Na zewnątrz Arktyka, a w klubie ciepło, gwarno i dużo znajomych - m.in. ze względu na to lubię zimę.
Na imprezę szedłem głównie dla The Black Horsemen, którzy mają jednego z najlepszych wokalistów rockowych w tym kraju (niestety dotkniętego syndromem Grzegorza Kupczyka i Sebastiana Bacha). To był mój drugi koncert tej kapelki, przy czym od pierwszego minęło wiele lat - a powstali w 2001 r. Kiedyś robili użytek z klawiszy, które teraz zastępował wiolonczelista z twarzą pomalowaną w stylu Kinga Diamonda (zresztą cały zespół tak sobie brudzi buźki) - nie wyszło to na dobre muzyce, która stała się przez to przekombinowana, co zresztą znalazło odbicie w reakcjach publiczności. Stara wersja The Black Horsemen zdecydowanie bardziej mi się podobała, chociaż ta obecna też nie jest zła. Każdy fan dobrego rocka i metalu powinien choć raz w życiu usłyszeć, jak śpiewa Merot - w lepszych rejonach Europy czy w Stanach byłby gwiazdą, o ile byłby w stanie zapanować nad swoim narcyzmem.
Dwa początkowe rozgrzewacze pobuczały sobie w tle i tylko tyle warto powiedzieć na ich temat, na gigu Hetmana mnie nie było (znam ich tylko z opisów i bardziej nie chcę).
Na koniec najlepsze: wprost zachwycił mnie Overload! Kapela istnieje nieco ponad 2 lata, a już słychać i widać, że mają wielki potencjał, którego nie wolno im zmarnować! Świetna energia i kontakt frontmana Gustawa z publicznością, solidna praca wioseł, a za perkusją syn Krzysztofa Ścierańskiego, który udowadnia, że mocno pracuje na to, żeby ojciec był dumny z jego drogi muzycznej. Stylistycznie pomiędzy Metallicą a Panterą, a na liczniku już kilkadziesiąt sztuk na żywo. Kupiłem EP-kę i naszywkę, warto ich wspomóc.

Nie przegapcie, gdy będą grać w Waszej okolicy!
www.youtube.com/watch?v=1txWqsZcGOI