Re: A Matter of Life And Death - oceny, wrażenia, recenzje!
: czw wrz 21, 2006 3:02 pm
autor: Nomad
Na wstępnie napisze że nie będe odpowiadał na kontrargumenty,nie mam siły, zwolenników płyty i tak nie przekonam.I też pisze ,że ten post to moje subiektywne zdanie o płycie, a nie jakaś prawda ogólna,czy coś.
A Matter of Life and Death to najgorsza płyta Ironów,a napewno najgorsza nagrana z Brucem...nie,nie...poprostu najgorsza ,po 3 tygodniach od kiedy wyszła,słucha mi się jej gorzej niż Dance of Death,które ma 3 lata,mam wrażenie że jest na odwrót..Na początku myślałem że to kolejna niezła płyta, taka jak każda płyta po 7th Sonie(poza BNW)w której bardzo dobre utwory przeplatają się ze słabszymi,ale dochodze do zdania że to najgorszy album Iron Maiden wogóle.
Zastrzeżeń jest dużo,ale napisze te najważniejsze.
Po pierwsze, tak jak zauwazono,nie ma utworów genialnych,wyróżniających się, takich do których sie wraca ,Iron Maiden ma Phantoma , Number ma Halloweed Be thy Name ,Piece of Mind ma Troopera, 7th Son ma Infinite Dreams a Factor ma Sign of the Cross...tu nie ma takiego utworu, nie ma utworu który oceniłbym na 10,czy nawet 9 z plusem, może jeszcze tylko na No Prayer for Dying nie było takich gigantów.
Pod drugie, forma Bruce'a...to nie jest życiowa forma, a tragiczna forma, źle sie poprostu słucha, na Brave New World było świetnie, na Dance of Death średnio, tu jest bardzo źle, jak np.słucham For the Greater Good of God, i śpiewa wolno,skopojnie jest fajnie,ale jak przechodzi w wysokie rejestry, jakoś w 2 minucie,to brzmi to słabo, bez tego polotu,nutki agresji, werwy...tak bojaźliwie, w BttTS jest jeszcze gorzej, refren tego utworu,to najgorsza partia wokalna na studyjnym albumie, jaką kiedykolwiek zaśpiewał...to że jego głos słabnie nie jest tajemnicą, ale zę tak to zaskoczenie..Bruce potrafi śpiewac dobrze,np.w TCDR czy w Longest Day,ale to nie jest żadne pocieszenie.
Po trzecie, refreny, refreny Maiden zawsze sprawiały że ludzie w klubach halach ,stadionach mieli potęzne ciary na plecach, był ozdobami utworów, tutaj są poprostu smętne, nieciekawe, takie bez pary, choćby refren w Out of the Shadows, czy RoBB...poza tym Maiden ma jakąś dziwną manie powtarzania refrenów,obawiam sie że chodzi tu o to by utwory były dłuższe, tak..dawniej tez tak było,ale człowiek nie zwracał an to uwagi, tutaj to poprostu denerwuje, więcej doprowadza do wściekłości, słuchając 15 raz ten sam refren mam ochote zgasić utwór.
Po czwarte długośc i charakter utworów, fajnie że Ironi propóją odświeżać swój styl,ale takie rzeczy robi sie z głową, na Brave New World wysżło im to kapitalnie, gdzie przemieszali pomysły z lat '80,z płyt z Blazem i dodali do tego jeszcze art-rockowy smaczek ,utwory sa dośc długie,ale nie jest to jakaś karykatura, przede wszystkim nie nudzą(żeby było jasne BNW to nie jest mój ulubiony album Iron Maiden ,ale fakt że jest to jakieś odniesienie dla ostatnich 15 lat). Na Dance of Death,nie wyszło już tak ciekawie,ale było jeszcze w miare dobrze,dzięki nowatorskim utworom takim jak Dance of Death,Paschendale czy Face in the Sand i dobrych klasycznym do bólu ale mającym swój urok utworom takich jak No More Lies czy Rainmaker.
Tutaj wyszło cieńko, Ironi chcieli zagrać totalnie nie-heavymetalową płyte i co? myśleli że będą drugim Pink FLoyd, jak poruszą bardzo wazne tematy społeczne? nie rozumiem tego....to nie są tacy muzycy by tworzyć taką muzyke jak Pink Floyd czy King Crimson, Bóg stworzył ich by grali radosny, prosty do bólu, heavy-metal...i właśnie takie granie jest mi droższe,nawet niż skomplikowana muzyka Pink Floyd ...
Jest tak jak sie spodziewałem,całkiem ciekawe utwory toną w tym nadmiarze, gdyby na Numberze 5 utworów miało 7 minut,czy Halloweed Be thy Name byłoby tak kochane, to samo tyczy sie Rime of the Ancient Mariner czy Sign of the Cross...potrzebny w życiu jest umiar, a każdy po długim utworze chętnie posłucha czegoś krótszego..i dlatego ta płyta słuchana w całosci traci ,i to bardzo.
