Te utwory:
Occam's Razor
Great Expectations
Kneel And Disconnect
Your Unpleasant Family
The Yellow Windows Of Evening Train
Degree Zero Of Liberty
The Seance
Circle Of Manias
to krótkie miniatury między dłuższymi utworami na nowej płycie
Sam koncert zaczął się tuż po 21:15, a zakończył ok. 23:30, z tym że kiedy zakończyli pierwszą część koncertu (tj. odegranie "The Incident") nastąpiła 10 minutowa przerwa, więc samego grania było w zasadzie niemalże dokładnie 2 godzinki.
co do koncertu - jestem bardzo zadowolony. Przede wszystkim - nagłośnienie. Pomny ostatniego rockserwisowego show (Dream Theater w Bydgoszczy) na którym miałem okazję być miałem pewne obawy. Na szczęście pierwsze minuty rozwiały je, bo dźwięk, dla mnie, był znakomity. Klarowny, selektywny, potężny wręcz. Rozumiem, że dla kogoś mogło być nieco za głośno, ale na pewno nie sprawiało to że się instrumenty zlewały ze sobą. Ja od siebie mógłbym dodać, że może odrobinę za ciężko zabrzmieli, w zasadzie jak metalowa załoga, potężne gitary i jeszcze potężniejsza chyba perkusja Harrisona. Oni dla mnie powinni chyba nieco lżej brzmieć
Dalej - set. Dla mnie na pewno nie idealny, wolałbym jednak więcej ze starych płyt a tak to tylko namiastka w postaci I części "Russia On Ice". Jeśli chodzi o kawałki z płyt od "In Absentii" w górę to generalnie ok, "Trains" na końcu oczywiście zniszczył, "Sound Of Muzak" też super, takowoż "Start Of Something Beautiful". Bardzo podobał mi sie też milutki "Lazarus"

"Way Out Of Here" - ok. Środkowa część "Anesthetize" bardzo mi się podobała, jest czego żałować że cały nie poszedł. Najsłabszym fragmentem tej części koncertu był dla mnie "Remember Me Lover", ale w sumie to i tak niezły utwór. Jakbym miał wybierać co z nowszych płyt bym jeszcze chciał usłyszeć to na pewno "Arriving Somewhere But Not Here", "Heartattack In a Lay By", "Collapse The Light Into Earth", może "Sentimental". Ze starych może nie będę wymieniał, ale wiadomo że bardzo dużo by tego wyszło
Co do wykonawstwa to nie ma się czego czepiać - głos Stefana brzmiał wyśmienicie, Harrison bardzo fajnie grał. To samo o reszcie można powiedzieć. W ogóle mógłby ktoś kręcić nosem że zbyt sterylne to było bo w zasadzie nuta w nutę tak jak na płycie, ale to w zasadzie coraz częstsze zjawisko, mnie bynajmniej nie przeszadza. Jakby zespół dużo improwizował to też bym nie narzekał.
Ludzi pełna hala, czyli pewnie z 4 tysiące. Tzn. nie wiem dokładnie czy płyta była full, ale tak to wyglądało z mojej perspektywy, bo co do sektorów to nie ma wątpliwości.
Bardzo mi sie podobało, nie było może genialnie, ale były chwile kiedy jakieś ciarki po plecach przeszły

Niewykluczone, że następnym razem też na nich gdzieśtam pojade.