
Twisted Sister-Stay Hungry
Motley Crue-Shout at the Devil
Clayman
-#Invader
-#Invader
Posty: 157
Rejestracja: sob maja 27, 2006 6:10 pm

Re: 10 ulubionych albumów

Post autor: Clayman »

Judas Priest - Painkiller
Judas Priest - Screaming for Vengeance
Judas Priest - Defenders of the Faith
Judas Priest - British Steel
Black Sabbath - Heaven and Hell
Dio - Holy Diver
Iron Maiden - The Number of the Beast
Saxon - Wheels of Steel
Accept - Balls to the Wall
Grave Digger - Tunes of War
Hallowed
-#Clairvoyant
-#Clairvoyant
Posty: 1102
Rejestracja: pt gru 02, 2005 11:21 pm
Skąd: Skąd: Skąd:

Re: 10 ulubionych albumów

Post autor: Hallowed »

W tej chwili:

1. Petrucci - Suspended Animation
2. Dickinson - Chemical Wedding
3. Dickinson - Tyranny Of Souls
4. IM - Somewhere In Time
5. Satriani - Super Colossal
6. Edguy - Hellfire Club
7. Psycho Motel - Welcome To The World
8. IM - The Number Of The Beast
9. IM - Piece Of Mind
10. Morr - Morr
Stormshield
-#Moonchild
-#Moonchild
Posty: 1908
Rejestracja: śr wrz 13, 2006 8:58 pm
Skąd: Tychy/Katowice

Re: 10 ulubionych albumów

Post autor: Stormshield »

Bad Religion "No control"
Exodus "Bonded by blood"
Katatonia "Viva Emptiness"
Brodequin "Festival of death"
Suffocation "Effigy of the forgotten"
Vital Remains "Dechristianize"
Elektryczne Gitary "Wielka radość"
Queen "A Night at the Opera"
Dark Angel "Leave Scars"
Judas Priest "Painkiller"

Nie no, ciężko takie coś wymyśleć...
Kro
-#Assassin
-#Assassin
Posty: 2019
Rejestracja: pn wrz 01, 2003 1:07 am
Skąd: Ruda Śląska

Re: 10 ulubionych albumów

Post autor: Kro »

Eh zas cos pomine, kolejnosc przypadkowa:
IM:
1. TNOTB
2. POM
3. Powerslave
4. SIT
5. BNW
Meta:
6. RTL
7. MOP
8. AJFA
9. Black Album
No i juz 9 a to dopiero 2 kapele dupa nie ma sensu wiecej pisac, za duzo tego :?
Awatar użytkownika
Tomek(JMM)
-#Clairvoyant
-#Clairvoyant
Posty: 1435
Rejestracja: pt paź 22, 2004 8:47 pm
Skąd: Łódź

Re: 10 ulubionych albumów

Post autor: Tomek(JMM) »

Odświeże ten stary temat, aby wkleić niedawno powstały tekst, odnoszący się właśnie do temtu:

10 Najważniejszych Płyt Circa 04.11.2006.

10. Deep Purple- "Rapture Of The Deep" (2005)
Dopiero początek listy, a pewnie już wielkie kontrowersje. No bo jak to? Nie daję tu żadnej płyty z czasów największych sukcesów zespołu? Nie daję płyty w najlepszym składzie z Ritchiem Blackmore'em i Jonem Lordem? Otóż właśnie tak. Przede wszystkim zawsze ceniłem sobie bardziej późniejszą twórczość zespołu. Przez czczone powszechnie "Made In Japan" nie mogłem przebrnąć, bo cała ta wirtuozeria i improwizowanie zabijało muzyke. Muzyka dopiero zaczęła wygrywać od czasów "Perfect Strangers". Czemu zatem nic z lat osiemdziesiątych albo i dziewięćdziesiątych? Może jakaś przekora, żeby umieścić coś z "moich czasów", bo doskonale pamiętam kupowanie albumu w dniu premiery, a co więcej koncert promujący w Spodku. Deep Purple to nie jest jeden z wielu dinozaurów które tylko odcinają kupony od swojej sławy. Takich kompozycji jak "Rapture Of The Deep", czy "Before Time Began" jeszcze nie słyszeliśmy. A o tym, że panowie mimo słusznego wieku wciąż mają pomysł na siebie, i energię, przekonaliśmy się w Spodku.
9. Collage- "Moonshine" (1994)
Dawno, dawno temu, pewna młoda kapela nagrała pewną płytę w Holandii. Płyta to okazała się ogromnym sukcesem, docenionym zarówno w kraju, jak i zagranicą. Zespół zaliczony do tzw. Nowej fali muzyki progresywnej, na starcie wyprzedzał takie zespoły jak Arena czy Pendragon... To nie był kolejny Genesis-bis. Ogromna ekspresja wykonawcza, otwarte, bogate kompozycje, oraz "to coś", dzięki któremu nigdy na przykład nie przepadałem za Pink Floyd. Talent do melodii, i jednocześnie taki klimat który niewielu udało się osiągnąć... Tak się niegdyś grało w Polsce... Wiele lat później, miałem przyjemność poznać Wojtka Szadkowskiego i Roberta Amiriana, którzy pod szyldem Satellite wciąż tworzą nową muzykę, mimo, że bez szans na większy sukces. Ale o sukcesach się zapomni, a "Living In The Moonlight" i "The Blues" wciąż będą odbijać się we wnętrzu mojej głowy.
8. Genesis- "Calling All Stations" (1997)
Lata dziewięćdziesiąte... Z jednej strony ostra eliminacja starych zespołów, ale z drugiej strony, ci którzy przetrwali zaczęli prezentować się tak dobrze, jak nigdy. Zwłaszcza, że była okazja. Bo odszedł Phill Collins. Niezależnie od wszystkiego trudno go zapamiętać inaczej, niż wiecznie uśmiechniętego wyłysiałego chudzielca, śpiewającego o tym, że rozmawiał z Jezusem... Jego następcą został młody Szkot Ray Wilson, który wcześniej zdążył zaistnieć w zespole Stiltskin. I tak o to powstała ta jedna, nadzwyczajna płyta. Bo nigdy wcześniej Tony Banks nie grał takich pięknych, onirycznych, i cudownie wypełniających przestrzeń dźwięków jak tutaj. Mike Rutherford także udowodnił, że nie zapomniał, że gitara może być środkiem ekspresji. Zaś wokalista? O ile o Peterze Gabrielu można powiedzieć, że był największą osobowością, a o Collinsie, że był największym shołmanem, o tyle Ray Wilson był po prostu najlepszym wokalistą... O takiej głębi o jakiej dwaj poprzedni mogli sobie tylko pomarzyć. Ale niestety, płyta sprzedała się w nakładzie zaledwie dwóch milionów egzemplarzy, i nazwa Genesis zniknęła... Być może Collinsowi uda się reaktywować zespół w przyszłym roku, i zagrać w Polsce, ale ja pożałuję, jeśli nie będę mógł być na koncercie Stiltskin równo dziesięć lat po premierze albumu...
7. Ayreon- "The Human Equation" (2004)