Po piąte charakter płyty...ta płyta mam wrażenie nie jest całoscią, to tak jakby zbiór utworów, takie dla każdego coś miłego, troche Bruce'a solowego (BttTS, OoTS, Lord), troche utworów rodem z Blaza(FTGGoG, RoBB) ,troche Maidenowej klasyki(TCDR, Pilgrim) itd...podobnie bardzo jak na ostatniej płycie Judas Priest. Nie mówie że każda, ale zdecydowana większośc płyt Maiden miała jakiś wspólny punkt odniesienia,była zwartą całością, tutaj tego nie ma, jest to samo co na Fear of the Dark, zbiór utworów,a nie płyta.
Po szóste ,brak mocy płynącej z tej muzyki,może to brzmi tak..niefachowo,ale tak to czuje..słuchając tej płty nie czuć że gra to Iron Maiden,tak wiem...niektótym styl Maiden sie znudził,ale mi naprawde nie,lubie ich styl,więcej kocham i sie tego nie wstydze, dlatego kocham płyty z lat '80, i nie jest tak że jak sie coś robi z klasą ,nagrywa sie płyty podobne do siebie,to jest to coś złego....wiadomo najlepiej cały czas szachować nowymi pomysłami nagrywając rzeczy nowatorskie,ale jak sie ich nie,to sie bazuje na swoim stylu. Na płycie nie czuć praktycznie radości grania, szaleństwa, tego czym Maiden zawsze zachwycał, tej iskry,która sprawiała że ten zespół przyciągał ludzi, od Rosji aż po Brazylie, do tej płyty my musimy sie przekonywać!, ale jest to na krótką mete, bo jak coś nam sie nie podoba, to siłą sie do tego nie przekonamy,no chyba że sobie to wmówimy,ale jaki to ma sens?
Dave Murray człowiek którego sola ozdabiały każdy utwór, mistrz typowo heavy-metalowej gry, gra tutaj jakby ktoś związał mu ręce, nie wiem czy to kwestia tego że Dave nie może sie odnaleźć w takim graniu, ale tak to wygląda. Kolejny argument by chłopaki wrócili do heavy-metalu.
Cięzkie,mrokowate brzmienie, nastrój jakiejś psychodelii, to wszystko mi nie pasuje, poprostu...ja chce radosnego grania, bo to Maidenom wychodzi, z charakterystycznymi tekstami.
Nie ma sensu się męczyć czymś co sie nie podoba, Iron Maiden nagrał conajmiej 8 genialnych płyt i z 70 genialnych utworów...
Po siódme....Iron Maiden zawsze słynął m.in z szybkich wstępów ,najczęsciej bassowo-perkusjnych, czasem z energentycznych riffów, gdy słuchaliśmy muzyki wiedzieliśmy że to Iron Maiden, że to ten ich pieprzony styl...co jest tutaj, prawie kazdy utwór zaczyna się nudnym intrem,które po pierwszych przesłuchaniach niczym sie nie różnią...co pasowało na X Factor, mrok,ciężar...smutek..nie musi pasowac tutaj.
Co więcej tutaj brzmi to o wiele nieciekawiej niż na X Factor.
Od tej płyty IRoni zaczeli zmierzać w tym kierunku,ale tutaj już zupełnie przesadzili, słuchają tych intr, człowiek ma ochote krzyknąć, przestańcie tak grać, zagrajcie to inaczej, bo przecież potraficie, przywalcie po ryju...tak dosłownie, brak tu takiego czegoś, co raz więcej jest "piękna" ," tej całej "progresyfnośći",a mniej soczystego Maidenowego przywalenia,te eksperymenty mordują tą muzyke, np.na Lord of Light mamy fajny riff, ale po jaką cholere ten riff poprzedza nudne intro i tak mozna dalej mnożyć. Na poprzednych płytach te intra miały peweien urok(Blood Brothers,Brave New World,No More Lies,Dance of Death),tutaj poza paroma przypadkami, są bo są....a jeszcze żeby dobić, utwory kończą się jak zaczeły.
Po ósme kompozycje..na niektórych albumach Maiden, to płyty sa nierówne, obok genialnych utworów, mamy utwory dobre,lub słabe...tutaj nierówne są utwory!, w większości nie ma kompozycji,którą można by było w całosci zaakceptować ,a ma to związek, z tym o czym pisałem wcześniej, przede wszystkim formą Bruce'a który psuje czasem utwór, także z tymi intrami...cięzko aż ocenić utwór, najbardziej jaskrawym przykładem jest BttTS ,który ma fragmenty bardzo dobre, poprostu takie które chwytają,a ma tez momenty dosłownie tragiczne, też takie wrażenie mam w FTGGoG i Lord of Light, jedynie TCDR i Longest Day,może tęz Legacy są utworami których słucha sie jednym tchem....myśle że dlatego tak sie dzieje, że wyczerpuje sie ta formuła nagrywania długich kolosów...tej epickości i monumentalności i oto dochodzi do ..
