The Book of Souls: Live Chapter
Moderator: Administracja i Moderacja SanktuariuM
-
UptheIronsWro
- -#Trooper

- Posty: 388
- Rejestracja: pn lis 06, 2017 10:38 pm
Re: The Book of Souls: Live Chapter
https://www.youtube.com/watch?v=bCWzVQSp9jQ WHERE EAGLES DARE Montreal 1983
https://www.youtube.com/watch?v=DZSMkaoR95A WHERE EAGLES DARE Ullevi 2005
Tak się bawimy?
Przepraszam, ale pisząc o kogucie w obcisłych spodniach sam się określasz jako osoba uprzedzona. Już po tym zdaniu widać, że nie jesteś obiektywny. Rozumiem, że dla wielu osób ta prezencja sceniczna Brusa jako jest teraz jest jedyna i poprawna, a ta z lat 80 nie. Mnie prezencja sceniczna mało obchodzi. Bruce w latach 80 dysponował takim głosem jaki człowiek nie może. To była mieszanka szaleństwa, mocy, siły i klimatu. Teraz jest to tylko jeden z najlepszych wokalistów heavy-metalowych. O dziwo taki wydawałoby się leszcz jak Roy Z potrafił już z nieco starszego Brusa wydobyć te resztki mistrzostwa. Dlatego na albumach solowych z lat 1997-2005 brzmi znakomicie. Shirley gówno może. To człowiek, który jest nie na tej funkcji, na której powinien. Producent nie tylko odpowiada za brzmienie, ale także pełni funkcję doradczą. Powinien być dla zespołu mentorem. Shirley dla takiego Harrisa czy Dickinsona jest nikim. Odpowiada on tylko za to by zespół się za bardzo nie zmęczył. Ma być miło, wesoło, przyjemnie. Nie dziwię się, że Adrian Smith który ma bardzo uczciwy stosunek do muzyki wypowiada się przeciwko temu.
https://www.youtube.com/watch?v=DZSMkaoR95A WHERE EAGLES DARE Ullevi 2005
Tak się bawimy?
Przepraszam, ale pisząc o kogucie w obcisłych spodniach sam się określasz jako osoba uprzedzona. Już po tym zdaniu widać, że nie jesteś obiektywny. Rozumiem, że dla wielu osób ta prezencja sceniczna Brusa jako jest teraz jest jedyna i poprawna, a ta z lat 80 nie. Mnie prezencja sceniczna mało obchodzi. Bruce w latach 80 dysponował takim głosem jaki człowiek nie może. To była mieszanka szaleństwa, mocy, siły i klimatu. Teraz jest to tylko jeden z najlepszych wokalistów heavy-metalowych. O dziwo taki wydawałoby się leszcz jak Roy Z potrafił już z nieco starszego Brusa wydobyć te resztki mistrzostwa. Dlatego na albumach solowych z lat 1997-2005 brzmi znakomicie. Shirley gówno może. To człowiek, który jest nie na tej funkcji, na której powinien. Producent nie tylko odpowiada za brzmienie, ale także pełni funkcję doradczą. Powinien być dla zespołu mentorem. Shirley dla takiego Harrisa czy Dickinsona jest nikim. Odpowiada on tylko za to by zespół się za bardzo nie zmęczył. Ma być miło, wesoło, przyjemnie. Nie dziwię się, że Adrian Smith który ma bardzo uczciwy stosunek do muzyki wypowiada się przeciwko temu.
Re: The Book of Souls: Live Chapter
Tak w ogóle, to pragnę zauważyć, że albumy z Royem Z zostały nagrane jakieś 20 lat temu, kiedy Bruce był "nieco" młodszy
Myślisz więc, że to: https://www.youtube.com/watch?v=COvCPJGjaiE
Ustępuje temu: https://www.youtube.com/watch?v=759ToPNh0Dc ?
Myślisz więc, że to: https://www.youtube.com/watch?v=COvCPJGjaiE
Ustępuje temu: https://www.youtube.com/watch?v=759ToPNh0Dc ?
As mankind hurled itself forever downwards into the bottomless pit of eternal chaos, the remnants of civilization screamed out for salvation - redemption roared across the burning sky... The Painkiller
-
UptheIronsWro
- -#Trooper