Pomyśleć, że za tym wszystkim stał jeden człowiek. Holenderski multinstrumentalista Arjen Lucassen to wielka postać, nie tylko wzrostem. Nawet wcześniejsze dzieło, "Into The Electric Castle" miało okazać się wprawką przy tym Dziele. Bo trudno to inaczej mówić. Skończyły się wspaniałe loty w kosmosie, czy o maszynach wyzwalających sny. Opowieść o człowieku w śpiączce, i o tym co się dzieję w jego wnętrzu, jest realna aż do bólu. Opowiedziana prostymi słowami, przez takie wspaniałe głosy jak nieznani Heather Findlay czy Devon Graves. Słuchjąc albumu jest się świadkiem zderzenia. Bo donośnie brzmiące organy przypominają wszystkim o wielkiej muzyce lat siedemdziesiątych, a jednocześnie kosmiczne brzmienia pokazują, że to wciąż jest dwudziesty pierwszy wiek. Czegoś takiego nikt wcześniej nie robił, niczego nie da się porównać do tego ludzkiego równania trwającego tylko niewiele ponad półtorej godziny. Gdy ktoś mi mówi, że muzyka rockowa przezywa obecnie kryzys, mogę go tylko wyprowadzić z błędu. Nie w czasach gdy powstają takie dzieła... Trzeba tylko poczekać, aż Lucassen postanowi przyjechać do nas, niezależnie czy z metalowym Star One, czy Stream Of Passion. Usłyszeć choćby fragmenty tej suity... To by było przeżycie...
6. Myslovitz- "Miłość W Czasach Popkultury" (1999)
Na początku była pustka. Na początku była samotność. Ale potem ten jeden szczególny głos, mówił, że nie wolno się poddawać, wobec drogi którą się samemu wybrało. Gdyby nie ten album, nie byłoby wiele. Nie byłoby tego tekstu. Nie byłoby wielu uczuć, nie byłoby doświadczeń, ostatnie najpiękniejsze dwa lata może by się w ogóle nie zdarzyły. Ale było inaczej. Jeden utwór usłyszany w radiu zmienił wszystko. Nie obchodzi mnie co ktoś może sobie pomyśleć, mam we wskazującym palcu prawej nogi frazesy o komercji, i tego typu, wypowiadane przez tych jak im tam "metalowców". Takiej muzyki nikt w Polsce nie tworzy. Widziałem zespół pięciokrotnie i za każdym razem to było wielkie przeżycie. Byłem na wielkich koncertach, na strasznie efektywnych, ale nigdy w sercu nie zabraknie miejsca na niewielką scenę w Dekompresji, małomównego niskiego wokalisty, śpiewającego, że gdzieś na dnie rosną kwiaty najpiękniejsze... Słyszałem już prawie wszystkie utwory na żywo, może poza tytułowym, który kiedyś dawno, dawno temu trafiał do mnie w największym stopniu. Może jeszcze kiedyś...
5. Black Sabbath- "Cross Purposes" (1994)
Ta płyta mogła nigdy nie powstać, i tym zestawieniu pojawiłoby się albo "TYR" albo "Headless Cross". Ale na całe szczęście Ronnie James Dio opuścił w 93-cim i zespół po raz drugi. Po tym Tony Iommi, Geezer Butler i Geoff Nicholls sięgnęli jeszcze raz po wyrzuconego wcześniej Tony'ego Martina. Zespół uzupełnił perkusista Bobby Rondinelli, i powstała płyta niezwykła. Lepsza niż wcześniejsze albumy z Martinem, nie mówiąc nawet o płytach z Dio czy Osbournem. Muszę tutaj dodać, że dla mnie Anthony Martin Harphord to chyba najwspanialszy głos który pojawił się kiedykolwiek w muzyce zwanej przez świat hardrockiem (a przez tych do których się nie zaliczam, i tłumaczę im czemu nie mają racji heavy metalem). Piękna barwa, niezwykła łatwość w przechodzeniu z parteru na niezwykłe wysokości, a zarazem to podwójne dno... Rzadko się zdarza, żeby ktoś posiadał obie te cechy. A tutaj owszem. Po drugie zaś pozostali muzycy również zaprezentowali się tak dobrze jak nigdy wcześniej. Mawiają, że Iommi nie potrafi grać solówek. Słucham "Immaculate Dception" i nie potrafię w to uwierzyć. I po trzecie moje ukochane "Cross Of Thorns". I po raz kolejny. Black Sabbath z emerytem Osbourne'em być może już nigdy nie zagra. A kiedy sam Tony Martin z zespołem ( w którym gra również Nicholls) nas odwiedzi? Wciąż czekam.
4. Yes- "Magnification" (2001)
Gdybym miał wybrać najlepszą płytę Yes wskazałbym na "Going For The One" nagrane dawno temu, bo w roku 1977. Ale to nie jest zestawienie najlepszych płyt. Ta płyta ma historie. Bo trudno mi zapomnieć jak ją kupiłem. To było w nieistniejącym już sklepie muzycznym na dworcu autobusowym w Bydgoszczy. To była styczniowa noc, gdy siedziałem, i czekałem na transport do Włocławka, z którego mogłem dopiero wrócić do Łodzi. To było już po "zimie stulecia". Czyli temperatura -10(C, a ja się cieszyłem, że wreszcie jest cieplutko, i można sobie pochodzić na zewnątrz. I wreszcie to była noc podczas której dowiedziałem się o tej tragedii w Katowicach, gdy zawaliła się hala wystawowa... Tak to było. Dopiero później mogłem usiąść i spokojnie przesłuchać album. Nagrany bez Ricka Wakemana, ale