Po dziewiąte...gdy wychodził A Matter Life and Death, miałem nadzieje na coś innego od płyt poprzednich ,nie dlatego ze ich nie lubie, tylko dlatego że liczyłem na pewne odświerzenie,takie jakie było np.na Somewhere in Time czy No Prayer for Dying,krótko mówiac na zmiane stylu, zespół zawsze to robił, po dwóch rock'n rollowych płytach z Di Anno,nagrał trzy arcy-klasyczne plyty heavy-metalowe,by potem zagrać ten heavy-metal w nieco innej formule wzbogaconej syntezarami i większym patosem,potem z kolei powrócono do prostrzego hard-rockowego grania na następnych płytach...potem znów zmiana , dwie płyty z Blazem,które musiały przynieśc inne granie,no i wrzeszcie BNW i DoD, czyli więcej długich utworów, wzbogaconych orkiestrą ,epickich itd.
Tak więc mogliśmy sie spodziewać czegoś innego, pójścia w innym kierunku..ale rzeczywistośc dała inną odpowiedż, Ironi widocznie zauważyli że ten styl daje im ogromną popularnośc wśród młodzieży Skandynawskiej...a co do starych fanów,to i tak nazwa sprawi że polubią tą płytę. Ktoś powie...to chyba dobrze jak chłopaki chcą sie rozwijać...ale ja mówie, bardzo dobrze,ale tu nie ma rozwoju,nagrywanie coraz to dłuższych utworów, to nie jest żadna progresja, progresja to próba odświerzenia swojej muzyki. Fani czasem twierdzą że Dance of Deathy jest wtórne..ale tu jest tak samo wtórnie,ale nie ma tego kopa ...
Płyta robi wrażenie nowatorskiej dla tych którzy słuchają Maiden rok,ale jak ktoś od kilku lat żyją tą muzyką ,to to bez problemy wyczuje, Different World to systeza Wildest Dreams i Rainmakera, Out of the Shadows przypomina Wasting Love, a riff jest durnym autoplagiatem z Children of the Damned, For the Greater Good of God,przypomina Sign of the Cross, Legacy przywołuje na myśl Dance of Death..o utworach rodem z Chemical Wedding już nie wspomne...i gdzie tu te nowatorstwo?
Większym nowatorstwem,było by zagranie płyty heavy-metalowej, może nie powrotu do lat '80,co mówią niektórzy fani płyty,wyśmiewając taką opcję, a ja powiem...taki powrót nie jest możliwy..z tą formą muzyków,z taką produckją ..wtedy były pomysły, energia, radośc gry...ale możliwe by było zagranie w miare nowoczesnej ,świeżej płyty heavy-metalowej ,ale Ironi już widać heavy-metalu grać nie chcą.
Nie pisze tego wszystkiego z radoscią, czy satysfakctją...nie spodziewałem sie jakiejś genialnej płyty,ale nie spodziewał sie też że Ironi będą grali tak smutno,nieciekawie, że stracą w jednej chwili ten swój zapał i energię...poprostu płyta jest słaba dla mnie. Jest słabsza po każdym następnym przesłuchaniu, pare utworów jest dobrych,może bardzo dobrych,ale to nie jest żadne pocieszenie, bo większośc płyt tego zespołu zawsze miało taki poziom że pojedyczny słabszy utwór denerwował,tutaj tych słabości jest aż nadto.
Płyta tymbardziej wydaje się słaba przy klasycznych dokonaniach zespołu,których po 500 przesłuchaniach dalej chce sie słuchać.
Mimo że tak opisałem płyte,to czuje sie fanem Iron Maiden, czy tak samo kocham tą muzyke jak 5 lat temu?...nie..nawet bardziej,bo ciągle w nieju coś odkrywam ,mimo setek przesłuchań, ale niestety nie tyczy sie to tej płyty.
Myśle że za 2 lata, płyta będzie oceniana tak jak Dance of Death, poprostu nie wytrzyma próby czasu, tak jak to sie stało z Number of the Beast,7th Son of a 7th Son czy Brave New World , podzieli los Fear of the Dark i Dance of Death...teraz wiele osób kocha AMOLAD,ale te osoby nie pamiętają najczęsciej,że tak samo kochano DoD, a co teraz sie o nim czyta, to aż głowa boli. To samo będzie z AMOLAD, tyle że los będzie jeszcze gorszy, bo Dance of Death ma pare utworów do których sie wraca,tu tych utworów nie widze.