Nigdy w życiu. W trzech minutach Marinera jest więcej ciekawych zwrotów akcji i zmian tempa niż w całym WTWWB. Ten utwór ma swoje momenty, klimat, ciekawe melodie, ale to absolutnie nie jest ta sama liga. Już prędzej bym się zgodził co do Dance of Death.
Mam ten problem z nowymi płytami Iron Maiden, że tam jest tyle niepotrzebnych momentów i dłużyzn, że nie wiem jak je oceniać. To tak jakby do jakiejś pysznej potrawy dodać niepotrzebnych składników. Na żywo wszystko wychodzi dobrze bo koncentrujemy się na tym co jest dobre, ale już słuchanie płyty to inna sytuacja. Te niepotrzebne momenty rozpraszają i psują cały klimat. Red and the Black to przykład sztandardowy, ale tak samo jest z długasami z A Matter of Life and Death. To nie jest kwestia uprzedzenia. Wręcz przeciwnie, staram się podejść do utworów Iron Maiden bardzo entuzjastycznie. Już tam mam z tymi nowymi utworami, że praktycznie żaden nie podoba mi się w całości. Nie wiem czy to kwestia niedopracowania czy obecnego podejścia muzyków do grania. Nie tylko lata '80 ale i lata '90 podobają mi się znacznie bardziej. Sign of the Cross i Clansman uważam za ostatnie w 100% udane kompozycje Harrisa. Takiego otwieracza jak Futureal także ostatnie płyty nie mają.