za to z prawdziwą orkiestrą. I to nie jest tak, że zespół gra sobie, a orkiestra sobie, jak to się przy tego typu produkcjach często zdarza, ale to wszytstko jest w symbiozie, która sprawia, że ta muzyka osiąga niesamowitą głębię, której zespołowi określanemu przecież jako "rock symfoniczny" nigdy nie udało się osiągnąć. I wreszcie głos. Jon Anderson tak pięknie nigdy wcześniej nie śpiewał. Prawdą jest, że z wiekiem głos szlachetnieje. Można to zaobserwował u Iana Gillana, ale tutaj ten proces jest o wiele wyraźniejszy. Oczywiście komuś, kto nigdy nie akceptował takich głosów, wyda się to niedorzeczne, ale co tam... Powstało wielkie arcydzieło, i nie dziwię się, że to cały czas ostatni studyjny album zespołu. Panowie Anderson, Howe, Wakeman, Squire i White odczekują, żeby zaskoczyć nas czymś jeszcze wspaniałym. Być może swoim pożegnaniem, bo każdy zna ich metryki. Ale czekamy z niecierpliwością.
3. Iron Maiden- "The X Factor" (1995)
Zdaję sobie sprawę, że to może być kolejna kontrowersja. Ale jeżeli ktoś uważnie czyta, to doskonale zdaję sobie sprawę według jakiego klucza były dobierane poszczególne albumy, czyli prościej co mi dokładnie w duszy gra, a czego poza może dwoma osobami nikt nie zbadał. Album bez Bruce'a Dickinsona. Za to z Blazem Bayleyem. Tym na którym wszyscy wieszali psy, i tłumaczyli wiele razy jaki to on był beznadziejny, i jaką porażką były dwa wydane z nim albumy. Ale póki co przy słuchaniu muzyki demokracja na całe szczęście nie obowiązuję. Bo z całą pewnością była to dla zespołu płyta najważniejsza. Po sukcesach z lat 80-tych, przyszły dwie bardziej nieudane, niż udane płyty, i wreszcie zmiana wokalisty. Przełożyło się to z całą pewnością na teksty. Które jeszcze nigdy nie były tak bezpośrednie, tak osobiste. To już nie jest dotykanie społeczeństwa, czy bliżej niesprecyzowanych osób. Dotykają bezpośrednio człowieka, i jego uczuć. Przed takim obrazem jak w "2 A.M." jeszcze nigdy zespół nie postawił swych słuchaczy... Nigdy wcześniej, ani później nie było obrazów tak emocjonalnych, tak osobistych. Każdy zainteresowany wie, co się wtedy działo wśród muzyków, ale to tylko potwierdza, że największe dzieła rodzą się w bólu... Już nie było powrotu do tego co było wcześniej. Zaczęła się inna era. I bardzo dziękuję, że jeszcze jeden zespół przetrwał jeszcze większym niż był wcześniej.
2. Marillion- "Marbles" (2004)
Kiedy w połowie latach dziewięćdziesiątych powstawały takie arcydzieła jak "Brave" czy "Afraid Of Sunlight" nikt nie pomyślał, że będą w stanie nagrać coś jeszcze wspanialszego. Coś jeszcze większego. Ale udało się. Zajęło to prawie całą dekadę, wypełnioną twórczymi poszukiwaniami, nagrywaniem albumów z dala od wielkich wytwórni, o których recenzenci ścigają się, żeby opisać jak najgorzej. I zupełnie niespodziewanie po trzech latach ciężkiej pracy pojawiły się Kulki. W dwóch wersjach- ogólnodostępnej, oraz rozszerzonej, dostępnych tylko za pośrednictwem zespołu zawierającej cztery dodatkowe utwory. Co śmieszniej, wciąż nie słyszałem trzech z nich. Bo kupienie pełnej wersji albumu kosztowałoby mnie jakieś 150 złotych. Dziękuję, wole zamiast tego pojawić się na dwóch przyszłorocznych Polskich koncertach. Ludzie, miejsca, zdarzenia. Wspaniałe miejsca, a wręcz fantastyczne. Nie zdziwiłbym się, gdyby "Neverland" kończyło już odtąd każdy koncert grupy. Bo na to zasługuję. Nie da się zapomnieć emocji tamtego ciepłego wieczora w Krakowie, gdy siedzieliśmy nad Wisłą, i słuchaliśmy... Już gdzie indziej napisałem czemu ta muzyka jest taka ważna. Była, i chyba już będzie...
1. U2- "Achtung Baby" (1991)
I co ja mogę tutaj napisać? Pierwsze co się rzuca w oczy, to jest to najstarsza płyta w zestawie. Paradoksalne, czyż nie? Ktoś by się tutaj ostro zdziwił. A ja po raz kolejny mogę się tylko uśmiechnąć. Bo przecież the greatest song is only One.
Awatar użytkownika
Sir Saw
-#Wrathchild
-#Wrathchild
Posty: 66
Rejestracja: pn wrz 18, 2006 7:58 am
Skąd: kujawy i pomorze

