To i ja coś napiszę, bo widzę, że jeszcze nie komentowałem:
Grać koncert dzień po Nicku Cavie to praktycznie mission impossible i nie oczekiwałem, że Bryan dorówna poziomem do tego misternego przeżycia z czwartku. Rzeczywiście nie dorównał, ale wciąż zagrał bardzo dobrą rock'n'rollową sztukę. Tym razem byłem na trybunach - trafił się sektor E z dobrym widokiem na scenę. Nagłośnienie ciut gorsze niż dzień wcześniej, ale może to kwestia odbioru z trybun vs. przód płyty, albo też zbytnie żonglowanie mikrofonami przez Bryana, bo czasami jego wokal przez to ginął

.
Napisałem, że widok bardzo dobry na scenę, ale niestety miało to też swoją wadę w postaci masy januszy wędrujących przed nosem w tę i z powrotem z płyty po piwo, nachosy, do kibla itd., co trochę przeszkadzało w odbiorze koncertu (notabene, z powodu zdecydowanej przewagi płci przeciwnej na koncercie, kolejki do damskiej toalety były naprawdę absurdalne, dobrze jednak móc wykorzystywać swój męski przywilej

). Poza tym ciężko się do czegoś przyczepić. Kontakt Bryana z publiką, wykonanie poszczególnych kawałków, dobre balansowanie tempem koncertu, w postaci odpowiedniego umiejscowienia szybszych i wolniejszych utworów, właściwie rozłożona dawka kotletów - wszystko palce lizać (no i nie tylko palce, jakby pewnie powiedziała wspomniana wcześniej w wątku fanka z dejkartką

). Może jedynie te balladki solo na sam koniec lekko rozmyły finał, koncert się powinien imho kończyć czymś innym, może Summer of '69, tak jak pisał pz. Arena ładnie wypełniona, pewnie podobna frekwencja jak dzień wcześniej, choć z trybun wydawało mi się, że płyta była nawet bardziej nabita (ale to może złudzenie spowodowane tym, że na płytę wpuszczali wyjątkowo z bocznych sektorów, a nie z końca płyty, jak to jest zazwyczaj, albo tym, że jak wchodziłem na płytę w trakcie supportu przed Nickiem, to było jeszcze mocno pustawo).
Podsumowując, dwudniowy wyjazd bardzo udany, jak będzie jeszcze gdzieś okazja zobaczyć Bryana, to chętnie skorzystam.