W pełni podzielam Twoje obawy. Ale zróbmy, co w naszej mocy, by koncert się odbył
FAJNY TEKST NA STRONIE PROGRESJI:
http://www.progresja.com/wydarzenia.php?id=278
Pochodzący ze Stanów i grający tradycyjny metal/heavy rock zespół Slough Feg powstał w 1990 roku w Pensylwanii, ale niemal z miejsca przeprowadził się do Kalifornii. Od samego początku liderem jest wokalista/gitarzysta prowadzący Mike Scalzi i to właśnie on odpowiedzialny jest za 98% twórczości - głównie zainspirowanej tematyką science fiction oraz problemami współczesnego świata.
Przez pierwsze 15 lat grupa funkcjonowała pod dość niefortunną, aczkolwiek bez wątpienia bezkompromisową nazwą The Lord Weird Slough Feg - zapożyczoną przez lidera z jednego z amerykańskich komiksów opartych na celtyckiej mitologii (Slough Feg był kimś w rodzaju prehistorycznego szamana, demona). Niestety, nazwa ta prawdopodobnie przyczyniła się także do znikomej popularności grupy, gdyż trudno ją było wymówić, napisać czy przede wszystkim - zapamiętać.
Na pierwszych płytach zespół grał dość surowy, ale zarazem epicki metal w stylistyce dość wczesnych Iron Maiden z domieszką Black Sabbath/Candlemass (w swoich nagraniach często przekraczając granicę 5-6 minut) oraz pojawiającej się okazjonalnie, aczkolwiek wyraźnie wyczuwalnej celtyckiej nuty.
To, co narzuca się na pierwszy rzut ucha to niewymuszona, klasyczna melodyka a przede wszystkim pełna pasji intensywność gry zespołu który gra ten swój tradycyjny metal tak, jakby walczył o życie.
W 2005 roku (tuż przed wydaniem piątego w dyskografii CD "Atavism") zespół zdecydował się na znacznie bardziej przystępną (choć wciąż sprawiającą problemy) nazwę Slough Feg.
Jednocześnie grupa nieco uprościła swoje brzmienie - skłaniając się ku nieco krótszym i zarazem zwięźlejszym formom charakterystycznym dla tradycyjnego, ciężkiego, brytyjskiego heavy rocka na dwie gitary prowadzące z końca lat 70., w stylistyce wczesnych Judas Priest i klasycznych Thin Lizzy (a nawet wczesnych Wishbone Ash).
W latach 1996-2010 kwartet nagrał aż osiem katalogowych albumów, co w obecnych czasach jest swego rodzaju ewenementem. Oficjalną dyskografię uzupełnia dwupłytowa kompilacja wybranych kawałków z bardzo wczesnych taśm demo oraz niepublikowanych fragmentów z koncertu. Ponadto zespół wydał również trzy winylowe single - wszystkie na drugich stronach zawierające nagrania innych wykonawców - czyli tzw. 'splity’. Te wydawnictwa są mocno poszukiwane przez kolekcjonerów - osiągając na Ebayu ceny dochodzące nawet do 80-120 euro!
Warto może dodać, że na stronie Metal-Archives albumy grupy zostały zrecenzowane i ocenione pomiędzy 81 a 99% (na 100) co jest wynikiem równie dobrym jak albumy Iron Maiden czy wczesne dzieła Metalliki! Poza tym wystarczy troszkę pogrzebać w Internecie żeby znaleźć dowody że ten zespół naprawdę jest wyjątkowy!
W Stanach i w Europie Slough Feg uważani są za grupę autentycznie kultową i na swój sposób pionierską. W sumie nikt nie zaczynał grać tradycyjnego metalu w epoce grunge’u…
Tak naprawdę to nikt nie potrafi dojść prawdziwej przyczyny jak to się stało, że nazwa grupy wciąż wymawiana jest z wielkim szacunkiem ale jedynie przez najbardziej zaprzysięgłych fanów tradycyjnego metalu! Tak na marginesie, to Mike Scalzi prywatnie jest… wykładowcą filozofii w jednym z kalifornijskich koledzy! Jakie to niemetalowe!
Ten jedyny w Polsce występ Slough Feg został zorganizowany przez niewielki, warszawski sklep płytowy (bez widoków na zysk…) i z pewnością druga taka okazja już się nie nadarzy!
Na koncertach grupa wypada ponoć doskonale, tak więc jeśli ktokolwiek pragnie zetknąć się z autentyczną, metalową legendą i zarazem posłuchać soczystego, gitarowego grania w stylu lat 80., to bez wątpienia powinien pojawić się w warszawskiej Progresji!
Z pewnością nie będzie problemów ze zrobieniem zdjęć i wzięciem od muzyków autografów! Całość będzie rejestrowana - być może z przeznaczeniem na jakieś wydawnictwo.
To powinno być klubowe wydarzenie roku!