- Posty: 388
- Rejestracja: pn lis 06, 2017 10:38 pm
Re: The Book of Souls: Live Chapter
Ciężko powiedzieć. Aces High to utwór, który nie ocenia się w kategoriach obiektywnych. Uwielbiam wersję z trasy Ed Hunter. Tam Bruce miał idealny głos do tego utworu. W ogóle jest coś takiego z openerami z lat 80, że najlepiej je lubię studyjnie. To się tyczy Where Eagles Dare, Aces High, Caught Somewhere in Time, Moonchild.
Żeby trochę temu Brusowi osłodzić to powiem, że są utwory z ostatnich lat gdzie śpiewa świetnie: Dance of Death, These Colours Dont Run, Isle of Avalon. Nie jest tak, że ja wszystko neguję.
Żeby trochę temu Brusowi osłodzić to powiem, że są utwory z ostatnich lat gdzie śpiewa świetnie: Dance of Death, These Colours Dont Run, Isle of Avalon. Nie jest tak, że ja wszystko neguję.
Re: The Book of Souls: Live Chapter
Bruce zawsze był niebywale utalentowany i obdarzony głosem o nieprawdopodobnej skali, ale po prostu nie umiał nad nim zapanować. Posłuchaj sobie tego nagrania Where Eagles Dare z Montrealu, które wrzuciłeś. Jak byk masz tam chamskie fałsze (choćby w okolicy 6:38) i w dodatku Becurowi nieraz brakuje oddechu i wybija się przez to z rytmu, a panowanie nad oddechem to podstawa techniki wokalnej. A Ullevi jest perfekcyjne.
A co do Shirleya to w dużej części zgoda, choć myślę, że brzmienie większości ostatnich płyt to głównie zasługa Harrisa i jego uporu co do nagrywania na setkę. Na Marmoladzie wyszło to jak najbardziej dobrze, ale na TFF już z tym lekko przedobrzyli. Ma to w każdym razie swoje plusy i minusy, zależy czego się oczekuje od muzyki.
A co do Shirleya to w dużej części zgoda, choć myślę, że brzmienie większości ostatnich płyt to głównie zasługa Harrisa i jego uporu co do nagrywania na setkę. Na Marmoladzie wyszło to jak najbardziej dobrze, ale na TFF już z tym lekko przedobrzyli. Ma to w każdym razie swoje plusy i minusy, zależy czego się oczekuje od muzyki.
- Bon Dzosef
- -#The Alchemist

- Posty: 11887
- Rejestracja: wt kwie 05, 2016 5:28 pm
Re: The Book of Souls: Live Chapter
Jakieś linki o stosunku Adriana do Shirley'a?
Lubie Iron Maiden i Megadeth
pz = shakin stevens
oddawac długie podpisy
pz = shakin stevens
oddawac długie podpisy
Re: The Book of Souls: Live Chapter
W wywiadzie to Teraz Rocka przy okazji premiery Book of Souls twierdził, że poprzednie albumy zawierały świetną muzykę, ale były niedopracowane brzmieniowo. Także w dziennikach ze studia, Shirley nieraz wspominał o Adrianie trzaskającym drzwiami, co chyba miało miejsce przy okazji nagrywania DoD i TFF.
Re: The Book of Souls: Live Chapter
Takie coś znalazłem.„Bez dni na odpoczynek, zbliżam się do zakończenia prac nad albumem Iron Maiden. Bruce Dickinson przyleciał zaśpiewać swoją część partii wokalnych, zanim odleci dalej w cztery strony świata. Steve Harris został ze mną w studio aby dokończyć nagrywanie. Całkiem dobrze sobie radzi. Od czasu do czasu wpadnie do nas Adrian Smith aby posłuchać rezultatów, lecz jak to bywa w każdym zespole, każdy z członków inaczej wyobrażał sobie efekt finalny. Muszę powiedzieć, że materiał wyszedł dość soczysty. Powiem Wam, że Iran Maiden to najlepszy zespół na świecie z jakim można pracować – to jak jedna rodzina, najbardziej rzeczowi faceci jakich można spotkać w biznesie”.
-
UptheIronsWro
- -#Trooper

