06-07/03/2026 - Hell over Hammaburg - Hamburg
: śr sty 28, 2026 9:20 pm
autor: Żelazny
Szybki temat, mamy z kolegą cezim jedno miejsce w aucie z Opola na ten festiwal:
https://helloverhammaburg.blogspot.com/ ... 0st-UykiLg
Z atrakcji jeden z dwóch ostatnich koncertów Kodex z Manuelem, grające bardzo mało koncertów Night, Mega Colossus z nową płytą i powracający Argus - plus cała masa black metalu różnej jakości.
Jak ktoś chętny, to albo forumowo na pm do mnie lub ceziego, albo prywatnymi kanałami
Re: 06-07/03/2026 - Hell over Hammaburg - Hamburg
: pn mar 09, 2026 9:05 pm
autor: cezi
No więc krótka relacja z tego festiwalu:
Pojechaliśmy z kolegą Żelaznym oraz jeszcze jednym jego kumplem. Dla mnie największym magnesem tego festiwalu był występ NIght. Po usłyszeniu kiedyś płyty Raft of the World, stwierdziłem, że muszę kiedyś zobaczyć ta kapelę na żywo, a że występują bardzo rzadko, więc kolejnej okazji może nie być zbyt szybko. Ponieważ skład festiwalu był dość dziwacznie dobrany od Heavy rocka w stylu Night własnie do ekstremalnego black metalu, od razu założyłem, że kapele będę oglądał wybiórczo, a ponieważ części z nich kompletnie nie znałem, przesłuchałem sobie ich twórczość wcześniej w streamingu.
Drugim mniejszym magnesem był występ Atlantean Kodex. Miałem zobaczyć tą kapelę na Heliconie, ale wtedy jadąc na festiwal miałem kolizję i skasowałem auto, więc okazja, żeby ich zobaczyć nadarzyła się trzy lata później.
W zasadzie wszystkie kapele, które widziałem miały bardzo gorące przyjęcie. Sam festiwal to rewia mody battlevestów z przeróznymi naszywkami, Subkultura niemiecka jest nie do pobicia w tej materii. Przechodząc do kapel, które widziałem, to Mega Colossus zrobił na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Numer Wicked Road długo jeszcze siedział mi w głowie po zakończeniu koncertu. Kapela promowała nową płytę Watch Out i akurat, te utwory miały dla mnie słabszy wydźwięk. Skracken o dwa poziomy niżej, wokalistka bardzo "meczyła bułę" nie podobało mi się. Argus, no cóż mnie nie zachwycili, ja nie bardzo lubie takie klimaty, a wokal mi sie jakoś dziwnie z Majesty pokojarzył. Ostatnią kapelą, któtą zobaczyłem w pierwszym dniu był Christian Mistress . Fajnie zagrane, może nie byłem zachwycony, ale babka na wokalu ma kawał głosu - trochę w stylu Bonnie Tyler, i na tym skończył sie dzień numer 1
Drugi dzień zacząłem od Night i to była poezja na żywo. Zarówno Time jak i Fire Across The Sky, czy Surrender na żywo zabrzmiały pięknie i epicko, Do pełni szczęścia zabrakło jedynie Strike Of Lightning. To naprawdę jest ujmujące, kiedy prostymi środkami, można stworzyć tak piekne melodie i aranżacje. Ale to mimo wszystko nie był nr 1 tego festiwalu. Dla mnie koncertem numer jeden był występ Slingblade. Ja uwielbiam takie riffy i taką muzę, a wokalistka przypominał mi manierą śpiewania zespół post punkowy mojej młodości Manufactured Romance. Trochę Debbie Harry też można było wysłuchać w głosie wokalistki. Zagrali całą debiutancką płytę na żywo, a od jej wydania minęło sporo czasu. I tu kolejny plus dla Żelaznego, że namówił mnie na ten wyjazd, bo Slingblade nie planuje kolejnych koncertów w tym roku. A wielka szkoda. Dość powiedzieć, że mimo iż nie miałem w planach kupować żadnego merchu i płyt to z siedmiocalowym singlem Slingblade wyszedłem pod pachą.
I w końcu gwiazda wieczoru czyli Atlantean Kodex. . Musze przyznać, że każdej kapeli która muzykę traktuje jako odskocznię, a nie źródło utrzymania, życzyłbym tak oddanych fanów podążających za kapelą. Przyjecie mieli niesamowite, a w zasadzie w kilku, czy kilkunastu pierwszych rzędach nie było osoby, (poza mną), która nie znałaby wszystkich tekstów na pamięć, nawet z tego utworu, który jeszcze nie został oficjalnie wydany. Koncert mi się bardzo podobał i jeśli kiedykolwiek będę sie wahał, czy jechać na jakiś koncert czy odpuścić, to nazwa Atlantean Kodex na afiszu może przeważyć szalę.
Wszystkie sety z festiwalu są na amerykańskim portalu jakby co...
Muszę też wspomnieć o małej scenie w drugim dniu, na którym zaprezentowało się kilka kapel. Niestety ta mała salka to kompletna porażka, zobaczyłem tam kilka minut Templar, ale i jakość dźwięku i sam zaduch powodował, że nie chciało mi się tam stać, zwłaszcza, że kapeli się praktycznie nie widziało.
Odrębną kwestią jest samo wrażenie Hamburga, w centrum pierwszy raz w życiu widziałem ofiary fentanylu, które stały jak zombie oraz kobietę, która wręcz wiła sie na chodniku i krzyczała coś niezrozumiale, nie wiem czy po zażyciu narkotyku czy z narkotykowego głodu. Niestety w okolicach dworca ilość żulerni była porażająca, ale oni wszyscy byli stłoczeni na jednym obszarze, kiedy wyszedłem na promenadę innej dzielnicy w godzinach południowych nie było żadnego zula na ulicy. Tak jakby byli w getcie z niewidzialnymi ścianami. No cóż....Niemcy mieli doswiadczenie w tych kwestiach.
Re: 06-07/03/2026 - Hell over Hammaburg - Hamburg
: pn mar 09, 2026 9:52 pm
autor: Schizoid
Widzę, że jak Niemcy, to syf jest obligatoryjny niezależnie od miasta xD
Re: 06-07/03/2026 - Hell over Hammaburg - Hamburg
: wt mar 10, 2026 1:08 am
autor: Bon Dzosef
Schizoid pisze: ↑pn mar 09, 2026 9:52 pm
Widzę, że jak Niemcy, to syf jest obligatoryjny niezależnie od miasta xD
Polecam Frankfurt, nieprawdopodobne doświadczenie porównywalne tylko z najgorszym syfem w progresywnych miastach USA typu Philly, Baltimore itd.
Ostateczny dowod, ze miejsce komuchow jest na galeziach, razem z cpunami