Re: 10 ulubionych albumów

Post autor: Sir Saw »

WOW ale rozpiska :)
ja podam TOP 10 /które z latami oczywiście się zmienia :)/

1. ARK - Burn The Sun
2. Iron Maiden - Fear of the Dark
3. Fantomas - The Director's Cut
3. Devin Townsend - Accelerated Evolution
4. Deep Purple - Perfect Strangers
5. Dio - Holy Diver
6. Black Sabbath - TYR
7. In Flames - Clayman
8. Childred of Bodom - Hatebreeder
9. Testament - Low
10. Helloween - The Dark Ride

a mogę jeszcze drugą dziesiątkę? na pewno znalazłby się jakiś Iron Maiden, Pink Cream 69, Faith No More, King Crimson, Jorn Lande, Saxon, Sentenced, Judas Priest...
Lucy Phere
-#Ancient mariner
-#Ancient mariner
Posty: 654
Rejestracja: pt sie 04, 2006 10:26 am
Skąd: Jelenia Góra

Re: 10 ulubionych albumów

Post autor: Lucy Phere »

9. Testament - Low
Mnie rozwala "Souls of Black" :shock:
:dance:
Awatar użytkownika
GREGORMAN
-#Prisoner
-#Prisoner
Posty: 113
Rejestracja: pt sty 13, 2006 4:47 pm
Skąd: Kock

Re: 10 ulubionych albumów

Post autor: GREGORMAN »

Moja TOP 10 lista:
- IRON MAIDEN The Number Of The Beast
- IRON MAIDEN Powerslave
- SAXON Crusader
- BLACK LEBEL SOCIETY Stronger Than Death
- FRONTSIDE Zmierzch Bogów
- KAT Oddech Wymarłych Swiatów
- DEEP PURPLE Purpiducal
- TURBO Kawaleria Szatana
- TSA Heavy Metal Woryld
- METALLICA ...And Justice For All
łups de IRON
Artur
-#Nomad
-#Nomad
Posty: 5547
Rejestracja: wt wrz 06, 2005 4:37 pm
Skąd: Siem-ce Śl./Kraków

Re: 10 ulubionych albumów

Post autor: Artur »

Sir Saw pisze:9. Testament - Low
Swój chłop :D :beer
Lord Of The Flies
-#Invader
-#Invader
Posty: 150
Rejestracja: wt paź 24, 2006 2:37 pm
Skąd: Bielsko-Biała

Re: 10 ulubionych albumów

Post autor: Lord Of The Flies »

Moje top 10
1.Rainbow - Rising
2.Judas Priest - Stained Class
3.Motorhead - Ace Of Spades
4.Iron Maiden - Seventh Son Of A Seventh Son
5.Black Sabbath - Paranoid
6.Gary Moore - Still Got The Blues
7.Nazareth - Razamanaz
8.Stevie Ray Vaughan - Texas Flood
9.AC/DC - Back In Black
10.Deep Purple - Machine Head
I am a man who walks alone...
Awatar użytkownika
syzygy
-#Nomad
-#Nomad
Posty: 5049
Rejestracja: śr lip 13, 2005 9:56 pm