- Posty: 388
- Rejestracja: pn lis 06, 2017 10:38 pm
Re: The Book of Souls: Live Chapter
Myślę, że prawda leży po środku. Każdy ma swoje idea fixe, którego będzie się trzymał. Ja mam wkute do głowy, że najlepszy Bruce to ten z lat '80, ktoś ma, że w latach późniejszych. Trudno rozstać się ze swoim przezwyczajeniem. Zauważcie tylko, że ja krytykuję siłą rzeczy czasy w których sam uczestniczyłem więc to wymaga ode mnie pewnego obiektywizmu. Łatwiej krytykować jakąś odległą przeszłość, którą pamiętają tylko najstarsi Górale, tudzież Indianie. Ktoś może powiedzieć, że ludzie chcą budować takie nietykalne pomniki i legendy. Ok, chcą, to normalne. Myślę tylko, że stosunek zespołu do muzyki był nieporównywalnie uczciwszy kiedyś niż teraz. Taki Adrian Smith jak miał 24 lata przystąpił do tego "cyrku" dlatego, że podobał mu się sposób nagrywania muzyki. Pamiętajmy, że to wybitny znawca w swoim fachu. Z Birchem świetnie się dogadywali bo obaj chcieli wydobyć z muzyki to co najlepsze. Myślę, że ktoś taki jak Birch nasrał by na ten zespół gdyby widział w nich zaczadzonych sukcesem młodych ludzi. Widział kogoś kto może w dłuższej perspektywie zastąpił Deep Purple i Black Sabbath. Teraz kogo mamy? Kolesia bez doświadczenia, który nigdy nie powinien znaleźć się na tym miejscu. Pytanie dlaczego ktoś taki jak Steve Harris go cały czas trzyma. Wywiad Adriana jest alarmujący. Widać tylko jemu jeszcze się chce. Janick, Dave i Nicko są już na progu emerytury, a Bruce i Steve są chyba zbyt pewni siebie by przyjąć choćby dwa słowa krytyki od kogoś innego. W takich warunkach nie da się tworzyć niczego wielkiego.
Re: The Book of Souls: Live Chapter
To akurat proste. Harris wie, że on sam to za mało, by wyprodukować należycie brzmiacy album. Jednocześnie nie chce, by producent za bardzo wpływał na efekt końcowy. Przecież Birch by w życiu nie przepuścił takiego The Red And The Black. Decydując się na Shirleya, Steve nie zamyka sobie furtki do swoich wizji, co zrobiłby, gdyby rozpoczął współpracę z kimś bardziej ogarniętym.UptheIronsWro pisze: ↑pt gru 01, 2017 11:23 pm Pytanie dlaczego ktoś taki jak Steve Harris go cały czas trzyma.
As mankind hurled itself forever downwards into the bottomless pit of eternal chaos, the remnants of civilization screamed out for salvation - redemption roared across the burning sky... The Painkiller
-
UptheIronsWro
- -#Trooper

- Posty: 388
- Rejestracja: pn lis 06, 2017 10:38 pm
Re: The Book of Souls: Live Chapter
Dlatego ja nie potrafię tak na 100% pokochać tego nowego Iron Maiden.
Re: The Book of Souls: Live Chapter
Akurat Adrian to jeden z najlepszych gitarzystów na świecie i on jest muzykiem grającym w zupełnie innej lidze niż reszta panów z IM, tak więc porównywanie ich do niego jest trochę krzywdzące. H zawsze był mega krytyczny wobec zespołu i siebie. Nie tak dawno czytałem z nim wywiad, gdzie sam twierdzi, że grać na gitarze nauczył się dopiero gdy zrobił sobie kilka lat przerwy od IM i miał w końcu czas na ćwiczenia. To słychać chociażby na ostatniej koncetówce, o której tak swoją drogą, jeśli kogoś to jeszcze obchodzi jest ten temat. Przecież to co on wyprawia w solówkach w TRATB to przechodzi ludzkie pojęcie, jego wibrato i intonacja jak u najlepszych skrzypków są poza zasięgiem większości sławnych gitarowych wirtuozów.Wywiad Adriana jest alarmujący. Widać tylko jemu jeszcze się chce. Janick, Dave i Nicko są już na progu emerytury, a Bruce i Steve są chyba zbyt pewni siebie by przyjąć choćby dwa słowa krytyki od kogoś innego. W takich warunkach nie da się tworzyć niczego wielkiego.
-
UptheIronsWro
- -#Trooper

