Słucham ich od kilku miesięcy ledwie, więc generalnie to ja jeszcze niewiele wiem, a ulubione płyty mogą się jeszcze 10 razy pozmieniać

No ale skrobnąć coś co jest aktualne na dziś nie zaszkodzi
Przede wszystkim to mam wrażenie, że nazwanie ich zespołem thrashowym to trochę jakby ich obrazić

Dżołk ofkorz, ale na pewno to stwierdzenie obejmuje tylko niewielką część świata Voivod.
Nawet nazwanie ich muzyki metalem też nie przystaje do wszystkiego.
Na pewno dziwna, oryginalna muzyka i, z mojego punktu widzenia (ale chyba nie tylko mojego

), bardzo trudna w odbiorze. Sam tego doświadczam do dziś, stąd moje stwierdzenie, że pewnie gówno o nich i tak wiem
Na dziś dzień baaardzo lubię 4 albumy: "Angel Rat", "The Outer Limits", "Negatron" i "Phobos". Lubię też ostatni album, ale mniej niż w/w. Lubię też oczywiście te 3 ich klasyki czyli "Killing Technology", "Dimension Hatross" i "Nothingface", ale póki co miłością tego bym nie nazwał. Aczkolwiek sądzę też, że są na dobrej drodze. Bo w sumie to właśnie tych płyt najczęściej słucham, bo tych mi się słucha najtrudniej.
Pierwszych 2-óch i "Voivod" jeszcze nie słuchałem w zasadzie, jak już to tak "po łepkach".
Co jeszcze mógłbym napisać.... na pewno to, że jakby ktoś mnie poprosił o to, żeby wskazać mu jakąś reprezentatywną płytę dla Voivod do tego aby się zapoznać z kapelą to bym tego zrobić nie potrafił, bo IMO takiego krążka w sumie nie ma.
Ten zespół to ewidentny przykład na permanentny rozwój w muzyce, wiadomo, że pewne podobieństwa między albumami występują, ale raczej między 2-3 ale wszystkimi to chyba nie.
Powiedzmy, że jakoś tak na okresy by to można podzielić.
"Killing Technology" i "Dimension Hatross" to na pewno rzeczy dość bliskie thrashowemu graniu, w jego bardziej technicznej odmianie bym rzekł. Ale nie tylko thrash tu słychać, bo na pewno też punka trochę, choć chyba mniej niż na poprzednich (z tego co po przesłuchaniu kilku utworów z "war And Pain" i "Rrroooaaarrr" zdążyłem wychwycić), a to wszystko skąpane w niezwykle oryginalnym brzmieniu. I w sumie z tym brzmieniem mam największy problem przy słuchaniu. Jest takie zupełnie odhumanizowane, zimne , no tak mi się to widzi mniej więcej. Wokal Snake'a raczej krzykliwy jeszcze.
Na pewno niezwykle oryginalne materiały, jeszcze do końca mi nie "weszły", ale myślę, że i to ulegnie zmianie.
"Nothingface" to już kolejny krok naprzód. Dla mnie w sumie jakiśtam pomost między "KT" i "DH" a "Angel Rat" i "The Outer Limits", z uwagi na to, że Snake nieco łagodniej śpiewa i mamy więcej melodii. Z drugiej strony, muzyka na pewno dużo bardziej złożona niż na 2-óch następnych materiałach. Metalu już niewiele, dużo prog rocka i takich innych dziwnych rzeczy, których nazwać nie potrafię
Wspomniane już "Angel Rat" i "The Outer Limits" to świetne albumy wg mnie. Bardzo fajnie się ich słucha, bo też bardzo fajnie wchodzą. Jest na nich mnóstwo melodii i to takich naprawdę fajnych, przebojowych wręcz (w pozytywnym tego słowa znaczeniu ofkorz), takich jakich w Voivod wcześniej IMO nie było. Oczywiście nie są to identyczne materiały - na "Angel Rat" słyszę znowuż punka, sporo takiego rock n' rolla wręćz, czasem może pobrzmiewa heavy metal. "The Outer Limits" z kolei ma IMO dużo mniej jakich punkowych wtrętów, więcej tam czuję hard rocka, heavy metalu wręcz a jeszcze też prog rocka, czego najpełniejszym przykładem "Jack Luminous" - jeden z moich ulubionych voivodowych utworów, progres na całego.
Generalnie ten okres twórczości Kanadyjczyków uwielbiam wręcz i to się nie zmieni na pewno.
Później w ich graniu, wraz z pojawieniem się Erica Forresta na stanowisku wokalisty i basisty nastąpiła kolejna wyraźna zmiana, może i najbardziej drastyczna ?? Na "Negatron" mamy jeszcze bardziej odhumanizowane brzmienie niż na "KT" czy "DH". Jest baaardzo ciężkie. Same utwory też są bardzo agresywne, ale w sumie czuć w nich rock n' rolla