Re: 10 ulubionych albumów

Post autor: syzygy »

bez kolejności.

pierwsza 5, czyli nadpłyty, elita:

The Chemical Wedding- Bruce Dickinson
Something Wicked This Way Comes- Iced Earth
Burnt Offerings- Iced Earth
Holy Wood- Marilyn Manson
Eternal- Samael

Druga.. prawie piątka:

Reign Of Light- Samael
Accident Of Birth- Bruce Dickinson
Irreligious- Moonspell
Resurrection- Halford
Toxicity- System Of A Down
Scenes From A Memory- Dream Theater

poczekalnia- zbyt nowe, by zaliczyć je do najukochańszych albumów, ale znajdują się na dobrej drodze :P :

Angel Dust- Faith No More
Be- Pain Of Salvaion


Bez żadnych sentymentów. Trochę dziwnie to wyszło... Brak płyty Maiden. Tylko RiR mógłbym z czystym sumieniem wstawić, ale lista nie obejmuje koncertówek.. :D bo inaczej w pierwszej 5 musiało by być Alive In Athens IE :P No i w ogóle koncertówki mają uprzywilejowaną sytuacje, bo jest na nich większa liczba kawałków, atmosfera itd.

Zrezygnowałem z zasady 1 zespół= jedna płyta. Bo to takie trochę głupie :P To jest ranking płyt, staram się nie patrzeć w tej chwili, kto je nagrał- wymieniam albumy które uwielbiam najbardziej... Jeśli jakiś zespół nagrał więcej niż 1 taką płytę, tym lepiej to o nim świadczy.... Powtarzają się płyty Samaela, Bruca i Iced. Wszystko się zgadza- zespoły z pierwszej 4 moich ulubionych. :P

SOAD wrócił ostatnio z wielkim hukiem. Bruce też.. Iced wracać nie musiało, bo nigdzie nie wychodziło przez ostatni rok i nigdzie się nadal nie wybiera :P

Eternal Samaela... hmm.. no wciągnęła mnie ta płyta mocno. Pracowała ponad rok na swoją pozycję. Aktualnie słucha mi się jej prawie zawsze wyśmienicie. To już jest tak jakby wyższy stopień słuchania muzyki :D Klimat tej płyty mnie pochłania, mam uczucie, że każdy dźwięk jest na swoim miejscu, „płynę” słuchając jej. Kosmiczna płyta :P

Reign Of Light to też kult niesamowity, ale jednak ostatnio przegrywa z Eternalem. ogólnie samael bardzo mocno u mnie stoi, wielka trójka Passage, Eternal, RoL jest nie do pobicia... i jeszcze dwie fajne epki, które też bardzo lubię. No i niezła Era One, choć traktuję ją jednak jako taki niepełnoprawny album studyjny, taka ciekawostka. Ale w czerwcu wyjdzie Solar Soul- wiem że będzie genialna.

Manson też działa podobnie jak Eternal. A że ostatnio często wszystko jest do dupy, to płyta często o mnie gości:j A zresztą słucha mi się jej świetnie też, gdy mam dobry nastrój. Niesamowita płyta.
Matek
-#Nomad
-#Nomad
Posty: 5477
Rejestracja: pn maja 02, 2005 3:17 pm

Re: 10 ulubionych albumów

Post autor: Matek »

syzygy pisze:pierwsza 5, czyli nadpłyty, elita:


Holy Wood- Marilyn Manson
jestem z Ciebie dumny :B
Clayman
-#Invader
-#Invader
Posty: 157
Rejestracja: sob maja 27, 2006 6:10 pm

Re: 10 ulubionych albumów

Post autor: Clayman »

1. Judas Priest - Screaming for Vengeance
2. AC/DC - Let There Be Rock
3. Black Sabbath - Heaven and Hell
4. Judas Priest - British Steel
5. Deep Purple - Machine Head
6. Rainbow - Rising
7. Saxon - Denim and Leather
8. Judas Priest - Painkiller
9. Iron Maiden - The Number of the Beast
10.Accept - Metal Heart
ODPOWIEDZ