- Posty: 388
- Rejestracja: pn lis 06, 2017 10:38 pm
Re: The Book of Souls: Live Chapter
Adrian był już megamistrzem w latach '80. Przykłady to sola w : Prodigal Son!!!!, 22 Acacia Avenue, To Tame a Land, Rime of the Ancient Mariner, Stranger in the Strange Land czy tytułowym z Seventh Son.
Re: The Book of Souls: Live Chapter
Już wtedy był mistrzem, ale teraz gra jeszcze lepiej i przede wszystkim praktycznie nigdy nie fałszuje przy podciąganiu strun, co jest prawdziwym ewenementem wśród rockowych gitarzystów.
Re: The Book of Souls: Live Chapter
To doskonale słychać na omawianym albumie live!
- dostoevsky
- -#Assassin

- Posty: 2347
- Rejestracja: pn sty 30, 2006 3:55 pm
- Skąd: St Andrews
Re: The Book of Souls: Live Chapter
Co do Adriana - jego gra jest jak wino. Już w latach osiemdziesiątych był świetnym gitarzystą, ale dla mnie osobiście osiągnął szczyt formy od końca poprzedniego wieku. Jego solówki w Road to Hell, With you Again z albumu Psycho Motel, czy w wielu utworach Maiden po reunion, wywołują u mnie ciarki. Dla mnie Adrian stanowi absolutną czołówkę rockowych/metalowych gitarzystów w historii. Mało kto gra z takim feelingiem jak on.
Jeśli zaś mowa o Brucie - nie zgadzam się z kolegą wyżej który twierdzi, że najlepiej brzmiał w latach osiemdziesiątych, a Roy Z wykrzesał z niego "resztki". Przecież on sam w autobiografii przyznaje, że rozwinął swój warsztat wokalny po odejściu z Maiden. Co do tego nie ma żadnych wątpliwości - to po prostu słychać. O wiele bardziej sobie cenię (pod względem wokalnym) Scream For Me Brazil niż Live After Death.
Jeśli zaś mowa o Brucie - nie zgadzam się z kolegą wyżej który twierdzi, że najlepiej brzmiał w latach osiemdziesiątych, a Roy Z wykrzesał z niego "resztki". Przecież on sam w autobiografii przyznaje, że rozwinął swój warsztat wokalny po odejściu z Maiden. Co do tego nie ma żadnych wątpliwości - to po prostu słychać. O wiele bardziej sobie cenię (pod względem wokalnym) Scream For Me Brazil niż Live After Death.
-
UptheIronsWro
- -#Trooper

- Posty: 388
- Rejestracja: pn lis 06, 2017 10:38 pm
Re: The Book of Souls: Live Chapter
Każdy, absolutnie każdy muzyk Ci powie, że jest im starszy tym lepszy. Muzycy Deep Purple pewnie powiedzą, że ich ostatnie albumy są lepsze niż In Rock. Czego to dowodzi? Niczego. Jeśli ktoś woli tego dojrzalszego Brusa niż tego z lat '80 to jego opinia. Nie zamierzam się z nim kłócić bo każdy ma prawo na to patrzeć inaczej. Uważam jednak, że musi być jakiś powód dla którego Iron Maiden nie podchodzi koncertowo do takich utworów jak Caught Somewhere in Time czy To Tame a Land. Myślę, że powodem jest głównie wokal Dickinsona. Bruce z lat '80 potrafił śpiewać tak różne rzeczy jak spokojne i nastrojowe Revelations, superszybkie Aces High, agresywne Invaders, melodyjne Can I Play with Madness!? czy epickie Rime of the Ancient Mariner. Dzisiejsze Iron Maiden nie jest tak różnorodne może też dlatego, że Bruce nie byłby tak dobry jak wtedy.
Re: The Book of Souls: Live Chapter
Nie to co lata 80, gdzie prawie wszystko było na jedno kopyto ...
O czym Ty piszesz. Nie jesteś za grosz obiektywny, tylko masz jakieś nostalgiczne opinie o Maiden z lat 80.
Prawda jest taka, że Maiden teraz jest różnorodne jak nigdy indziej.
-
UptheIronsWro
- -#Trooper