Ja przynajmniej go czuję, choćby w takim "Nanoman" czy też "Project X". Płyta bardzo metalowa generalnie, dość jednorodna, czasem może troszeczkę nużyć, ale mimo to lubię ją bardzo. Utworów tytułowyjest jakby zapowiedzią tego, co panowie zawarli na "Phobos", który jest na dziś moim voivodowym nr.1 . Album genialny, niesamowity. W sumie kontynuuje drogę obraną na "Negatron" ale tylko w pewnym stopniu, znowu mamy zimne, udhumanizowane, industrialne wręcz brzmienie, muzyka chwilami znowuż bardzo agresywna no i wokal Forresta bardzo krzykliwy, unikający raczej melodyjnych fraz. Ale z drugiej strony wyjątkowość "Phobos" to dla mnie właśnie to, że jest dużo bardziej wielowymiarowy, złożony. Nie ma tutaj samej agresji, jest bardzo dużo takich spokojniejszych w sumie fragmentów, które i tak są monumentalne wręcz. Takim przykładem niech będzie wspaniały utwór tytułowy, który ma majestatyczny wręcz temat wiodący, a nie jest on wcale budowany przez potężnie brzmiące gitary.
Na tym też albumie najmocniej czuć ten tak charakterystyczny dla Voivod kosmiczny klimat. Słuchając tego albumu czuję się jak w przestrzeni kosmicznej, na jakiejś innej, przerażającej planecie. Również dzięki temu tak sobie cenię ten album. Dzieło skończone.
"Katorz" to album od którego zaczynałem. Nie powalił mnie nigdy i tak już zostanie, ale jednak wywarł na mnie na tyle pozytywne wrażenie, że miałem ochotę "brnąć" w to dalej

Niewątpliwie trudno trochę oceniać ten materiał z uwagi na okoliczności w jakich powstawał... Jednak sądzę, że to dobra płyta i szczerze mówiąc to właśnie gitary Piggy'ego mi się na nim najbardziej podobają. A muzycznie to niewątpliwie nawiązanie do najbardziej melodyjnych płyt Voivod, czyli "AR" i "TOL", z lekkim wskazaniem na tę pierwszą, bo znowuż powraca jakby punkowy duch.
Tym, którzy by chcieli się zapoznać z Voivod powiem to samo co Szymuś. Trzeba się uzbroić w cierpliwość, bo raczej nie jest to muzyka łatwa, lekka i przyjemna, ani też taka, która "łapie" od razu (a jeśli są tacy to szczerze gratuluję świetnego słuchu), ale IMO warto, bo to coś bardzo ciekawego i oryginalnego.
Taka metalowa awangarda chyba wręcz, bo ich granie zdaje mi się zawsze podążało ścieżką wyznaczoną tylko przez nich samych i nikogo innego i było zaprzeczeniem tego wszystkiego co aktualnie było bardziej popularne czy zgodne z jakimiś kanonami.
To chyba wszystko, pewnie bardzo nieskładna i pełna błędów ta wypowiedź, ale jednak postanowiłem jakoś się zmierzyć z próbą choć częściowego opisania fenomenu tej kapeli.