- Posty: 388
- Rejestracja: pn lis 06, 2017 10:38 pm
Re: The Book of Souls: Live Chapter
Nie da się być obiektywnym w ocenie muzyki. To po pierwsze. Po drugie dla mnie długość utworu nie świadczy o jego różnorodności. W Empire of the Clouds nie ma pomysłu na 18 minut muzyki. Pomysły tam się powielają. W czym Journeyman jest ciekawszy muzycznie od Prodigal Son czy Children of the Damned? W czym Lord of Light jest lepszy np. od Moonchilda? To właśnie opener Seventh Sona jest w zasadzie takim przedsmakiem przed tym co Bruce zrobi na Chemical Wedding. Skoro lata 80 byłyby takie przeciętne i słabe to dlaczego ciągle do tego wracają? To podstawa ich muzyki, 90% tego co zrobili. To Rime of the Ancient Mariner jest legendą, a nie dajmy na to When the Wild Wind Blows. To Trooper jest wzorcem krótkiego utworu Iron Maiden, nie Different World czy nawet Wicker Man. Jedyne co jest złe z lat '80 to to, że niektóre utwory tak bardzo są w cieniu tych popularnych. Szkoda, że takie utwory jak Invaders, Quest for Fire, The Duellists, Loneliness of Long Distance Runner czy The Prophecy nie dostały nigdy szansy by jakoś zaistnieć.
Re: The Book of Souls: Live Chapter
Drogi Nomadzie, nie odpływaj, bardzo Cię proszę. Nikt nie twierdzi, że lata osiemdziesiąte były przeciętne i słabe jeśli chodzi o poziom tworzonej muzyki, bo przecież wszystkie płyty IM z tamtego okresu to dziś już absolutna i nienaruszalna klasyka. To jednak nie znaczy, że dzisiaj jest słabiej. Co do porównania Rime of the Ancient Mariner i When the Wild Wind Blows, ten pierwszy to dla mnie i za pewne sporej części fanów faktycznie utwór wszech czasów, ale Wiaterek to taka sama liga. Myślę, że o tym, że jeden stał się legendą, a drugi nie, decyduje raczej to, że jeden miał szczęście ukazać się dużo wcześniej, a nie różnica w ich poziomie.
Jeśli chodzi o obiekcje co do "złotego okresu" to pojawiają się one tylko co do wykonań na żywo. Muzyki nie da się ocenić w 100% obiektywnie, tak jak zresztą zauważyłeś, ale można to zrobić jak najbardziej ze sposobem jej wykonywania. I niestety w wykonaniach z tamtego okresu jest pełno niedociągnięć, w szczególności w warsztacie Becura, które są oczywiste dla każdego kto ma choć trochę pojęcia o muzyce. Na upartego można nawet wziąć taki program jak Autotune i zmierzyć o ile ktoś znajduje się poza tonacją, więc to nie jest kwestia gustu i osobistych preferencji. Na szczęście na ostatnich wydawnictwach koncertowych jest znacznie lepiej, BoS Live Chapters to dużo lepszy album niż np Maiden England, a co do porównania z Live Aftear Death, to zelży czy weźmiemy wersję audio, czy wideo.
Jeśli chodzi o obiekcje co do "złotego okresu" to pojawiają się one tylko co do wykonań na żywo. Muzyki nie da się ocenić w 100% obiektywnie, tak jak zresztą zauważyłeś, ale można to zrobić jak najbardziej ze sposobem jej wykonywania. I niestety w wykonaniach z tamtego okresu jest pełno niedociągnięć, w szczególności w warsztacie Becura, które są oczywiste dla każdego kto ma choć trochę pojęcia o muzyce. Na upartego można nawet wziąć taki program jak Autotune i zmierzyć o ile ktoś znajduje się poza tonacją, więc to nie jest kwestia gustu i osobistych preferencji. Na szczęście na ostatnich wydawnictwach koncertowych jest znacznie lepiej, BoS Live Chapters to dużo lepszy album niż np Maiden England, a co do porównania z Live Aftear Death, to zelży czy weźmiemy wersję audio, czy wideo.
